Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfik: DBPH Rozdział 13
Dodane przez Gokusiek dnia 05-01-2011 22:03

  
"Rozdział 13"



Batalia, która miała przejść do historii jako "Druga bitwa o Makyo" dobiegła końca. Śmierć poniosło wielu obrońców planety, w tym ich król. Siły imperialne jednak także nie wyszły z tej potyczki bez szwanku.
Gdy ostatnie zarzewie wojny wygasło zaczęła się okupacja planety. Przynajmniej teoretycznie. Freezer złożył obietnicę umierającemu wrogowi i miał zamiar jej dotrzymać. Zarządził żałobę wśród żołnierzy. Wszystkie flagi w imperialnych obozach zostały opuszczone do połowy masztu, a o żadnym świętowaniu z powodu wygranej potyczki nie było nawet mowy. Książę chciał tym sposobem wyrazić swój szacunek dla mieszkańców planety.
Makyo, mimo że nie cieszyli się z takiego obrotu spraw, postanowili współpracować z siłami Freezera. Taka była ostatnia wola ich króla, i choć wielu z nich nie chciało tego przyznać, ich przetrwanie zależało od dobrej woli okupanta. Wraz ze śmiercią Garlicka, planeta straciła swoją mobilność, bez której Makyo czekała powolna śmierć głodowa. Dlatego Freezer nakazał przekazanie większej części zapasów mieszkańcom planety.
Podwładni księcia w takiej sytuacji musieli przejść na odwodnione racje żywnościowe. Jak można było się spodziewać, żołnierze nie skakali pod sufit z radości. Ta informacja pogorszyła ich morale, które i tak zaczynało się załamywać. Przebywanie na wielkiej, ponurej pustyni z jednym miastem, jeśli się do tego nie przywykło, było przygnębiające. Poza tym wśród żołnierzy chodziła plotka o "martwej strefie", czyli miejscach gdzie poświata oplatająca planety zanikała. Tubylcy mówili o tym coraz częściej, ponieważ wielu z nich pamiętało podobną sytuację, kiedy poprzedni król zginął w bitwie.
Wszystkie te czynniki sprawiały, że oficerom było coraz ciężej utrzymać karność w swoich oddziałach. Najwięcej bolączki przyprawiali im najemnicy. Doświadczeni, ale źle zdyscyplinowani żołnierze mogli doprowadzić do wielu nie przyjemnych sytuacji. Dlatego, gdy tylko uroczystości pogrzebowe dobiegły końca, a Makyo wybrali nowy samorząd, Freezer odwołał żałobę i pozwolił swoim ludziom na trochę rozrywki. Oczywiście wszystkie zabawy i popijawy były urządzane na okrętach, z dala od wzroku tubylców. Freezer doszedł do wniosku, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Wmyśl tej zasady żołnierze zaczęli pracować na specjalne zmiany, tak, aby każdy z nich mógł zrzucić z siebie nadmiar stresu, presji i napięcia. Ograniczało to liczebność wojska na planecie, ale było lepsze niż samowolka. Oczywiście zdarzały się wyjątki, nie biorące udziału w tej "operacji". Jednym z nich był oddział Freezera, który po bitwie zamienił się w ochroniarzy księcia i prawie cały czas przebywał na okręcie, dlatego, zaraz po odwołaniu żałoby był pierwszy w kolejce do "odreagowywania". Nastrój udzielił się nawet dowódcy oddziału pułkownikowi Ginyu, który na co dzień uchodził, za służbistę i nudziarza. Tym razem jednak postanowił wesprzeć swój oddział w tej jakże szlachetnej krucjacie po błogostan.
Jednak nie wszyscy byli w tak dobrym stanie. Zarbon od czasu odbicia go z rąk wroga pozostawał nieprzytomny i nic nie wskazywało na szybką poprawę sytuacji. Zerd przesiadywał przy nim prawie cały czas w nadziei na cud.
Chciał powiedzieć nieprzytomnemu tak wiele. Przeprosić, wypytać, porozmawiać. Na usta cisnęło mu się tysiąc rzeczy naraz. Mimo to milczał i czekał. Odzywał się tylko wtedy, gdy do łóżka Zarbona zbliżał się książę Freezer, aby dowiedzieć się czegoś o stanie zdrowia przyjaciela. Leau zajrzał tu tylko raz, mówiąc że postara się załatwić pojazd, ale gdy nie było żadnej reakcji ze strony podwładnego, odszedł bez słowa.
Zerd siedział jeszcze w milczeniu parę godzin, czekając na najmniejszy znak życia. Ruch ręką, mrugnięcie powiek, głębsze westchnienie, cokolwiek. Jednak żaden z wypatrywanych z nadzieją znaków nie nadchodził. Z tego transu wyrwał Zerda dopiero wchodzący do pomieszczenie książę. Zerd odruchowo wstał i zasalutował. Freezer tylko westchnął i zaczął:
- Ile razy mówiłem ci żebyś sobie to darował.
- Wybacz, panie - odparł lekko zażenowany Zerd.
- Zerd, znam cię od dziecka, mów mi po imieniu - nalegał Changeling.
- Dobrze... Freezerze - powiedział zmieszanym głosem coolant.
- No, od razu lepiej. Co z nim?
- Nic się nie zmieniło. Zaczynam wątpić w to czy w ogóle się jeszcze obudzi - stwierdził Zerd, a w jego głosie dało się wyłapać żal i smutek.
- Nie mów tak. Na pewno się ocknie, zobaczysz. Niedługo będę leciał na Core. Zabiorę go ze sobą i tam zajmą się nim najlepsi lekarze w całym Imperium. Nie martw się, on wydobrzeje - skłamał Freezer. Nie wiedział jednak czy wmawia to Zerdowi czy samemu sobie.
Czytał diagnozy i rokowania lekarzy na temat Zarbona. Uszkodzenia ciała, jakich doznał pacjent poprzez nieznany rodzaj tortur były tak poważne, że szanse na jego przeżycie spadły niemal do zera. Freezer nie mógł jednak powiedzieć tego Zerdowi. Nawet nie wiedział czy te słowa przeszłyby mu przez gardło. Jego lodowate serce płonęło w ogniu żalu, smutku i cierpienia.
Przeleciał pół-galaktyki, walczył z armią Makyo, pokonał ich króla, zdobył planetę i... wszystko na próżno. Po raz pierwszy od wielu lat do oczu cisnęły mu się łzy. Od czasu jego młodości wiele uległo zmianie. Zobojętniał i stał się nieczuły na dziejące się wokół niego sprawy, ale teraz wszystko uległo zwrotowi o sto osiemdziesiąt stopni.
Zawsze zastanawiał się, czy potrafiłby jeszcze płakać. Okazywało się, że tak. Jego najlepszy przyjaciel gasł i to w zastraszającym tempie. Freezerowi przemknęła przez głowę myśl, co w takim razie musi przechodzić Zerd, który był o wiele bliżej związany z Zarbonem niż on sam. Gdy łzy stawały zbyt uporczywe, żeby je powstrzymywać, Changeling pożegnał się i opuścił pomieszczenie. Nie chciał odbierać tego strzępka nadziei jaki pozostał młodemu Monsturnowi.
Przyspieszył kroku i ignorując drażniące go odgłosy zabaw wszedł do swojej kajuty, gdzie w spokoju mógł rozładować napięcie jakie się w nim nagromadziło.

Nie tylko Freezer i Zerd mieli złe humory. Leau był po prostu wściekły. Już od kilku dni starał się załatwić jakiś statek, ale jego zabiegi nie przynosiły najmniejszego efektu. Admirał Frostbite za każdym razem zbywała go twierdząc, że ma ważniejsze sprawy niż rozmowa z jakimś tam coolantem. Dopiero po kilku dniach nachalnych żądań pół-Sajana, zgodziła się przyjąć go na mostku.
Leau miał mieszane uczucia. Z jednej strony był zadowolony, że wywalczył w końcu rozmowę, a z drugiej spotkanie z Changelinką wcale mu się nie uśmiechało. Spotkał się z panią admirał tylko kilka razy na korytarzu, a mimo to zdążył wyczuć, że kobieta, podobnie jak większość przedstawicieli jej rasy, strasznie się wywyższa i na pewno będzie chciała, aby się przed nią płaszczyć.
"Niedoczekanie twoje!" myślał Leau, jadąc windą stanowiącą bezpośrednie połączenie z mostkiem. Poprawił sobie jeszcze nowo otrzymane pancerz i kask. Gdy tylko znalazł się w punkcie docelowym, pewnym krokiem wkroczył do "groty bestii". Postanowił potraktować Changelinkę jak wroga, a miejsce, w którym pracuję jako obce terytorium. Musiał okazać swoją siłę i zdecydowanie, a także, że nie ma najmniejszego zamiaru prosić o statek.
"Tylko tak można cokolwiek załatwić z takimi ludźmi" doszedł do wniosku coolant.
- Aaa, pan...? - zaczęła Changelinka udając, że nie pamięta imienia gościa.
- Leau - odparł niewzruszony tym coolant.
- A tak, Leau. Co więc pana tu pana sprowadza, bo wyleciało mi to z pamięci. Mam teraz tyle zajęć i nie mogę mieć na uwadze wszystkich błagań jakie do mnie docierają.
- Chcę statek - powiedział Leau wyraźnie akcentując pierwszy wyraz. "Ja ci dam błagania" pomyślał jeszcze.
- Chce pan? Wydaje mnie się, że nie jest pan w odpowiedniej sytuacji, aby wysuwać jakiekolwiek żądania.
- Jestem coolantem i zgodnie z rozkazem wydanym przez najwyższe dowództwo, każdy oficer armii imperialnej musi udzielić mi pomocy, jeśli o taką wystąpię, w tym pani.
- Nic nie muszę. Ja nie spieprzyłam swojej pracy, to nie mnie złapali, to nie ja straciłam statek. Radź sobie sam, coolanciku.
- Widzę, że pani pamięć wraca do formy, a ten statek to straciłem tylko dzięki pani. Nie trzeba było niszczyć lądowiska. Czyżby zabijanie żywych celów pani nie wystarczało? Musiała jeszcze pani poznęcać się nad pojazdami? - zakpił pół-Sajan.
Przez chwilę mierzyli się nawzajem gniewnym wzrokiem. Leau miał dość tej bezowocnej rozmowy. Frostbite też nie była zadowolona. Myślała, że zobaczy płaszczącego się przed nią coolanta, a zamiast tego musiała się użerać z bezczelnym mieszańcem.
- Ja nie potrzebuję jakiegoś kasku - Changelinka popukała się po ochraniaczu - żeby udowodnić, że jestem kimś lepszym.
- To prawda. Bo nie jesteś w stanie tego udowodnić! - warknął Leau. Po chwili zdał sobie sprawę, że najprawdopodobniej przegiął i statku już nie otrzyma, ale nie żałował. Musiał to powiedzieć tej wywyższającej się suce.
- Ty mały podrasowy gnoju. Kim myślisz, że jesteś? Ja tu jestem admirałem, ja tu o wszystkim decyduję. Ja...
- Ja, ja i tylko ja. Jak już skończysz swój egocentryczny monolog, daj mi w końcu ten pieprzony statek.
- Nie daruję - warknęła Frostbite, po czym ruszyła do przodu, aby przetrącić kark swojemu rozmówcy. Leau był jednak o wiele szybszy niż się spodziewała. Złapał ją za rękę i z hukiem uderzył Changelinką o podłogę. Następnie nie pozwalając wstać swojej przeciwniczce nadepnął jej na szyję. Cała załoga mostka, aż drgnęła, nie wiedząc co ma zrobić w takiej sytuacji.
- Posłuchaj mnie, ty zimnokrwista gadzino. Ze mną nie możesz sobie pogrywać jak z resztą twojej bojaźliwej załogi - powiedział Leau przerzucając ciężar ciała na drugą nogę. - A teraz daj mi ten cholerny statek.
- Do...brze - odparła Frostbite, ledwo łapiąc powietrze.
- No. Czy to naprawdę było konieczne? A mój nowy statek ma być gotowy dziś, najpóźniej do wieczora - powiedział Leau, zabierając nogę z gardła pani admirał, po czym skierował się z powrotem do windy. Frostbite podniosła się bez słowa nie patrząc nawet w stronę coolanta.
Przegrała tę bitwę, ale wojna nadal się toczyła.

Kilka godzin później, na mostek wszedł Freezer. Już od drzwi zauważył, że załoga ma bardzo dobry nastrój. Na twarzach malowały się dyskretne uśmiechy, a w kilku miejscach siedzący obok siebie ludzie wymieniali szeptem jakieś uwagi. Mina Frostbite natomiast była o wiele gorsza niż zwykle. Jej oczy płonęły dziką furią, a na twarzy malował się grymas gniewu który swoją drogą dodatkowo podkreślał urodę kobiety. Freezer postanowił nie pytać co takiego się stało, aby nie pogarszać sytuacji i od razu przeszedł do rzeczy:
- Admirał Frostbite.
- Witaj, książę, co cię tu sprowadza?
- Czy wszystko je gotowe do mojego odlotu na Core?
- Jeszcze kilka godzin i Tyran będzie w pełni sprawny, aby odbyć podróż.
- Znakomicie. Poradzi sobie pani tutaj sama?
- Oczywiście, książę, może pan na mnie liczyć. Utrzymam tu porządek podczas pańskiej nieobecności.
- Dobrze. Frostbite...
- Tak książę?
- Nie chcę tu żadnych ekscesów zrozumiano? Chce, utrzymać dobre stosunki z Makyo i nie chcę, żeby to zaufanie, które staramy się teraz zbudować zawaliło się jeszcze podczas stawiania fundamentów.
- Proszę się nie martwić, wszystko będzie chodziło jak w zegarku.
- Dobrze. Jeśli będę potrzebny, będę w swojej kajucie - odparł Freezer, po czym ruszył do wyjścia. Pomysł, aby obarczyć Frostbite tak wielką odpowiedzialnością niezbyt mu się podobał, ale nie miał nikogo innego, kto dysponowałby równie wielkim doświadczeniem.
Według niego Changelinka za bardzo wywyższała rasę, do której należy. Cecha ta była jednak bardzo popularna wśród rodaków Freezera. Doskonałym tego przykładem było nadanie okrętowi flagowemu nazwy "Tyran".
Dlatego książę obawiał, że gdy stanie przed zgromadzeniem narodowym, które na pewno zostanie zwołane po jego samowolce. Przekonanie tych wszystkich zmiennokształtnych o konieczności przysłania pomocy dla Makyo, mogło być zadaniem niemożliwym do wykonania. Musiał jednak spróbować ponieważ złożył obietnicę i zamierzał jej dotrzymać.
"Gdyby ojciec mnie teraz zobaczył, stwierdziłby, że jestem słaby i ulegam wpływom" pomyślał w drodze Changeling. "Ale co on może o tym wiedzieć."

Leau wkroczył na teren hangaru, który był pełen statków w remoncie. Najprawdopodobniej były to egzemplarze, które jakimś cudem przetrwały bombardowanie. Oprócz ocalałych pojazdów, w hali znajdował się także jeden poważnie uszkodzony lądownik. Pracownicy uwijali się jak tylko mogli, żeby wszystko naprawić, ale najwidoczniej szło im o wiele ciężej niż na to wyglądało, ponieważ co chwilę dało się słyszeć siarczyste przekleństwa. Coolant zszedł na najniższy poziom hangaru i podszedł do jednego z mechaników, aby zapytać gdzie znajduje się pomieszczenie kontrolne.
Pracownik wyjaśnił dokładnie położenie poszukiwanego miejsca, ale podczas rozmowy wtrącił także garść narzekań, przekleństw i złorzeczeń na panią admirał. Po wysłuchaniu mechanika, Leau ruszył dalej. Gdy tylko dotarł do pomieszczenia kontroli, ktoś wyskoczył mu naprzeciw.
- Witam pana, jestem tu szefem. Pański statek już na pana czeka.
- Dobrze, chodźmy więc - powiedział z ulgą w głosie pół-Sajan. Spodziewał się, że Frostbite znajdzie jakiś sposób, aby uprzykrzyć mu życie, ale najwyraźniej źle ocenił Changelinkę.
Dwaj mężczyźni szybko dotarli do czegoś co przynajmniej w teorii było statkiem.
- Co, bardziej sponiewieranych już nie mieliście!? - spytał zirytowany Leau.
To co miał przed sobą było przedpotopowym gruchotem, który podczas bitwy poważnie... cóż powiedzieć, że ucierpiał byłoby jak skłamać. Dziury w poszyciu były pospawane na styk. Wydawało się że każde większe przeciążenie może na nowo je rozerwać. Pojazd w wielu miejscach miał wgniecenia, które zostały najzwyczajniej w świecie wyklepane, a silniki wyglądały jakby miały za chwilę udać się do nieba dla części układów napędowych.
- Czy to coś w ogóle lata?! - zadał kolejne pytanie zdenerwowany coolant.
- Tak mi się wydaje - odparł spokojnym głosem szef hangaru.
- Wydaje ci się!? Jak to ci się wydaje!?
- No, nie mieliśmy jeszcze szansy sprawdzić, za mało czasu.
- No to na co czekasz człowieku wsiadaj do środka i go odpal.
- Ale...
- Żadne, ale jestem coolantem i musisz udzielać mi każdej niezbędnej mi pomocy zrozumiano?
- Tak - odparł szef hangaru, po czym wskoczył do kokpitu. Nacisnął szereg guzików oraz kilka przełączników. Silniki pojazdu z pomrukiem zaczęły budzić się do życia, by po chwili w agonii umrzeć, krztusząc się czarnym, smolistym dymem, który spowił połowę powierzchni hangaru. Coolantowi zaczęła drgać brew, po czym po chwili przyłączając się do innych osób w hangarze, krzyknął głośno:
- Kurwa mać!

Zerd wyszedł na korytarz, aby się czegoś napić. Nie chciał zostawiać ojca samego, jednak potrzeba fizjologiczna okazała się silniejsza. Podszedł do dozownika z wodą, przystawił kubek i nacisnął guzik uwalniającą ciecz. Chwilę później zza rogu wyszedł zdenerwowany Leau. Gdy tylko zobaczył Zerda skręcił i podszedł do niego.
- Jak twój ojciec? - zapytał na wstępie Leau.
- Bez zmian - odparł cicho Zerd.
- Mamy problem - pół-Saiyan zmienił temat.
- Jaki? - spytał od niechcenia Monsturn.
- Nie jestem w stanie załatwić działającego statku, bo ta suka admirał robi wszystko, aby uprzykrzyć mi życie.
- Aha - udał zainteresowanie Zerd.
- Człowieku, otrząśnij się z tego wreszcie. Może i twój ojciec został ranny i leży w śpiączce, ale nie zapominaj, że przede wszystkim jesteś coolantem, więc zacznij zachowywać się jak jeden z nas. Pamiętaj, najpierw obowiązek, wszystko inne jest na drugim miejscu. - Zrobił przerwę, aby spojrzeć na reakcje Zerda. - Jeśli nie jesteś w stanie tego zrozumieć, wyślę wniosek o przeniesienie i zostaniesz wykluczony z organizacji - powiedział poważnym tonem Leau.
- Nie... nie, ma pan rację. Jak najszybciej wrócę do swoich obowiązków - odparł jakby wyrwany z transu Zerd.
- Dobrze, w takim razie powiedz mi czy masz jakiś pomysł jak można skombinować tu statek.
- Panowie mają jakiś problem? - coolanci usłyszeli głos dobiegający zza ich pleców. Oboje natychmiast się odwrócili i ujrzeli Freezera.
- Książę - zasalutował Leau. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, gdy Zerd nie zrobił tego samego.
- No więc w czym tkwi problem?
- Potrzebujemy statku, żeby się stąd wydostać, a także zawiadomić dowództwo o powodzeniu i misji i ewentualnie przyjąć następną.
- Nie ma sprawy w takim razie. Za kilka godzin wyruszam na Core, możecie się równie dobrze zabrać ze mną.
- Dziękuję, książę, ale wolałbym...
- Nalegam. Poza tym, jeśli dobrze się orientuję, to dowództwo coolantów znajduje się właśnie na Core.
- Oczywiście, książę, ale chciałem po drodze odebrać jeszcze swój statek, który zostawiłem na... - próbował się wymigać Leau.
- Panie Leau, tak będzie wszystkim wygodniej.
- Dobrze, książę - odparł Leau. "Ehh te Changelingi wszystkie są takie same" - pomyślał.
- A i Zerd - rzucił jeszcze Freezer - wpadnij później do mojej kajuty, chciałbym z tobą jeszcze porozmawiać.
- Dobrze, pa... - chciał powiedzieć Zerd, ale spojrzenie księcia sprawiło, że zmienił swoją wypowiedź. - Dobrze, Freezerze.
- No, od razu lepiej, a teraz wybaczcie muszę zająć się kilkoma rzeczami - powiedział Freezer, po czym odszedł. Leau jeszcze chwilę patrzył z niedowierzaniem w oczach na swojego podwładnego.

Gdy ostatnie przygotowania zostały poczynione, "Tyran" opuścił orbitę Makyo, obierając kurs na Core, stolicę Imperium. Na jego pokładzie znaleźli się także coolanci, którzy skorzystali z zaproszenia księcia Freezera. Innego wyboru co prawda nie mieli, bo przecież tak dostojnej osobie się nie odmawia, a także dlatego, że nie otrzymaliby żadnego środka transportu.
Leau się to bardzo nie podobało. Okręt wojenny był o wiele wolniejszy niż mniejsza jednostka i w jego mniemaniu marnowali tylko czas. Zerd jednak bardziej przychylnie patrzył na zaistniałą sytuację. Mógł spędzać czas z ojcem, a także zaprzyjaźnił się Freezerem.
Jego przełożony krzywo patrzył na tą znajomość, ale widział też płynące z niej korzyści. Teraz, gdy czegoś potrzebował szedł do Zerda, który przedstawiał problem księciu. Po kilku chwilach wszystko było załatwione.
Pół-Sajan w czasie podróży zajmował się głównie analizowaniem wszystkiego co wydarzyło się na Makyo, aby później móc złożyć szczegółowy i sensowny raport. Zerd w tym czasie albo doglądał ojca, albo dotrzymywał towarzystwa księciu. Przy czym, udało mu się poznać jednego z przybocznych Changelinga, Kiviego. Jednak i on potrzebował raz na jakiś samotności.
Podczas jednej z takich eskapad szukania ciszy i spokoju mignęła mu przed oczyma znajoma twarz. Zerd stanął i odwrócił się, aby spojrzeć czy nie ma przewidzeń. Osobnik i czerwonej skórze i białych włosach zrobił to samo.
- Dyter?
- Zerd?
- Co ty tu robisz? - powiedzieli chórkiem.
- Jak wiesz, zostałem coolantem i rzucają mnie teraz po całym wszechświecie, a ty? - wyjaśnił, zadając na końcu pytanie Monsturn.
- No to bardzo dłuuuuga historia - powiedział czerwony.
- Rozumiem, więc jak, przy piwie? - zapytał coolant znając upodobania swojego rozmówcy.
- Może być - odparł Dyter, a na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech.
Udali się w stronę kantyny. Po przybyciu na miejsce i zamówieniu dwóch piw, usiedli przy jednym ze stolików.
- No, więc... opowiadaj! - niecierpliwił się Zerd.
- Już - powiedział Dyter, biorąc łyka tak dużego, że gdyby był to ktoś inny można by go posądzić i picie "duszkiem". Oblizał jeszcze pianę, która osiadła mu na wargach, po czym zaczął:
- Wszystko zaczęło się kilka dni, po tym jak odleciałeś z tym Sajanem.
- Pół-Sajanem - poprawił przyjaciela Zerd.
- Jeden demon, ale jak już mówiłem jak odleciałeś, to znalazłem niezłą okazję. Jakiś gościu skupywał scoutery pancerze i tego typu sprzęt. No, okazja zdarzająca się raz w życiu.
- Więc ukradłeś sprzęt i go sprzedałeś?
- Nie, nie, sprzedałem starszy sprzęt. Ten który miał zostać zamieniony nowszym z nowego przydziału.
- To nadal jest kradzież
- Dasz mi opowiadać?
- Przepraszam, mów.
- No więc, okazało się, że kupiec należy do gildii przemytników, która handluje z cesarstwem czy coś w tym stylu.
- Chyba miałeś przerąbane?
- I to jeszcze jak. Dowództwo zupełnie bez powodu dostało apopleksji. Nath tłumaczył coś, że ktoś od kilku miesięcy szmuglował sprzęt do cesarstwa i że nie mogli go złapać.
- Aha i ty im się nasunąłeś i mieli kozła ofiarnego, żeby wykazać jakieś efekty.
- Mniej więcej.
- I jak się wywinąłeś?
- Nath się za mną wstawił. Podobno się musiał namęczyć, ale to, albo pluton egzekucyjny dla mnie.
- No dobra, ale jak się znalazłeś tutaj?
- Później mnie przenieśli na Xenomorf, żebym im nie przeszkadzał, a tam ten cały wielki, pożal się kaioshinie, książę organizował sobie wojenkę no i tak tu się znalazłem.
- Ciekawe to rzeczy płata nam los.
- Taa... ale co tam przeniesienie na Xenomorf. Jak ci zaraz powiem o dwóch takich bliźniaczkach to dopiero uwierzysz w przeznaczenie - powiedział Dyter unosząc porozumiewawczo brwi.

Core, jako stolica, była newralgicznym punktem, dlatego planeta niezależnie czy Imperium było w stanie pokoju czy wojny, posiadała ochronę w postaci samodzielnej floty bojowej. Utracenie planety nie wchodziło w grę. Core była nie tylko stolicą, ale i symbolem potęgi imperialnej. Jej upadek oznaczałby nie tylko stratę jednej planety, ale i załamanie morale, unicestwienie mitu o zawsze wygrywającej armii, chaos wśród gubernatorów, a na dłuższą metę może nawet rozpad państwa.
Przybycie kolejnego okrętu nie było dla nikogo czymś niezwykłym. Pancernik bez problemu otrzymał zgodę na dokowanie w jednej z otaczających planetę stacjach kosmicznych. Gdy "Tyran" był już w porcie, rozpoczęto wszystkie niezbędne czynności, jak uzupełnienie paliwa, przegląd techniczny, naprawa uszkodzeń, których nie dało się naprawić na orbicie Makyo, oraz transport chorych i rannych.
Zarbon został natychmiast przewieziony na pokład jednego z promów kierujących się do najlepszej na planecie kliniki. Książę natomiast, po zgłoszeniu swojej obecności, otrzymał rozkaz, aby jak najszybciej stawić się w u Imperatora.
Freezerowi spotkanie z ojcem się nie uśmiechało, ponieważ wiedział co z tego wyniknie. Nie będzie to rozmowa, tylko ponowne wysłuchiwanie zarzutów i obelg pod własnym adresem. Postanowił więc najpierw zobaczyć się z bratem.
Skontaktował się komnatami Coolera, mając nadzieje, że ten jeszcze nie wyruszył na front. Miał szczęście. Starszy z książąt odebrał wiadomość.
Zadowolony Freezer opuścił stację kosmiczną na jednym z promów transportowych, zabierając ze sobą swoich przybocznych, pułkownika Ginyu oraz dwóch coolantów.

Freezer wysłał swoich podwładnych do pałacu, aby zapowiedzieli jego przybycie, a sam skierował się w stronę opartego o ścianę budowli brata.
- Cześć, braciszku - odezwał się pierwszy w kolejności do tronu.
- Witaj, Cooler.
- Ojciec już dawno nie był tak wściekły.
- Domyślam się, ale mam to głęboko pod ogonem.
- A nie powinieneś. Tym razem ojciec nie może warknąć na parlament, żeby zatuszować twoje wybryki. Chcą cię podstawić przed zgromadzeniem, a chyba wiesz co to znaczy.
- Wiem.
- Co ty sobie w ogóle myślałeś co? Narobiłeś takiego zamieszania jak nigdy.
- Sam mi radziłeś, aby przestać ukrywać na Xenomorf i zrobić coś w końcu.
- Tak, ale nie to miałem na myśli.
- Słuchaj, Cooler, żeby wszystko było jasne. Nie żałuję tego co zrobiłem. Musiałem uratować Zarbona, a to był jedyny sposób.
- Więc to dalej kwestia twojego przyjaciela. - Cooler zrobił pauzę, jakby chciał coś przemyśleć. - Muszę przyznać, że cię podziwiam, braciszku. Może i masz swoje wady, ale można na ciebie liczyć. Ale czy musiałeś robić wokół tego tyle zamieszania? Wielu senatorów pewnie pogubiło notatki, jak się o tym dowiedzieli, chyba nie chcesz ich narażać na zawał co? - skończył swoja wypowiedź Changeling szerokim uśmiechem.
- Sam kiedyś powiedziałeś, że zamieszanie to moja specjalność - odparł Freezer również się uśmiechając.
- Prawda, prawda - powiedział Cooler, po czym obaj się roześmiali.
- Mam do ciebie prośbę - podjął nowy temat Freezer.
- Dla ciebie wszystko.
- Wiedziałeś może, że syn Zarbona został coolantem?
- Szczerze mówiąc nie. Teraz już nie zajmuję się selekcją każdego nowego coolanta. Większość rzeczy organizacyjnych załatwia ich dowództwo.
- Ale nadal podlegają tobie?
- Tak, po prostu stają się coraz bardziej samodzielni, ale każdy mój rozkaz jest wypełniany bez szemrania.
- To dobrze. Zarbon jest ciężko ranny nie wiadomo czy przeżyje.
- Przykro mi.
- Tak... chciałbym abyś załatwił synowi Zarbona i jego przełożonemu przepustki, powiedzmy tak ze dwa miesiące.
- Rozumiem chłopakowi przyda się pewnie urlop. Dobra, nie ma sprawy, można powiedzieć, że załatwię sprawę od ręki.
- Wielkie dzięki.
- Spoko braciszku, a teraz idź spotkaj się z ojcem.
- Dobra nie musisz mi przypominać. Na razie.
- Do następnego.

Korytarz prowadzący do sali tronowej pałacu przypominał muzeum pamięci narodowej. Na ścianach wisiały obrazy poprzednich władców oraz popiersia Changelingów, którzy odznaczyli się w służbie Imperium. Byli to przeważnie generałowie i admirałowie, ale znaleźli się także odkrywcy i kupcy. Na podłodze natomiast leżał długi granatowy dywan, ze srebrnymi przypominającymi lód ozdobami. Freezer jednak nie zwracał na to zbytniej uwagi. Widział ten wystrój wiele razy i teraz nie robiło to już na nim wrażenia. Poza tym jego myśli były pochłonięte przez zbliżającą wielkimi krokami rozmowę z ojcem. Jego krokami.
Gdy dotarł do drzwi bez zastanowienia pchnął je i wparował do sali tronowej. Cold najwidoczniej już na niego czekał, ponieważ stał przodem do jednego z okien. Imperator przez chwilę trwał w budującym napięcie milczeniu, jakby próbował zebrać myśli, albo próbował wyrazić swoją dezaprobatę. Jednak po chwili obrócił się na pięcie i podszedł do swojego syna. Władca w drugiej formie wyglądał majestatycznie, a naznaczone czasem matowe rogi, oraz poorana zmarszczkami twarz tylko potęgowały to wrażenie. Changelingi milczały jeszcze przez chwilę lustrując się wzrokiem. Wreszcie Cold przerwał tę wyczerpującą ciszę:
- Mózg ci odmroziło szczeniaku? Zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś!?
- Tak, ja...
- Nie przerywaj mi! - warknął Imperator. - Tolerowałem twoją ignorancję, twój pożałowania godny styl życia, zrobiłem z ciebie nawet gubernatora planety, a ty tak mi się odpłacasz? Musiałeś zniszczyć wszystko? W parlamencie mówią, że nie skoro jestem w stanie zapanować nad swoim synem, to co dopiero nad Imperium i to wszystko twoja wina! Powiedz mi szczeniaku, musiałeś to zrobić!?
- Nie musiałbym, gdybyś myślał nad tym co robisz - odparł sucho książę.
- Ty mały impertynencie, jak śmiesz do mnie tak mówić!? - wydarł się Cold.
Freezer na te słowa przeszedł do swojej drugiej formy, stając się o wiele większym. Robiąc to, okazał ogromny brak szacunku.
- Jak śmiesz?! Posłuchaj mnie, gówniarzu...
- Nie to ty posłuchaj, starcze - warknął Freezer, po czym pchnął ojca. - Gdybyś lata temu zajął się problemem Makyo, to teraz by tego nie było. Mogłeś im pomóc, ale nie, "wielki" Cold musiał zostawić ich na śmierć. Oni nie zginęli, ojcze, tylko stali się silniejsi i mało nie zabili mojego przyjaciela.
- Przedkładasz przyjaźń nad Imperium. Nie myliłem się co do ciebie. Za bardzo wdałeś się w swoją matkę. Jesteś słaby i głupi.
- Lojalny, ale ty chyba nigdy nie wiedziałeś co to takiego lojalność.
- Dość! - ryknął Cold, po czym uderzył księcia na odlew zaciśniętą pięścią. Freezer mało nie upadł i, aby nie zaliczyć bolesnego spotkania z posadzką musiał podeprzeć się ręką. W księciu zaczęła narastać złość.
- Ty masz dość?! Ha! A co ja mam powiedzieć?!
- O czym ty mówisz?
- Mam dość traktowania mnie jak tego gorszego. Zawsze wszystko co robiłem było niezauważane przez ciebie. Gdy trenowaliśmy z Coolerem na Lodowcach Bezimiennego, to o moich postępach w ogóle nie wspominałeś. Ja olałem Imperium dlatego, ponieważ Imperium olało mnie, a sam kiedyś powiedziałeś, że to ty nim jesteś. A teraz, kiedy robię coś co jest dla mnie ważne znów mnie ganisz. To ja mam tego kurwa dość!! I nie bij mnie więcej, bo jestem od ciebie silniejszy i mogę ci oddać!
- Wynoś się! Przed tą rozmową rozważałem jeszcze czy nie wpłynąć na zgromadzenie, ale teraz widzę, że nie ma po co. Niech cię rozstrzelają, będzie o jeden problem mniej.
- Dziękuję za troskę, ojcze. Więcej się po tobie nie spodziewałem - zakończył rozmowę Freezer, po czym pewnym krokiem opuścił pomieszczenie.

Zanim zgromadzenie narodowe się zebrało, Freezer miał jeszcze kilka godzin czasu, które skrzętnie wykorzystał na ułożeniu wraz Kivim odpowiedniej mowy. Efekty nie były zadowalające, ale też żaden z nich nie miał doświadczenia w tej dziedzinie.
Po kilku dogłębnych analizach tekstu przemówienie poszło do kosza. Freezer zapamiętał treść, formę postanowił kształtować na bieżąco. Changeling zdążył się jeszcze przebrać w swoją zbroję galową, po czym ruszył do gmachu parlamentu. Podczas drogi założył jeszcze scouter, aby mieć ciągłe połączenie z Kivim.
Kilka minut po opuszczeniu pałacu przechwyciły go służby porządkowe. Senatorowie chcieli najwidoczniej pokazać swoje niezadowolenie, przydzielając do tego zadania zwykłą policję. Freezer został odeskortowany biało-fioletowym pojazdem pod gmach, po czym w otoczeniu około piętnastu ludzi wszedł do budynku.
Pomieszczenie zostało zaprojektowane na takie właśnie okazje. Ponad dwa tysiące miejsc siedzących oraz mównica połączona ze stanowiskiem przewodniczącego na samym środku. Całość przypominała trochę amfiteatr zbudowany na planie półkola, aby przemawiający nie stał do nikogo tyłem. Freezer rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszystkie miejsca były zajęte przez zmiennokształtnych deputowanych. Książę zlustrował zgromadzenie wzrokiem, po czym zajął miejsce na mównicy. Na sali zapanował olbrzymi gwar. Rozmowy ucichły dopiero, gdy przewodniczący obrad kilkakrotnie krzyknął "spokój".
- Zebraliśmy się tu, aby osądzić postępowanie księcia Freezera. Jednak jesteśmy państwem prawa i musimy dać mu szanse do obrony, usprawiedliwienia bądź wyrażenia skruchy, dlatego oczekuję na tej sali porządku - zaczął przewodniczący. - Książę, udzielam ci głosu - dodał, gdy ostatnie szepty ucichły.
- Wbrew powszechnym opiniom i oczekiwaniom nie będę tutaj wyrażał żalu za grzechy, bo niczego nie żałuję.
Na sali ponownie zapanował gwar.
- Spokój! Spokój! - Po kolejnym groźnym żądaniu przewodniczącego zapanowała cisza.
- Pewnie wszyscy z was przygotowali się do tej rozprawy czytając moje akta i akta sprawy, ale czy ktoś z was zainteresował się szerzej problemem? - zadał pytanie, po czym rozejrzał się po twarzach zebranych zmiennokształtnych. - Makyo to nie jest nowy problem. Imperium borykało się z nim jeszcze przed "Wojnami Ekspansywnymi", kiedy to mój ojciec był jeszcze księciem. Wtedy próbowaliśmy ich zabić i czy się udało? Nie. Powrócili silniejsi niż przedtem. Wiem to, bo sam z nimi walczyłem. Tym razem nie możemy postąpić tak samo, ponieważ co się stanie jeśli znów odżyją? Nawiążą sojusz z Cesarstwem, tym razem oficjalny. Wystarczy pomyśleć jakie szkody mógłby wyrządzić taki ogromny, niezniszczalny lotniskowiec. Szala wojny mogłaby się przechylić na stronę Cesarstwa... - przemawiał książę, gdy wtrącił się Changeling siedzący nad nim:
- Z całym szacunkiem, książę, ale zebraliśmy się tu po to, aby rozpatrywać twój przypadek, a nie sprawę Makyo
- Tak, ale obie te sprawy są ściśle powiązane, nie da się rozważać jednej nie znając drugiej, dlatego właśnie próbuje przybliżyć zebranym tu dostojnikom sytuację. Czy mogę kontynuować?
- Proszę - odparł przewodniczący.
- Dlatego właśnie musimy udzielić wsparcia tym piratom. Piratom nie z wyboru, ale z przymusu. Może to oznaczać dla nas być albo nie być. Chyba nikt tutaj z zebranych nie zaryzykowałby upadkiem Imperium w imię szeroko rozumianej kary dla mnie - zakończył przemówienie Freezer, patrząc na reakcje deputowanych. Nie podobało mu się to co zobaczył. Zamiast spodziewanego zamyślenia nad problemem widział jedynie wrogich zmiennokształtnych, którzy zrobią wszystko, aby go upokorzyć.
- Czy to prawda, że zdefraudował pan pieniądze przeznaczone na infrastrukturę Xenomorf i bez pozwolenia przechwycił pan dostawę nowych okrętów? - spytał jeden z deputowanych.
- Tak - odparł Freezer. Jego pewność siebie zaczynała chwiać się w posadach niczym lodowiec podczas roztopów.
- A czy to prawda, że najął pan armię najemników, którzy żrą za nasze pieniądze nawet teraz? - zapytał drugi.
- Tak.
- Dlaczego więc pan to zrobił? Słyszałem, że na Makyo była jakaś powiązana z panem osoba - powiedział kolejny.
- Na Makyo był jeden z moich ambasadorów, Zarbon. Mój wieloletni przyjaciel. - Freezer natychmiast ugryzł się w język, ale było już za późno.
- Snowblind! - krzyknął, któryś z deputowanych.
- Panowie! Panowie! To mają być obrady, a nie obrzucanie się wyzwiskami - apelował o spokój przewodniczący.

- Snowblind? - zdziwił się Kivi, który słuchał procesu poprzez swój ustawiony na tryb "głośno mówiący" scouter.
- Widać, że mało znasz się na obyczajach Changelingów - skomentował pytanie siedzący obok Zerd.
- Ja jestem Chinwiskersem i nie siedzę z nimi tyle czasu co ty, ale mów szybko co to jest zanim przywrócą na sali porządek.
- Dobrze. Snowblind to był jeden z generałów walczących podczas Wojen Ekspansywnych. Brał udział w walkach na Namek i próbował zdobyć jeden z bastionów poprzez wzięcie obrońców głodem - wyjaśniał etymologię słowa Zerd.
- No i?
- Namecy mają w swoim organizmie chlorofil i wystarczyło im jedynie słońce i woda. Po jakimś czasie to Snowblind musiał się wycofać ponieważ kończyły mu się zapasy, a jego imię jest teraz synonimem głupca.
- Dobra dzięki, a teraz cicho, chyba się dalej zaczyna - zakończył rozmowę Kivi.

- Senatorze Stonecold, udzielam panu reprymendy. To ma być kulturalne zebranie - powiedział przewodniczący.
- Proszę o wybaczenie, ale tego nie można określić innym słowem, gdy ktoś naraża bezpieczeństwo całego Imperium tylko po to, aby ratować jakiegoś robaka.
- Chciałem zauważyć Senatorze, że Monsturni dostali prawie takie same prawa jak my i są uważani za równych nam - rzekł ostro Freezer.
- Ci co tak uważają to...
- Senatorze dość! Albo się pan uspokoi, albo każę pana usunąć z sali - zagroził przewodniczący.
Stonecold bez słowa usiadł na miejscu.
- Możemy teraz kontynuować przesłuchanie. Kto ma pytania? - spytał przewodniczący.
Obrady trwały jeszcze kilka godzin. Freezer musiał odpowiadać na wszystkie pytania jakie mu zadawano. Cześć była prosta, ale znalazły się też bardzo niewygodne. Senator Stonecold porównał go nawet do Fundacji Na Rzecz Równości Imienia Icelli, instytucji założonej przez matkę księcia, która promowała idee równouprawnienia. Freezerowi nie podobały się te przytyki, zwłaszcza, że ubliżały nie tylko jemu, ale i jego matce. Jednak przy pomocy Kiviego, który co jakiś czas wciskał mu do ust argument, jakoś przez to przebrnął.
Gdy obrady zakończyły się, Freezer przeszedł do poczekalni. Zostało mu już tylko oczekiwanie na wyrok. Ciszę panującą w pomieszczeniu przerwało pojawienie się Coolera.
- Cześć, braciszku.
- Cześć, Cooler.
- Udało mi się trochę dowiedzieć. W kuluarach podobno padały najróżniejsze propozycje. Od kary śmierci aż do całkowitego uniewinnienia.
- Stonecold zaproponował pewnie to pierwsze.
- Skąd wiedziałeś?
- Nazwijmy to intuicją.
- Tak czy inaczej wydaję mnie się jednak, że spotkają się gdzieś pośrodku, więc raczej kara nie będzie sroga. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co się teraz dzieje
- A co się dzieje?
- Widać nie oglądałeś dziś holowizji.
- Nie bardzo miałem na to czas.
- Zauważyłem. Media okrzyknęły cię bohaterem narodowym.
- Co?
- Podobno ktoś z załogi twojego okrętu wszystko wypaplał i zostałeś bohaterem.
- Ale jak?
- No, media uznały, że stanąłeś w obronie łupionych planet, podczas gdy reszta rządu nie chciała ruszyć palcem.
- I co teraz?
- Na pewno nic ci takiego nie zrobią, ponieważ ostatnie czego chcieliby teraz, to zrobić z ciebie męczennika. Zostaniesz pewnie uniewinniony i dostaniesz klapsa w postaci nagany. Dobra, a teraz wybacz braciszku, ale muszę już iść mam jeszcze sporo do zrobienia, a wolałbym sam wszystkiego przypilnować.
- Trzymaj się, Cooler.
- Nawzajem.

Cooler wrócił do swojego pokoju w pałacu. Wchodząc do środka próbował dostrzec Vami, jednak kobiety nie było nigdzie w polu widzenia. Changeling obszedł pomieszczenie w poszukiwaniu swojej żony, ale gdy jej nie znalazł uznał, że musiała wyjść, po czym z westchnieniem usiadł przy stole. W tym samym momencie z balkonu, którego powierzchnia dorównywała pokojowi wróciła Vami. Książę zganił się w myślach, że od razu tam nie zajrzał.
Kobieta była ubrana w zielony, obcisły strój sięgający do kolan, który podkreślał jej kobiecość. Cooler śledził każdy nawet najdrobniejszy jej ruch, gdy Changelinka zbliżała się do stołu.
- Chciałeś coś? - zapytała wprost Vami, widząc zachowanie męża.
- Co? Wybacz zaga... znaczy zamyśliłem się - odparł zbity z tropu Changeling.
- Zauważyłam, a można wiedzieć nad czym? No i powiesz mi co z Freezerem, czy będziesz tak siedział i gapił się na mnie jak na babkę z rozkładówki.
- Urocza jak zawsze - skomentował Cooler.
- Widziały gały co brały - odparła Vami.
- Tak, hehe... a co do Freezera, myślę że nic mu nie będzie.
- Jesteś pewien? W końcu czeka go wyrok.
- Tak, ale łagodny. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że zdobył taką samą popularność jak ja, i to wcale się o nią nie starając.
- A to znaczy, że ty się starasz?
- Może trochę. Przyjemnie jak ludzie wypowiadają twoje imię z podziwem, chcą twój autograf...
- Jeśli wspomnisz coś o napalonych fankach to zobaczysz - zażartowała Vami.
- Nie jestem samobójcą, wolałbym walczyć z cała armią Cesarstwa niż zadrzeć z tobą. Pamiętam jak mnie walnęłaś wtedy w barze jak się poznaliśmy.
- Należało ci się, książę czy nie - odparła Vami.
- No i dlatego się tobą ożeniłem. Zawsze mówisz i robisz to co myślisz, a to oko mnie do tej pory czasami pobolewa - zaśmiał się Cooler.
- Chwila, chwila, czyżbyś insynuował, że jestem gorsza niż armia cesarska? Czy to dlatego spędzasz tyle czasu na froncie? - żartowała dalej Vami.
- No, gdzieżbym śmiał. Poczekaj, mam coś dla ciebie - powiedział Cooler, po czym szybkim krokiem podszedł do szafki, z której wyjął jakiś błyszczący przedmiot.
Zbliżył się do Vami i założył jej na szyję wisiorek w kształcie płatka śniegu z diamentem w środku.
- Jest piękny. Dziękuję - zachwyciła się kobieta.
- Wiedziałem, że ci się spodoba.
- Cooler - powiedziała podejrzliwym głosem kobieta.
- Tak?
- Dlaczego mi kupiłeś ten wisiorek. Mimo, że jestem ci wdzięczna za ten prezent to znam cię za długo i wiem, że nie kupujesz mi takich rzeczy bez powodu.
- Niedługo znów lecę na front.
- Co? Przecież dopiero co wróciłeś.
- Tak, wiem, ale potrzebują mnie.
- Ja cię potrzebuję...ale wiem, że musisz lecieć.
- Dziekuję ci, bałem się że urządzisz mi kłótnię.
- No daj spokój, aż taka zła to chyba nie jestem, choć wolisz żołnierzy wroga ode mnie. Ale pamiętaj oni nie mogą ci dać tego co ja.
- Może gdybym znalazł jakaś kobietę służąca w ich wojsku... - Cooler nie zdążył dokończyć wypowiedzi, ponieważ został uderzony łokciem w brzuch.
- Dobra, dobra, tylko żartowałem. I nie martw się, wrócę.
- Mam nadzieję.
- Myślisz, że wydałbym na ciebie tyle pieniędzy i cię zostawił? Nie ma mowy, za dużo w ciebie zainwestowałem - zażartował po raz kolejny Cooler. Vami tylko uśmiechnęła się i pocałowała swojego męża w usta.

Freezer po raz kolejny wkroczył do sali obrad. Tym razem pozostało mu już jedynie wysłuchanie wyroku, jaki zgromadzenie narodowe uzgodniło. Przewodniczący położył na swoim biurku kartkę, po czym zaczął:
- Książę Freezerze, synu naszego wspaniałomyślnie panującego Imperatora Colda za swoje czyny, czyli kradzież okrętów Imperium, malwersację środków planety Xenomorf, wynajmowanie żołnierzy bez porozumienia się z dowództwem, samowolkę, oraz za śmierć wielu naszych żołnierzy, to zgromadzenie skazuję cię na areszt domowy w pałacu na Core do zakończenia wojny z Cesarstwem. Książę, czy zrozumiałeś wyrok?
- Tak.
- A więc kara ma rozpocząć się od dzisiaj.
- A co z moim postulatem dotyczącym Makyo? - zapytał jeszcze Freezer.
- Zgromadzenie rozważyło go i postanowiło wysłać kontyngent żołnierzy, leków i zaopatrzenia. Twoje okręty mają zostać przetransportowane na Core, a ludzie zwolnieni ze służby, albo przeniesieni do innych jednostek. Ogłaszam koniec zgromadzenia. Straże, proszę odprowadzić księcia do pałacu.
Freezer przyjął wszystko ze spokojem. Udało mu się osiągnąć swoje cele. W głębi duszy czuł, że stał się lepszą osobą niż był dotychczas. Doszedł także do wniosku, że czas kiedy starano wpoić mu krasomówstwo nie poszedł całkiem na marne.


Przejdź do <-- Rozdział 12 / Rozdział 14 -->

Autor: Tajtus


1156 Czytań | Drukuj