Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfik: Times of Peace - CH6PL
Dodane przez Gokusiek dnia 13-10-2010 22:25

  
"Times of Peace - Chapter 6"



Goku zamknął oczy, trzymając się Kaio-samy i... zniknął. Znalazł się w znajomych okolicach, kawałek od swojego domu. Wyglądało to na wczesny ranek, pogoda była ładna.
Hmm... Pokój wrócił na Ziemię. Już nie wyczuwam żadnej złej energii. Wygląda na to, że Cell został pokonany i nic już nie zagraża mojej planecie... i mojej rodzinie. Mogę być szczęśliwy.
Rozglądając się po okolicy, nagle usłyszał czyjeś głosy. Odwrócił się, by się przysłuchać. Jeden z nich doskonale znał, ale drugiego już nie... Był trochę niski, przypominał mu czasy, kiedy dorastał. Usłyszał fragment rozmowy:
- Tylko wróć na obiad, Gohan! - to był głos żony Goku.
- Dobrze, mamo! - odpowiedział Gohan zmienionym głosem.
Goku uśmiechnął się, wiedząc, że to jego syn. Wiedząc, że Gohan będzie leciał w tę stronę, uniósł się w powietrze, żeby czekać na swojego syna.
Tymczasem młody Gohan leciał w stronę lasu, lecz za chwilę wyczuł znajomą energię, ale nie mógł uwierzyć, że to może być on... Dlatego poczuł się zaniepokojony, ale leciał przed siebie. Nagle wśród chmur zaczęła wyłaniać się znajoma postać... Gohan był coraz bardziej tym zdziwiony, ale i zaciekawiony, dlatego leciał, żeby się upewnić, aż w końcu... Tak. To był ojciec. Gdy go zobaczył, natychmiast się zatrzymał. Obaj byli szczęśliwi, że siebie widzą, ale również zaskoczeni swoim widokiem...
Gohan zmienił się od czasu, gdy ostatni raz widział ojca... Był już niższy od niego raptem o pół głowy, jego sylwetka stała się bardziej męska, a głos niższy... Dorastał. Dorastał, ale widząc ojca, zareagował jak dziecko:
- Tato! - rzucił się ojcu w ramiona, mając łzy w oczach. - Tato, to naprawdę ty...
- Tak, Gohan, to ja... - uśmiechnął się i głaskał syna po głowie.
Potem wyrwali się z uścisku i spojrzeli jeszcze raz na siebie.
- Witaj, Gohan. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałem cię zobaczyć...
- Ja ciebie bardziej, tato! - oboje zaczęli się śmiać.
- Wiesz, zmieniłeś się... Wyrosłeś, wyglądasz już jak mężczyzna...
Gohan zarumienił się i spuścił głowę w dół.
- Tak mówisz...? No, w końcu mam 13 lat, to co w tym dziwnego, hehe...
- Co? Trzynaście lat? To znaczy, że...
- Tak. Minęły trzy lata.
- Tyle czasu... - Goku posmutniał, był w szoku, bo nawet nie czuł, że minęły aż 3 lata. - No nic. Dokąd leciałeś, Gohan?
- A, na ryby, tato, ale skoro tu jesteś, to może polecimy do domu, mama na pewno...
- Nie, nie... Ja chętnie wybiorę się z tobą na te ryby.
- Ha? A mama? Nie chcesz ją zobaczyć?
- To nie tak... Chciałbym się widzieć teraz tylko z tobą, mamę zobaczę później...
- Dlaczego?
- Lećmy. Wyjaśnię ci później.
- No dobrze.
Polecieli razem nad rzekę, nad którą lubili przebywać i łowić razem ryby. Znaleźli swoje miejsce i tam też usiedli. Ale nie na długo.
- Poczekaj, tato, widzę wielką sztukę... Obiecałem mamie, że coś przyniosę. Zaraz ją złowię!
Gohan wskoczył do wody, chlapiąc przy tym ojca. Przez chwilę nurkował w rzece, a potem wyciągnął wielką rybę.
- Ooo, brawo, Gohan! Naprawdę wspaniała sztuka, chyba wystarczy na obiad...
- Tak. - rzucił zdobycz na ziemię, po czym usiadł koło ojca. - Powinna wystarczyć. Dobrze, tato, miałeś mi wyjaśnić...
- Znalazłem się tu w wyjątkowy i niezwykły sposób...
- Czyli co? - spojrzał na aureolę ojca. - Przybyłeś tu na 24 godziny z pomocą Baby?
- Nie. Nie mogę zdradzić do końca, jak to jest, ale po prostu jestem tu... I widzę się tylko z tobą. Mamę chcę zobaczyć potem...
Przypomniała mu się rzecz, którą dodał Kaio-sama przed odlotem...
~~~~~~
- I jeszcze jedno, Goku.
- Tak?
- Nie mów im, że to jest sen, nie wyjaśniaj tak do końca, dlaczego ich widzisz...
- Dlaczego?
- Jeśli im to powiesz, mogą się obudzić i wtedy będziesz musiał wrócić, a chyba lepiej, żeby ten sen trwał jak najdłużej, co?
- Dobrze... Ale co mam powiedzieć?
- Na pewno coś wymyślisz... Wierzę w ciebie...
~~~~~~
Gohan najpierw nie mógł zrozumieć, dlaczego tak jest, ale w końcu odparł:
- Rozumiem. W porządku. To co chcesz robić, tato?
Goku uśmiechnął się w ten sposób, który znaczył u niego tylko jedno - Powalczmy..
- A może mały pojedynek, co? - stanął gotowy do walki.
- W porządku! Dawno nie miałem z kim walczyć!
- No to dalej! Broń się!
Rodzinna walka rozpoczęła się. Mimo, że Gohan zaprzestał treningu, to wciąż był dobry, nawet bardzo dobry... Broniąc się i oddając kolejne kopniaki i ciosy, chciał udowodnić ojcu, że jest jego wart. Że staje się prawdziwym mężczyzną, który potrafi się bić i bronić, kiedy zachodzi taka potrzeba. Choć często powtarzał, że nie lubi walczyć, to jednak tutaj nie było co oszukiwać... Walka z ojcem go wciągała... Może dlatego, że to była doskonała forma fizycznej bliskości z ojcem, jak dla każdego chłopca (przecież nie będzie go całował, jak matkę), a może dlatego, że to był żywioł mężczyzny... Walka... Goku nigdy nie ukrywał, że uwielbia walczyć, ale taka walka dawała mu satysfakcję... Widział, że syn zaczyna mu dorównywać, a nawet w pewnych momentach go przewyższa i to napawało go dumą... Widać, że to był JEGO syn. Czasem jedynie żałował, że nie był z nim zawsze, że to nie on zaczął go szkolić... Ale w walce czuć było tę niezwykłą więź.
Pojedynek wyzwalał potężne emocje, a także agresję, która była silniejsza od nich samych... W końcu oboje zaczęli walczyć na poziomie Super Saiyanina, dzięki czemu ich mała bitwa była dla nich jeszcze bardziej ekscytująca. Walczyli coraz szybciej i szybciej... W końcu oboje opadli z sił. Położyli się na trawie, żeby odetchnąć i wrócili do normalnej postaci. Gdy odpoczęli, zaczęli się oboje śmiać. Potem usiedli i popatrzyli gdzieś w dal, rozkoszując się pięknem przyrody... W końcu Goku położył rękę na ramieniu syna i powiedział:
- Wspaniała walka... Jestem z ciebie dumny... Pewnie ćwiczysz, co?
- Właściwie... - Gohan spuścił wzrok w dół i zaczerwienił się. - ... to nie.
- Co?! - Goku był w szoku, ale potem uśmiechnął się. - To jestem z ciebie tym bardziej dumny. Naprawdę. Nie odbiegasz poziomem od czasu turnieju Cella...
- Ja... Ja przepraszam tato, ale... Nie mam z kim trenować, a poza tym... Wciąż się źle czuję, pamiętając, co ja narobiłem, bo przecież mogłem... - Gohan zaciskał zęby, żeby nie płakać.
Goku widząc swego syna w tym stanie, zaczął go głaskać ręką po plecach, po czym klepnął go stanowczo po ramieniu.
- W porządku, synu. Ja to rozumiem. Nie zadręczaj się tym już. Tak miało być i tyle... Tęsknię za tobą i mamą, ale cieszę się z takiej chwili jak ta, kiedy mogę cię widzieć, kiedy z tobą walczę... Nawet nie wiesz, ile ta walka daje mi przyjemności!
Gohan spojrzał na niego lekko zdziwiony, ale też w głębi serca poczuł ulgę, usłyszał w końcu z ust ojca takie pokrzepiające słowa...
- Wyrastasz na prawdziwego faceta, Gohan! Nawet nie wiesz, jaki jestem z ciebie dumny... Pamiętam te wszystkie chwile, w których zaskakiwałeś mnie swoją odwagą i siłą... Nie musisz bać się walczyć, jeśli tego chcesz... To w końcu dzięki tobie możemy podziwiać teraz ten piękny krajobraz, dzięki tobie panuje pokój na świecie...
Przez chwilę milczeli, a potem Gohan w końcu odpowiedział:
- Cieszę się, że to powiedziałeś, tato. Dziękuję.
- No dobrze. To... co tam jeszcze słychać? Naprawdę nie masz z kim trenować? A twój przyjaciel, Piccolo?
- Ech, wiesz, jaki on jest, tato... Mieszka teraz w Pałacu Wszechmogącego razem z Dendem, czasem go odwiedzam, ale... On woli trenować sam. Twierdzi, że skoro nie ma zagrożenia, to nie muszę być szkolony, a jakby co, to on też sobie poradzi.
- No dobrze... A Kuririn?
- Jego też nie widujemy z mamą zbyt często, ale do walki go nie ciągnie teraz, bo... - zaczerwienił się. - A z resztą, może sam go zapytasz. Ale wiem, że formy nie stracił, bo wciąż czuję jego silne Ki.
- Hmm... Ja także. A co z resztą? Co u Vegety?
- Bulma i Trunks często nas odwiedzają, ale on... Jemu w głowie tylko trening, wciąż tylko pragnie ci dorównać... Bulma mówi, że nie wychodzi z sali treningowej...
- O, a jak tam mały Trunks?
- Hehe, dobrze, chce naśladować ojca, ale na szczęście Bulma nie zawsze mu na to pozwala... Fajny jest i widzę, że też ma spore zdolności.
- A co z pozostałymi? Yamcha, Tenshinhan...?
- Yamcha, z tego, co mówi Bulma, to gra w baseball, wiem, że czasem ją odwiedza, a Tenshinhan... Niestety nie wiem. Wycofał się całkowicie po turnieju Cella, czasem czuję jego Ki, ale to rzadko... Może trenuje z Chiaotzu? A może został pustelnikiem? Naprawdę nie wiem.
- Hmm... No nic. Ale przynajmniej wszyscy żyją i to jest dobra wiadomość.
Chwilę milczeli, ciesząc się w duchu tym wszystkim, tym spotkaniem, rozmową... Goku nadal nie mógł się nadziwić, że jego syn jest już tak duży. Trochę go to martwiło, bo coś przegapił, przegapił ten moment, kiedy Gohan zmieniał się w faceta... A jego nie było. Z drugiej jednak strony wiedział, że z takim synem Chichi może czuć się bezpiecznie... I to go uspokajało, choć zapytał:
- Gohan... A powiedziałeś mamie to, co mówiłem ci przed... poświęceniem?
- Ach, to... Tak, powiedziałem.
- I jak...?
- No, szczęśliwa to nie była... Długo płakała i się smuciła... Myślę, że się z tym pogodziła, choć cały czas za tobą tęskni, nie mniej niż ja.. Chcesz ją odwiedzić, tak?
- No tak...
- To muszę ci coś powiedzieć. Mama... Bardzo się zmieniła.
- Ha? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że się bardzo postarzała?
- Hehe, nie, to nie o to chodzi... Ale nie wiem, czy to zmiana na lepsze, czy gorsze.
Goku patrzył na syna ze zdumieniem.
- Po prostu... Teraz jakby lepiej nas rozumiała. Nas, czyli ciebie, mnie i resztę drużyny. Nie krzyczy tak często, nie gna mnie cały czas lekcji, jest milsza i w ogóle...
- To chyba dobrze, co?
- Kocham mamę niezależnie od tego, jaka jest... Ale dla mnie to trochę dziwne. Do tej pory nie mogę przywyknąć.
- Sądzę, że z czasem się przyzwyczaisz... Ja też ją kocham taką, jaka jest... Ale dzięki za... Hmm... Ostrzeżenie?
Zaczęli się z tego śmiać, ale po chwili wstali, bo zbliżała pora obiadu, więc Gohan musiał już wracać. Ojciec najpierw uścisnął rękę syna po męsku, ale potem go uściskał po ojcowsku i powiedział:
- Dziękuję ci Gohan, za wszystko... Zawsze będę z tobą i z mamą, a kto wie, może kiedyś wrócę? Trzymaj się synu i opiekuj się mamą!
- Ja też ci dziękuję, tato... W takim razie... Do zobaczenia! Bo wierzę, że się spotkamy...
Goku pomachał synowi na pożegnanie, a ten miał już lecieć w stronę domu, kiedy... obudził się. Był środek nocy, a obok niego spał mały Goten. Posmutniał, uświadamiając sobie, że to wszystko to był tylko sen...
Tato... Co to było? Ten sen był taki realny, czułem, jakbyś był tam naprawdę... Ale... Dziękuję ci. Za to wszystko. Kocham cię. - spojrzał przez okno w gwieździste niebo. Wydawało mu się, że widzi ojca gdzieś wśród gwiazd. Potem popatrzył na Gotena.
Ale zaraz... Czemu nic nie mówiłem o moim braciszku...? Och, tato, jaka szkoda, że go nie poznałeś... - pogłaskał brata po włosach, po czym znów zasnął.


Przejdź do <-- Rozdział 5 / Rozdział 7 -->

Autorka: Kayleigh90


1864 Czytań | Drukuj