Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfik: DBPH Rozdział 2
Dodane przez Gokusiek dnia 05-01-2011 21:45

  
"Rozdział 02"


Kanassa była kiedyś spokojna planetą, odwiedzana przez wszelkie istoty podróżujące po kosmosie. Dziś owa Planeta to pole bitwy największego konfliktu w znanej historii galaktyki. Wojny pomiędzy Imperium Changelinow, a Cesarstwem Sluga. Chwilowo na planecie trwało zawieszenie broni, ponieważ obie strony były już skrajnie wyczerpane bitwą, która trwała już kilka dobrych miesięcy.

Fioletowe niebo przyozdabiała biało-żółta łuna. Światło to biło od dwóch obozów, które znajdowały się po przeciwległych brzegach, szerokiej kanassjanskiej rzeki. Pomimo relatywnie małej bliskości wroga, żołnierze z obydwu obozów bawili się w najlepsze. Jednak wszyscy świętujący mieli w świadomość, że jutrzejsza potyczka będzie decydującą. Dlatego balowali jakby dzisiejszy dzień miał być ich ostatnim... i dla wielu był.

Młody Monsturn w imperialnej zbroi przechadzał się po obozie, który już od jakiegoś czasu zastępował mu dom. Mimo to nie brał jeszcze udziału w tak wielkiej bitwie, a jeśli chodzi o ścisłość to w żadnej bitwie. Szedł przed siebie, nie patrząc gdzie i w końcu dotarł nad brzeg rzeki. Przysiadł tam i przy użyciu znalezionych tam kamieni, zaczął puszczać kaczki. Samotność, której szukał nie trwała jednak długo.
- Hej, Zerd, co ty tu robisz? Wyszedłeś tak bez słowa, źle się czujesz czy co? - powiedziała postać znajdującą się za plecami Monsturna. Zerd obejrzał się i ujrzał swojego przyjaciela, Rath-jina o imieniu Nath. Osobnik miał trochę ponad dwa metry wzrostu, fioletową skórę, spiczaste uszy oraz krótkie siwe włosy. Podobnie jak Monsturn nosił imperialną zbroje, ale jego była z nowej serii, bez krępujących ruchy naramienników. Jego twarz "przyozdabiały" liczne blizny, w przeciwieństwie do Zerda brał udział już w niejednej bitwie.
- Mniej więcej... przeraża mnie perspektywa jutrzejszej potyczki.
- Też to miałem za pierwszym razem. Nic nadzwyczajnego. Przeważnie wszystkie wątpliwości nikną w ogniu bitwy.
- Przeważnie? - zaciekawił się Zerd.
- Lepiej wracajmy do kantyny, bo inaczej przegapimy cholernie dobrą zabawę - zmienił zręcznie temat Rath-jin.
- Jak chcesz Nath...
Gdy wracali do kantyny, Nathowi nie umknęło, że na seledynowej twarzy jego przyjaciela malują się smutek i zaduma.
- Nie no, rozchmurz się bo zepsujesz mi cały wieczór - próbował pocieszyć przyjaciela Nath, jednak Zerd nie reagował na słowa Rath-jina.
W kantynie panował klimat baru typu "postaw się i wstaw się". Jednak był drobny szczegół, który uniemożliwiał drugą z tych rzeczy, mianowicie brak alkoholu. Dowódcy w trosce o wynik jutrzejszej potyczki, nie chcieli aby ich żołnierze chodzili skacowani w czasie bitwy więc do picia dali różne napoje bezalkoholowe. Mimo to byli, tacy co próbowali udowodnić, że nie są tak naprawdę bezalkoholowe i urządzali zawody "kto pierwszy zaleje się w trupa". Ku rozczarowaniu większości, okazały się niewyskokowe i wcześniejsze zawody wyewoluowały w nowe "zawody w sikaniu". Gdy Zerd przeleciał już całą sale wzrokiem zauważył, że jego znajomi wołają go i Natha do stolika.

Freezer siedział właśnie w swoim biurze i odwalał papierkową robotę. Nienawidził tego, ale cóż był to jego obowiązek. "Lepsze to niż tkwienie miesiącami na linii frontu jak Cooler" - pocieszał się.
Po przeczytaniu kilku raportów i podpisaniu kilkunastu rozkazów, miał dość. Chciał wydostać się z pokoju jak najszybciej. Wyobrażał sobie jak Kivi zaraz wpadnie z nową serią "papierków" do roboty. Changeling do Kiviego nic nie miał, ale odnosił wrażenie, że zbyt poważnie traktuje on swoją pracę.
Po chwili zadumy, Freezer dyskretnie wymknął się oknem. Gdy był już na ulicy udał się do Formo Dome, głównego ośrodku towarzyskiego miasta.
Przechadzał się uliczkami miasta i podziwiał jego piękno. Był w końcu w Glacier-Polis, największym mieście na Xenomorf, rodzinnej planecie Changelingów i Monsturnów. W końcu dotarł do Dome'a. W środku trwała impreza muzyki techno. Tańczącymi byli głównie zmiennokształtni choć zdarzały się wyjątki. Barmanka zauważyła nowoprzybyłego i gwizdnęła w jego stronę. Była to Changelinka z wdziękami wyeksponowanymi przy pomocy obcisłej, czarnej, lateksowej "miniówy" oraz koszuli bez brzucha i ramiączek. Zmiennokształtna była w swojej pierwszej formie, podobnie jak Freezer.
Książę dotarł do baru.
- Co podać?
- Ciebie - odpowiedział lubieżnie.
- Ojjj... za takie coś liczę sobie napiwek ekstra - ripostowała Changelinka.
- Słuchaj Winter może skoczymy w jakieś ustronne miejsce bo tutaj jest dość tłoczno - powiedział wskazując na tańczącą masę.
- Pracuję. Poczekaj aż skończę zmianę - odpowiedziała beznamiętnie.
- Heh - westchnął książę.
- Czemu ty jesteś taki niecierpliwy, wystarczy, że musisz czekać dłużej niż pięć minut i już się irytujesz.
- Taka już moja natura.
- Idź na parkiet, potańcz tak dla zabicia czasu.
- Heh - Frezer westchnął po raz kolejny. Jednak z braku lepszego zajęcia wszedł na parkiet i stał się częścią ogarniętą euforią dzikiej masy.

Zerd siedział przy stoliku z przyjaciółmi, jeśli można tak nazwać osoby poznane mniej więcej cztery tygodnie temu. Przy stoliku, oprócz niego i Natha można było ujrzeć Nadię, Seth-jinkę o krwistoczerwonych włosach i oczach oraz niebieskiej skórze, Warda, dojrzałego Monstruna o seledynowej skórze i blond włosach, oraz Dytera, Jara-jina, istotę o czerwonej skórze i srebrnych włosach. Dyter właśnie kończył opowiadać jeden ze swoich sławnych dowcipów.
- I wtedy Changeling krzyczy: "Kurwa puść mój róg"
Wszyscy zaczęli się głośno śmiać, a Ward mało ze śmiechu nie wtoczył się pod stolik. Jednak ich śmiech przygłuszony przez śmiechy bardziej donioślejsze.
- Kto to - spytał Zerd
- Sajanie - odpowiedział Ward.
- Najnikczemniejsza rasa we wszechświecie. W zamian za niepodległość swojej planety wynajmują swoich wojowników każdemu kto dobrze zapłaci - dodał swoje Dyter.
- Ale trzeba im przyznać jedno. Są lojalni - pochwalił ich Nath
- Lojalni? - zaciekawił się Zerd.
- Tak. Kiedy przylecieli na Kanassę, było ich około dwóch tysięcy. Teraz została tylko grupka, a mimo to nie zmienili frontu ani nie uciekli.
Zerd dokładnie przyjrzał się Sajanom. Było ich szesnastu. Piętnastu mężczyzn i jedna kobieta. Rzeczą, która zdziwiła młodego Monsturna najbardziej było to, że to właśnie ona nosiła zbroję nowej klasy, a to mogło oznaczać tylko to, że to ona jest dowódcą.
- Czy kobiety Sajanów mogą być wojownikami? - spytał Zerd.
- Różnie. Kobiety muszą przejść dwukrotnie cięższy trening niż mężczyźni żeby udowodnić, że są godne. Co prawda, niewielu kobietom się to udaje, ale te którym się uda ta sztuka stanowią często elitę wojowników - tym razem wypowiedziała się milcząca dotąd Nadia.
Zerd zamyślił się. Myślał, że jest wielkim wojownikiem mimo młodego wieku. Myślał, że zna się na innych rasach bardzo dobrze a tu się okazuje, że tak naprawdę to niewiele wie. Właściwie nic.
- Dzięki, że mi pomagacie. Bez was bym tu zginął - powiedział.
- Hej nie ma sprawy, w końcu jesteś teraz jednym z nas - odparł Dyter.
- Słuchaj, Zerd, jutro trzymaj się nas, to nie zginiesz - doradził przyjacielowi Nath. Rath-jin chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył bo do pomieszczenia wpadł jakiś żołnierz i krzyknął:
- Wszyscy oficerowie mają stawić się natychmiast w sztabie.
- No, czas na mnie. Na razie - Powiedział Nath, wstając, a po chwili już go nie było w pomieszczeniu. Wyszedł z niemałą grupką oficerów śpieszących się do sztabu. Wśród pozostałych nastała chwila konsternacji. W końcu tę "zmowę milczenia" przerwała Nadia.
- Jak myślicie, o co może chodzić, że oderwali wszystkich oficerów od zabawy?
- Głupie pytanie. Pewnie omawiają taktykę na jutrzejszą rozwałkę - odparł Dyter. Ta rozmowa na temat "czemu teraz, a nie kiedy indziej" trwała jeszcze dobre kilkanaście minut, ale Zerd już tego nie słuchał to wydarzenie brutalnie przypomniało mu o jutrzejszym obowiązku. Po raz kolejny oddał się procesowi pod nazwą myślenie, co niektórym żołnierzom w tej kantynie mogło wydać się obce.
- Ejj no, ludziska... Patrzta, chłopak nam posmutniał - przerwał rozmowę Dyter.
- Hę? - obudził się Zerd.
- Zaraz ci poprawię humor. Powiedz, opowiadałem ci już kawał o dwóch Bass-jinach? - spytał z uśmiechem maniaka Dyter.


Przejdź do <-- Rozdział 1 / Rozdział 3 -->

Autor: Tajtus


1209 Czytań | Drukuj