Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfik: Times of Peace - CH7PL
Dodane przez Gokusiek dnia 13-10-2010 22:29

  
"Times of Peace - Chapter 7"



Goku powrócił do zaświatów, do Kaio-samy, bardziej szczęśliwy, zanim pojawił się w śnie Gohana.
- No, nareszcie... Myślałem, że już tam zostaniesz z synem...
- Nie, spokojnie...
- I jak?
- Wszystko w porządku, mój Gohan to już prawie mężczyzna! Jestem spokojniejszy, naprawdę jestem z niego dumny... - odszedł kilka kroków w stronę rzeki.
- To co, teraz wybierasz się na spotkanie z żoną?
- Tak, ale to za chwilę. - ściągnął z siebie ciuchy. - Muszę się... - wskoczył do wody. - troszeczkę odświeżyć, sam rozumiesz... - zaśmiał się.
- Rób, co chcesz, ale nie każ sobie czekać zbyt długo. - odparł poddenerwowany Kaio-sama.
Woda była przyjemnie ciepła i czysta, tak więc Goku nie kąpał się długo, by nie przedłużać tej chwili. Gdy wyszedł, Kaio-sama wyczarował mu ręcznik, bo jak to Goku miał w zwyczaju - paradował nago przed wszystkimi i nie widział w tym nic dziwnego.
- O, dzięki za ręcznik, Kaio-sama. - Goku wycierał się.
- Ech... Ty chyba nigdy się nie nauczysz...
- No co? Lubię tak chodzić, jest przewiewnie i w ogóle...
- Ale to są zaświaty, a nie plaża nudystów! Trochę szacunku... Nie każdy chce cię tak oglądać!
- No, dobra, już się ubieram, pożartować nie można? - zaśmiał się.
- Nie denerwuj mnie... I tak nie masz poczucia humoru...
- Dobrze. Jestem gotowy.
- No dobra... Zrób to samo, co wtedy.
Goku jeszcze raz dotknął ramion swego mistrza i zamknął oczy. Po chwili znalazł się w śnie swojej żony. Tym razem była piękna, gwieździsta noc i był tuż przed swoim domem. Dostrzegł, że okno sypialni było otwarte. Uniósł się do góry i zaglądał przez okno, niczym zakochany nastolatek, bojący się wejść do środka. Zobaczył Chichi śpiącą na boku w ich łóżku. Serce zabiło mu szybciej na jej widok, już dawno się tak nie czuł... Postanowił wlecieć przez okno do środka, by ją bardziej podziwiać. Wleciał ostrożnie, żeby jej nie obudzić i podszedł do ich wspólnego łoża. Chichi spała słodko i spokojnie, przytulona do poduszki. Miała na sobie tylko krótką koszulkę nocną. Ten widok cieszył jej męża, pamiętał, że gdy nie mógł zasnąć lub budził się w środku nocy, to zawsze patrzył na śpiącą Chichi. Ten widok, jej piękno po prostu go uspokajało. Tak było i tym razem. Ukucnął przy łóżku i delikatnie dotykał jej włosów, policzka, dłoni...
Jesteś wciąż śliczna... Taka śliczna, kiedy śpisz... Ale chcę też pobyć z tobą... - ucałował ją delikatnie w czoło.
To był jego ulubiony sposób na budzenie żony. Chichi otworzyła powoli swoje oczy, jakby nie dowierzając, bo zawsze tak robił tylko Goku... A więc kto to był tym razem. Ze zdumieniem zobaczyła swojego męża. Najpierw myślała, że znowu jej się coś wydaje, a po chwili wystraszyła się i usiadła na łóżku, odsuwając się od niego.
- Witaj, kochanie. - powiedział zadowolony Goku.
- G-Goku-sa... T-To... To ty? To naprawdę ty? - odparła wzruszona.
Goku wziął jej dłoń i pocałował jej wewnętrzną stronę. Ten pocałunek był taki prawdziwy, że była pewna, że to nie może być zjawa lub sen... Ale z niedowierzaniem i ze łzami w oczach patrzyła na niego i dotykała po włosach, twarzy, ramionach... Jakby chciała sprawdzić, czy jest prawdziwy, po czym wzruszona rzuciła się mu na szyję i mocno przytuliła, płacząc ze szczęścia.
- Goku-sa... Mój Goku-sa... - całowała go w policzek.
Jej mąż położył rękę na jej plecach i odwzajemniał jej pocałunki, a także wąchał jej włosy...
- Tak, to ja... To ja, moje kochanie. - uniósł jej podbródek, spojrzał prosto w oczy i ją pocałował.
Chichi zarumieniła się, jakby robiła to pierwszy raz... Już od dawna nie doznawała tej bliskości, była wierna tylko jemu, ale tęskniła za tym... Te uczucia... Odżywiały.
- Kochanie... Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłam... - szepnęła mu do ucha, tuląc się równocześnie.
- Ja za tobą też, Chichi...
- Czy ty... wróciłeś?
- Niestety, nie na zawsze... Ale tak tęskniłem, że pozwolili mi wrócić na trochę... Dlatego chcę spędzić choć jeden dzień z tobą, skarbie... Tylko z tobą.
Chichi chciała coś się zapytać, ale Goku ją uprzedził:
- Z Gohanem się... jeszcze zobaczę. - skłamał. - A teraz... Chcę, żebyśmy byli razem... Choć przez chwilę...
- Cieszę się. Też tego chcę.
- W takim razie... Daj się porwać, przecież nie musimy być w domu...
- Hmm... No dobrze. Zabierz mnie, gdzie chcesz.
Goku wziął swoją żonę na ręce i razem polecieli w nieznaną stronę. Chichi cały czas patrzyła na niego, uśmiechając się. Ufała mu i wiedziała, że tam, gdzie ją zabierze, na pewno będzie wspaniale... Dawno nie przeżyła takie przygody u boku swego ukochanego. Czuła się bezpiecznie w jego ramionach, choć byli przecież tak wysoko... Patrzyła się na niego czule, on na nią też. Spytał:
- Boisz się?
- Nie... Z tobą nie muszę się niczego obawiać. Ale dokąd właściwie lecimy?
- Zobaczysz...
Ani się obejrzeli, a znaleźli się na miejscu. Wylądowali tam, gdzie byli przed turniejem Cella na pikniku. Z taką różnicą, że teraz byli tylko sami... Było to przepiękne miejsce, także i nocą. Woda cicho szumiała, słychać było świerszcze, a niebo było pełne gwiazd... Księżyc oświetlał wspaniale tę łąkę... Z dala od cywilizacji, z dala do wszystkiego... Było tu cicho i bezpiecznie. Chichi z zachwytu westchnęła i powiedziała:
- Kochanie, tu jest tak pięknie... Nie spodziewałam się, że może tu być tak cudownie także nocą!
Usiedli nad brzegiem rzeki i podziwiali wspólnie gwiazdy. Goku w pewnym momencie chwycił swoją żonę za rękę, niczym nastolatek zakochany pierwszy raz... Chichi zareagowała również jak nastolatka - oblała się rumieńcem i odwróciła wzrok, uśmiechając się. Jej mąż przytulił ją do siebie i zaczął muskać ręką jej włosy.
- Co jest, skarbie, coś nie tak...?
- Nie, Goku, po prostu... Ja tak dawno tego nie robiłam, już zapomniałam, jakie to uczucie...
- Nic nie szkodzi, moja śliczna... - ucałował ją w czoło.
- Oj, przestań... Jaka ja tam śliczna... Przecież minęło tyle czasu, ty to co innego...
- Co?! Kochanie, to najszczersza prawda! Zawsze byłaś, jesteś i będziesz śliczna. Co ja mówię! Piękna. Najpiękniejsza na świecie... - trzymał w dłoniach jej policzki, jakby chciał ją ucałować. - Jesteś moją żoną i kocham cię bez względu na wszystko... Jesteś wspaniałą kobietą. Dzięki tobie poznałem, co to miłość... Dałaś mi wspaniałego syna... Dla was zrobiłbym wszystko! Nawet nie wiesz, jak tęskniłem za twoim widokiem, za tymi oczami, za tym noskiem, usteczkami, włosami... Za tym rumieńcem i uśmiechem też.
- Och, Goku-sa... Naprawdę myślisz, że jestem... piękna?
- Ja nie myślę. Ja to wiem.
Pocałował ją namiętnie, tak jak nigdy... Naprawdę za tym tęsknił, a w szczególności za jej bliskością, ciepłem, jakim czuł podczas tego pocałunku, za jej zapachem, który doprowadzał go do szaleństwa. Spojrzeli na siebie, gdy nagle dostrzegli spadającą gwiazdę.
- Goku, patrz! Trzeba pomyśleć życzenie, szybko!
- Ja już pomyślałem. - popatrzył na nią.
- Ja też...
Uśmiechali się, bo doskonale wiedzieli, czego sobie życzyli, mimo, że nie mówili tego na głos.
- Goku-sa... - szepnęła. - Tu jest... Tu jest tak cudownie... Tylko ty, ja i te piękne gwiazdy...
- Wiedziałem, że ci się to spodoba, kochanie. Przecież zawsze kochałaś takie piękne rzeczy, zawsze się zachwycałaś naturą... Takie piękne miejsce i ty tutaj... To jest cudowne.
Chichi położyła się i podziwiała gwiazdy. Chwilę potem dołączył do niej Goku, wtulając się jak nigdy - dał się jej objąć i położył swoją głowę na jej piersi, co ją nieco zaskoczyło, bo zwykle robili to na odwrót.
- Goku-sa... Co ty robisz?
- Przytulam się do ciebie, a co?
- Ale nigdy tak nie robiłeś...
- No to co... Stęskniłem się, chcę cię przytulać i... - położył się na niej i popatrzył prosto w oczy. - popieścić... - położył rękę na jej piersi.
Chichi uśmiechnęła się i zarumieniła, ale wydawała się być zachwycona tym pomysłem.
- Kochanie... - usiadła i dotknęła jego ramion. - Też za tym tęskniłam...
Po tych słowach Goku, niewiele myśląc, zaczął ją całować i czule głaskać... Najpierw całował usta, potem policzki, uszy, włosy... Schodził w dół, całując szyję i ramiona... Jego żona już dawno nie doznawała takich pieszczot, więc była zadowolona, trzymała jedną ręką jego włosy, a drugą głaskała po plecach i po tyłku... On powoli opuszczał ramiączka jej koszulki nocnej, żeby móc pieścić piersi - to, co podobało mu się w niej najbardziej... Serce biło mu mocniej, gdy ich dotykał, jego oddech stawał się coraz szybszy... Widział, jak one były spragnione tamtych pieszczot, tych pocałunków, tego dotyku... Uwielbiał je całować, macać i lizać, a zwłaszcza uwielbiał pieścić jej sutki, bo to ją doprowadzało do szaleństwa... Ściskał je, dotykał, a nawet delikatnie kąsał... Schodził swoimi pocałunkami coraz bardziej w dół i dół... Całował jej brzuszek, pępek, zbliżając się do jej kobiecości... Wreszcie zdjął z niej całkiem koszulkę i zabrał się do delektowania najlepszego dania dla mężczyzny... Najpierw delikatnie całował jej kwiatek i muskał go nosem, wąchając go i zachwycając się tym kobiecym zapachem... Potem zaczął jednak lizać ten torcik z wisienką... Właśnie gdy pieścił jej wisienkę, Chichi wygięła plecy w łuk i z rozkoszy próbowała zacisnąć nogi, żeby jeszcze bardziej czuć przyjemność, ale jej mąż na to nie pozwalał... Trzymając ją za nogi, wciąż ją lizał. Doprowadzało ją to do szaleństwa, jakiego dawno nie doznała... To przyjemne szaleństwo, które sprawiało, że czuła się jak w niebie... Goku pobudzał ją tak, jak nigdy, wprawdzie próbowali już tej miłości, ale nie aż tak intensywnie. Jej jęki zachęcały go jeszcze bardziej do dalszych pieszczot... Wiedział, że za chwilę to się stanie... Wielki finał, spełnienie... Jeszcze moment i... Chichi dotarła na szczyt, jęcząc i wzdychając głośno... Po takim finale potrzebowała dłuższej chwili na dojście do siebie... Tymczasem Goku przytulił swoją żonę, całując ją w czoło i uśmiechając się, bo widział, że potrafi doprowadzić żonę do rozkoszy... Gdy Chichi odetchnęła, rzuciła się na niego i pocałowała namiętnie, co z kolei zaczęło sprawiać, że jego spodnie zaczęły się robić zbyt ciasne... Po tym pocałunku Chichi powiedziała:
- Goku-sa... To było wspaniałe... Jesteś naprawdę cudowny, kochanie...
- Hmm... A to dopiero początek, skarbie... - zaśmiał się szelmowsko.
- Co takiego?
- Chichi... - trzymał ręce na jej biodrach - Moja śliczna żono... Chciałbym, żebyś spełniła jedną moją fantazję...
- Dla ciebie wszystko, mój skarbie...
- Hmm... - zamknął oczy i przytulił ją mocniej. - To poczekajmy do ranka, Chichi...
Jego żona była jednak na tyle pobudzona, że wcale nie zamierzała na nic czekać... Niewiele myśląc, jej ręka powędrowała ku jego męskości... Włożyła ją delikatnie w spodnie i zaczęła macać przyjaciela Goku... Jej mąż był tym bardzo zaskoczony, ale też podniecało go to coraz bardziej... Chichi masowała go delikatnie kolistymi ruchami. Sprawiało mu to niesamowitą przyjemność, nigdy w ten sposób tak go nie pieściła, choć czasem chciał, żeby to zrobiła, ale nie miał odwagi, by się do tego przyznać... Czuł, że za chwilę nie wytrzyma, ale chciał się tym razem jakoś opanować, zostawić sobie finał na później... Patrzył na swoją żonę i widział... Piękną, ale też i dojrzalszą kobietę, nie tą, co widział kilka lat temu... Spragnionej nie tylko miłości i czułości, ale też i seksu... Wiedziała, czego chce, znała swoje reakcje i potrzeby, była śmielsza, odważniejsza... Jej mężowi bardzo się to podobało...
Gohan mówił, że się zmieniła, ale nie myślałem, że w tej kwestii też... Cholera... Muszę się opanować, nie mogę teraz... Chcę, żeby najpierw... Muszę coś zrobić, chociaż to takie przyjemne...
W końcu odsunął się nieco od niej i powiedział:
- Chichi... Nie... Nie teraz...
Jego żona nie przejęła się tymi słowami, liznęła go delikatnie w ucho i szepnęła:
- Dlaczego, Goku-sa? Nie podoba ci się to, co ja robię...?
- Podoba i to nawet nie wiesz, jak bardzo, ale...
- Ale co? Kochanie, tęskniłam za tym... Pragnę cię... Po tym, jak mi sprawiłeś rozkosz, nie możesz ot tak... - zarzuciła mu ręce na szyję i zbliżała swoje usta do jego, kiedy nagle...
W Goku obudziła się stanowczość, złapał jej ręce i powalił ją na ziemię. Chichi była tym przerażona, ale taka stanowczość zawsze ją podniecała, dzięki temu wiedziała, że jest pożądana przez swojego męża... Ta mieszanka strachu i podniecenia sprawiła, że na twarzy Goku pojawił się uśmiech. Zmierzył wzrokiem jej ciało i powiedział:
- No... Grzeczna dziewczynka. Zaraz będzie świtać, a wtedy... Zobaczysz...
Pochylał się nad jej ciałem, wąchając je... Uwielbiał jej zapach, kręciło go to, że w tym momencie to on dominuje... Ją także. Uwielbiała czuć ten jego ciepły oddech na swojej skórze...
W końcu zaczęło świtać. Chichi, umierająca z ciekawości, o co chodziło jej mężowi, spytała:
- Kochanie, jest ranek, więc... Co to za fantazja...?
Goku wstał i odszedł kilka kroków dalej, zamykając oczy. Po chwili ukazał im się stół, pełen jedzenia i dwa krzesła. Chichi była tym bardzo zdziwiona, wstała i podeszła do niego, ale nim zdążyła spytać, Goku uprzedził ją, mówiąc:
- Kochanie... Chciałbym, żebyś mnie... nakarmiła. W tym stroju. - po chwili Chichi miała na sobie dokładnie tę samą bieliznę, jak w jego śnie.
Była zdziwiona tym wszystkim i znów zaczęła się rumienić, jak poprzednio, nie chciała paradować w takim stroju w świetle dnia, ze wstydu zakrywała rękoma biustonosz i majtki...
- G-Goku-sa... Ja...
- No co jest? Wtedy byłaś taka śmiała, a teraz co? - Goku uśmiechnął się pod nosem.
- No... Dobrze. To... Czas na śniadanie!
Usiedli dokładnie tak samo, jak w jego śnie... Chichi karmiła go pałeczkami, ale on nie mógł się kompletnie skupić na tym jedzeniu, dlatego szybciej niż w tamtym śnie wziął ją i posadził na sobie, całując ją. Chichi wiedziała, co ją czeka, dlatego już cicho się śmiała i czekała na dalsze ruchy Goku. Ściągnął jej biustonosz i zaczął pieścić jej piersi... Gdy lizał jej sutki, czuła, jak przechodzi przez nią kolejna fala rozkoszy... Przerywając pieszczoty, powiedział:
- Pragnę cię... Jestem twój.
Jego żona czekała właśnie na takie słowa zachęty... Kierowana pożądaniem, rzuciła się na Goku i przewróciła go razem z krzesłem... Zaczęła obsypywać go pocałunkami, co sprawiało mu przyjemność... Namiętność dodawała jej siły, więc niewiele myśląc, zerwała z niego koszulkę i zajęła się odpowiednio jego ramionami i klatą... Te części ciała zawsze sprawiały, że szalała... Dlatego też smakowała ich, liżąc, w szczególności jego sutki. Goku wzdychał i błądził rękoma po jej ciele, szukając majteczek, żeby je zerwać, na co ona też czekała... Czuł się, jakby robił znowu to pierwszy raz, serce tak mu waliło... Gdy Chichi dokładnie wypieściła ramiona, klatę i brzuch, zdjęła mu spodnie... Na to właśnie czekał, lubił taką śmiałość u swojej żony... Po chwili zdjęła mu także majtki... Spojrzała mu prosto w oczy... Goku uśmiechnął się, nie chciał już dłużej czekać... Chichi zrozumiała, co znaczy ten uśmiech, jego przyjaciel też był już gotowy, więc... wskoczyła na niego i zaczęła ujeżdżać, niczym dzikiego konia, mieszkającego na równinach... Właśnie tego chciał, dawno już nie robili tego w tej pozycji... Chciał być właśnie ujeżdżany, wiedzieć, że jest pożądany... I mógł w ten sposób podziwiać swoją kochaną Chichi... Podziwiał jej kształty, swobodnie obserwował jej reakcje... Widać było, że już dawno tego pragnęła... Gdy jego nie było, spełniała się w roli matki, ale chciała być też kochanką... Dlatego robili to intensywniej, niż wcześniej... Goku kontrolował jej ruchy, trzymając ją za biodra... Widział, jak jego żona wije się z rozkoszy, wygina plecy w łuk, wzdycha i jęczy... Jej sutki były nabrzmiałe... Oboje czuli, że za chwilę do tego dojdzie... Mąż Chichi złapał ją za cycki i je masował... Uwielbiał patrzeć na nią... Była taka... piękna, uwielbiał to z nią robić, żadna inna kobieta tak na niego nie działała...
Ona jest cudowna... Widać, jak tego pragnęła, że tego chciała... Pragnie mnie, a ja pragnę ją... Już dawno nie czułem się... tak dobrze.
Wśród tych jęków usłyszał takie słowa:
- G-Goku-sa... Proszę, zmień się... W Super Saiyanina...
- Czemu? - spytał, nie przerywając swoich pchnięć. - Przecież ty zawsze się mnie boisz na tym poziomie, nie lubisz tego...
- Nie... Nie w takiej sytuacji, skarbie... Proszę cię, zmień się!
I to mu się podobało. Ta śmiałość, ta pewność... Że jego jego żona wiedziała, czego chce... I tak zmieniłby się Super Saiyanina, więc spełnił ochoczo prośbę żony... Gdy już wszedł na ten poziom, Chichi zajęczała jeszcze głośniej... Ich ruchy były coraz szybsze, jeszcze moment... Wiedzieli, że za chwilę ich to czeka... Aż w końcu... Wielki finał, chyba najintensywniejszy, jaki do tej pory zaznali... Chichi zeszła z niego, oboje musieli odetchnąć... Przytulili się do siebie. Goku wrócił do normalnej postaci i spojrzał na swoją piękną żonę, którą pocałował w czoło... Gdy już odpoczęli, leżąc cały czas na łące, powiedział:
- Kocham cię... Jesteś taka cudowna... Nawet nie wiesz, jak bardzo tego chciałem...
- Ja też, kochanie... Tęskniłam za tym, to był najwspanialszy... - pocałowała go w usta. - Goku-sa... Jesteś najcudowniejszym mężem na świecie... Chciałabym, że tak było zawsze...
Po chwili Goku usiadł i patrzył się w niebo. Coś mu chodziło jeszcze po głowie...
- Chichi... A co powiesz na przejażdżkę... Na chmurce?
- Na chmurce? - Chichi usiadła i spojrzała na niego z uśmiechem. - Kochanie, jak dawno tego nie robiliśmy...
- No to... Chodź! - chwycił ją za rękę i zawołał magiczną chmurkę.
Usiedli na niej i przytuleni odlecieli w nieznaną stronę. Chichi czuła się tak, jakby znowu przeżywała te pierwsze chwile z ukochanym, gdy go poznała, gdy się pobrali... Trzymała jego policzki w swoich dłoniach i patrzyła się na niego czule... On ją całował, a po chwili złapał ją za tyłeczek, uśmiechając się.
- Goku-sa! - Chichi zawstydziła się. - Znowu chcesz...? Tutaj, na chmurce...?
- Przecież już to robiliśmy na chmurce...
- A, pamiętam... - uśmiechnęła się. - Wtedy... - zaśmiała się. - Po tym razie to Gohan przyszedł na świat... Hihi...
- Co? Chcesz powiedzieć, że... Zrobiliśmy Gohana na chmurce...? Mi się zawsze wydawało, że to było wtedy na stole...
- Nie, kochanie, to było na chmurce... Kobieta wie takie rzeczy...
- Może i tak... Robiliśmy to przecież w tylu miejscach, że mogłem nie pamiętać...
- O, tak, w wielu miejscach... W łóżku...
- ...w wannie...
- ...pod prysznicem...
- ...na stole...
- ...pod ścianą...
- ...na chmurce...
Zaczęli się śmiać i wspominać różne takie chwile... To były ich najprzyjemniejsze wspomnienia, za którymi oboje tęsknili... Lecieli długo na chmurce, wspominając wszystko, co najwspanialsze było w ich małżeństwie... Czuć było w tym wszystkim miłość, która ich łączyła, która była uczuciem dodającym im obojgu sił. Byli dla siebie stworzeni, ich znajomi zawsze mówili, że pasują do siebie, jak mało kto... Chichi, choć była wybuchową kobietą i nadopiekuńczą matką, to z drugiej strony była też czuła i kochana, dobra... Goku też nie zawsze był w domu, opuszczał swoją rodzinę, ale nie można było powiedzieć, że nie kochał żony i syna, przecież to dla nich się poświęcił... Długo wspominali sobie te wszystkie lata, nawet nie spostrzegli, że zachodzi słońce... Oznaczało to koniec ich wspaniałego spotkania, niestety... Podlecieli chmurką pod swój dom i mocno się uścisnęli. Chichi zaczęła płakać, nie chciała się rozstawać z mężem... Goku starał się powstrzymywać łzy, by pocieszyć żonę... Pogłaskał ją po włosach i uspokajał ją. Potem mocno ją ucałował na pożegnanie i powiedział:
- Nie płacz, mój skarbie... Ja zawsze będę przy tobie i Gohanie... Wiedz, że cię kocham i to się nigdy nie zmieni.
- Też cię kocham, Goku-sa... Wierzę, że wrócisz na zawsze... Będę czekać!
Goku wstał z chmurki i uniósł się w powietrze, machając smutno w stronę żony...
- Do... zobaczenia!
Chichi obudziła się i zasmucona zorientowała się, że to był tylko sen, choć bardzo realny.
Tak bardzo cię kocham... Będę czekać.
W drzwiach sypialni stali Gohan i Goten, jakby czekający na to, żeby ich mama wstała.
- To wy... Moje skarby. - uśmiechnęła się.
- Myślałem, że już nie wstaniesz, mamo. - powiedział Gohan.
- Nie, wstaję już...
Spojrzała na Gotena i wtedy się zastanowiła - czemu nie powiedziała mężowi o młodszym synku?


Przejdź do <-- Rozdział 6 / Rozdział 8 -->

Autorka: Kayleigh90


1922 Czytań | Drukuj