Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfik: Times of Peace - CH5PL
Dodane przez Gokusiek dnia 13-10-2010 22:22

  
"Times of Peace - Chapter 5"



Na Ziemi od dłuższego czasu panował pokój, w rodzinie Goku pojawił się mały Goten, wszyscy żyli szczęśliwie i bezpiecznie... A sam Goku przebywał w zaświatach wraz z Kaio-samą, jego szympansem Bubblesem i świerszczem Gregorym. W nagrodę za zasługi dla świata zatrzymał swoje ciało. Lecz czy to była aż taka nagroda...?
Wygrał wprawdzie turniej w zaświatach, ale... Wiadome jest, że o wygranej szybciej się zapomina, jak o przegranej... Dla Goku było to radością, owszem, jak każdy turniej i wygrana, ale... tym razem nie do końca. Jedyną osobą, z którą mógł dzielić tę radość, był Kaio-sama, a nie jak wcześniej, jego najbliżsi - Kuririn, Genialny Żółw, Bulma, Yamcha, Tenshinhan, Chiaotzu, czy wreszcie Chichi i Gohan. Tęsknił za nimi, jak nigdy wcześniej, zwłaszcza za żoną i synem. Nawet nie wiedział, ile czasu minęło, odkąd Cell został pokonany... Cały czas się zastanawiał, co się z nimi działo, jak im się żyje, odkąd go nie ma? Myśli o nich wciąż nie dawały mu spokoju...
Często myślał o swoim jedynym dziecku, o Gohanie... Wciąż pamiętał, jak się nim zachwycił, widząc go po raz pierwszy, zaraz po porodzie. Bał się wtedy o Chichi, co się z nią działo, zrozumiał po wszystkim, że to był poród, że to tak wygląda. Usiłował sobie przypomnieć, jak to dokładnie było... Ale pamiętał tylko jeden dialog, zaraz po porodzie, gdy Chichi przytulała małego Gohana:
~~~~~~
- Przepraszam cię, kochanie, że cię przestraszyłam, zapomniałam ci powiedzieć, że tak właśnie wygląda poród i żebyś się nie przestraszył, jakbyś mnie zobaczył w takim stanie, jak wtedy, w domu... Za bardzo byłam zaaferowana tym, jak to będzie, jak już dziecko będzie z nami. Jeszcze raz przepraszam, że sprawiłam ci kłopot.
Goku patrzył na nią zdumiony.
- Co?! A więc to tak wygląda poród? Nigdy nie chciałbym przeżyć czegoś takiego, już wolałbym bardziej walczyć po 1000 razy z Piccolo!
Chichi roześmiała się, tak samo jej mąż.
- Och, Goku-sa... Ty mój głuptasie... - ucałowała go czule w policzek.
~~~~~~
Tyle pamiętał z tego wszystkiego.
Często wspominał też swoje pierwsze chwile z Gohanem, gdy jego synek zaczynał siadać, chodzić, mówić... Pamiętał dzień, gdy mu nadano imię, ale bardziej zapadł mu w pamięci dzień, kiedy pierwszy raz powiedział do niego tata...
~~~~~~
Ten dzień nie różnił się może bardziej od pozostałych, poza tym, że Gohan był wyjątkowo marudny, a Chichi zostawiła go samego z Goku... Gohan bez przerwy płakał, a Goku nie wiedział, co mu jest.
- Przecież cię nakarmiłem, przebrałem i położyłem, ale ty nie chcesz spać... Co ci jest, Gohan? - Goku wziął małego na ręce, ale ten dalej płakał i płakał. Po chwili wsadził go na krzesełko.
- To może tatuś przyniesie ci jakieś zabawki, co?
Goku poszedł po ulubione zabawki Gohana, których miał całą stertę, lecz małemu nic nie pasowało, gdy tato dawał mu nową zabawkę, to patrzył na nią przez moment i wyrzucał. Zrobił tak z całą górą zabawek, po kilku chwilach cała kuchnia była nimi zawalona. Goku nadal nie wiedział, co robić.
- To może pójdę po jakąś bajkę... - odwrócił się i poszedł, ale nie zauważył zabawek i poślizgnął się na jednej z nich. Zbawca świata pokonany przez... niemowlęce zabawki. Wylądował w tym bałaganie, ale po chwili wstał, mając głupią minę, przez co Gohan... zaczął się śmiać i klaskać.
- O matko, moja głowa... - mówił Goku jakby nieprzytomny. - Mogłem to posprzątać... Zaraz... Gohan, ty się śmiejesz? - lecz jego synek znów zaczął płakać. - Hmm... Pewnie miałem głupią minę, co? No to...
Goku zaczął się wygłupiać i stroić śmieszne miny, dzięki czemu Gohan cieszył się. Potem wziął synka na ręce i podrzucał go, łaskotał, więc Gohan śmiał się. Wśród tego śmiechu Goku usłyszał:
- Tata.
- Ha? Co powiedziałeś, Gohan?
- Tata. - po czym złapał go za nos.
- Tak, to ja, twój tata! - Goku podrzucił go jeszcze mocniej... Mały śmiał się i powtarzał nowe słowo. Nagle przyszła Chichi, która była na zakupach. Zobaczyła wielki bałagan, ale też syna i męża cieszących się i bawiących razem.
- A co tu się stało?
- O, Chichi, to ty... Gohan, powiedz ładnie tata.
- Tata.
- Ojej, Gohan! Mój kochany, jesteś taki mądry... - wzięła go na ręce. - To, co, mamusia zrobi am, a tatuś tu posprząta...
- Co?! Tylko nie to...!
Po chwili zaczęli się z tego śmiać.
~~~~~~
Goku w zaświatach często wspominał takie chwile, tęsknił w końcu za swoim synem, z którego był dumny... Choć był mały, to był bardzo zdolny i dzielny, a szczerze, to Goku sądził, że jeśli Gohan więcej by trenował, to o wiele bardziej przerósłby ojca. Ale tęsknił za nim przede wszystkim dlatego, że był jego dzieckiem... I go kochał. Podobnie jak żonę. Z nią też miał wiele miłych wspomnień, począwszy od tego, jak ją poznał, gdy był jeszcze dzieckiem, poprzez ten sławny turniej, gdzie się pobrali, ich wesele, noc poślubną, skończywszy na tych niedawnych, takich jak noc pod koniec treningu, zanim pojawiły się cyborgi... O tak, tęsknił za tym przyjemnym małżeńskim obowiązkiem... Lubił wspominać pewne takie momenty...
~~~~~~
Raz wrócił z lasu późnym, letnim popołudniem... Od razu poszedł do kuchni, żeby się czegoś napić, bo było bardzo gorąco. Na stole stał dzbanek z sokiem i już sobie nalewał, gdy spojrzał na Chichi... Ubrała się w bardzo krótką sukienkę, która eksponowała jej zgrabne nogi i tyłeczek... Stała do niego tyłem, bo kroiła jakieś owoce, ale Goku tak się zapatrzył na jej nogi, że zapomniał, że nalewa sobie picie, jednak za chwilę spojrzał, że cały sok był już na podłodze. Nie wiedział, co ma robić i wywalił dzbanek. Chichi dopiero wtedy zauważyła obecność męża, odwróciła się i powiedziała:
- Kochanie, już jesteś? Och, Goku, co narobiłeś? Mogłeś powiedzieć, żebym ci nalała picie... Daj, posprzątam to... - wzięła ścierkę.
- Nie, nie, to moja wina, ja posprzątam... - Goku ukucnął i zaczął zbierać kawałki potłuczonego dzbanka, a Chichi ścierała obok niego rozlany sok... Wtedy właśnie zauważył, że ta sukienka ma bardzo, bardzo głęboki dekolt... I wciąż się patrzył na apetyczne piersi żony.
Cholera, gorąco dzisiaj... Nic więc dziwnego, że nie ubrała biustonosza... Nie, no za moment nie wytrzymam! Będzie jeszcze bardziej gorąco...
Gdy skończyli sprzątać, wstali i Goku złapał swoją żonę za ramiona i patrzył się na nią wzrokiem mówiącym Zaraz cię schrupię... Chichi zrozumiała sugestię, oblała się rumieńcem, uśmiechnęła się szelmowsko i odwróciła, mówiąc:
- Kochanie, nie teraz... Muszę tu skończyć, no i Gohan...
Wróciła do krojenia owoców. Goku jednak nie dawał za wygraną. Z gorąca, a może też i z podniecenia ściągnął swoją koszulkę i podszedł do Chichi, łapiąc ją za piersi i je macając... Równocześnie muskał jej szyję pocałunkami... Jego żonie najwyraźniej się to spodobało, bo przerwała krojenie, uśmiechnęła się i zagryzła dolną wargę. Goku, którego ręce wylądowały na jej biodrach, spytał:
- A co właściwie robisz, kotku...?
Chichi odwróciła się, zarzuciła mu ręce na szyję i zbliżając swoje usta do jego ust, prawie całując, czując jego ciepły oddech na swojej twarzy, powiedziała:
- Sałatkę owocową, kochanie... Wiesz, dzisiaj taki upał... Chcesz trochę spróbować...? - wzięła kawałek brzoskwini do buzi tak, że kawałeczek owocu wystawał jej z ust.
- Jasne...
Odgryzł ten wystający kawałek, po czym zaczęli się namiętnie całować. Goku głaskał jej plecy jedną ręką, a drugą rozpuścił jej włosy. Lubił takie pocałunki, więc językiem zjadł cały kawałeczek tej brzoskwini, który jadła Chichi. Po wszystkim uśmiechnął się, dotknął delikatnie palcami jej policzków i powiedział:
- Pyszne... Chciałbym jeszcze...
Chichi zaśmiała się i wzięła kawałek mango, tak samo, jak poprzednio. Znowu zaczęli się całować, równie namiętnie, jak poprzednio. Gdy mango zniknęło z ich ust, Goku zaczął lizać jej policzek, a potem szyję... Chichi zarumieniła się i zaczęła się cicho śmiać, w końcu lubiła takie zabawy... Ręka Goku powędrowała na jej udo i zaczęła przesuwać się coraz wyżej, w stronę tyłeczka... Jej mąż spytał, przerywając pieszczoty:
- Hmm... Ciekawe, a majteczek też nie masz...? Chyba zaraz sprawdzę...
- Och, Goku! Przestań... - śmiała się coraz głośniej i głośniej... To było takie przyjemne...
Chichi odwróciła jednak swój wzrok w stronę drzwi do kuchni i zobaczyła... Małego Gohana, patrzącego ze zdumieniem na to, co robią jego rodzice. Ich synek miał już trzy lata, tak więc trochę się przestraszyła, że za dużo zobaczył, albo usłyszał. Przerażona, odepchnęła męża od siebie.
- Hej, co jest, Chichi... Myślałem, że ci się...
Jego żona chrząknęła i powiedziała:
- Kotku...
- Co jest...? - Goku zauważył po chwili swojego synka, zarumienił się i uśmiechnął głupio. Przez chwilę wszyscy się na siebie gapili, aż w końcu Gohan zapytał:
- C-Co... Co wy robiliście?
Rodzice Gohana spojrzeli na siebie, nie wiedząc, co mu odpowiedzieć. W końcu Chichi zaczęła:
- Bo wiesz, kochanie... Tatuś i ja... Myśmy się tylko całowali! Hehe...
- Ale mamo, ty mnie inaczej całujesz...
- Bo, synku... Tak się całują tylko dorośli, którzy się kochają, jak ja i mama! - odparł Goku, obejmując swoją żonę i uśmiechając się.
Oboje z niepokojem czekali na reakcję Gohana, który stał i się dziwnie patrzył przez dłuższą chwilę, jakby zastanawiając się nad czymś, po czym powiedział krótko:
- Aha. - odwrócił się i poszedł w stronę swojego pokoju.
Jego rodzice ze zdziwienia aż upadli na podłogę. Gdy wstali, przez moment patrzyli się ze zdziwienia na siebie, po chwili Goku jednak chwycił swoją żonę, uśmiechnął się znacząco i chciał ją całować, ale Chichi przyłożyła swój palec do jego ust i z groźną miną powiedziała:
- Nie! Widzisz, jak to się skończyło! W życiu tak się nie wstydziłam...
Goku patrzył z niepokojem na swoją żonę, myśląc sobie: No pięknie, znowu jest zła, a ja miałem nadzieję....
Po chwili jednak twarz Chichi rozchmurzyła się i zaczęli się z tej całej sytuacji śmiać.
- Wieczorem, skarbie, dobrze? Nie chcę, żeby znowu Gohan nam przeszkadzał... - pocałowała Goku w policzek.
Ojciec Gohana zaczął się rumienić i złapał się za głowę, po czym powiedział do swojej żony, która wróciła do krojenia owoców:
- No dobrze... Jakoś wytrzymam.
~~~~~~
Goku nawet w zaświatach miło wspominał tę sytuację, zwłaszcza przy jedzeniu jakiejś sałatki (choć przecież był nieboszczykiem, nie musiał jeść, ale... lubił). Tak było i tym razem, gdy Kaio-sama podał sałatkę po treningu, z którego Goku wrócił wykończony. Cieszył się jak głupek, na co ze zdumieniem patrzyli Kaio-sama, Bubbles i Gregory. Jego mistrz spytał:
- Goku... Z czego się śmiejesz?
Nasz bohater zorientował się, że nie jest sam, więc zreflektował się i powiedział:
- N-Nie... Z niczego, Kaio-sama... To nieważne. Dzięki za obiad, idę odpocząć. Do zobaczenia!
- No... Dobrze.
Goku poszedł w stronę łąki, jakich wiele było w zaświatach. Tam panowała cisza i spokój. Znalazł odpowiednie miejsce, położył się i dalej rozmyślał... Uśmiechnął się, bo zabawna była również sytuacja, która zdarzyła się tego wieczoru po epizodzie z sałatką...
~~~~~~
Goku wziął odświeżający prysznic po tym gorącym dniu i poszedł do sypialni, gdzie Chichi siedziała zrelaksowana i czytała książkę. Jej mąż nie mógł się już doczekać tego wieczoru, dlatego z uśmiechem na twarzy położył się koło niej, dotknął delikatnie jej ramienia i pocałował w policzek, na co zareagowała chichotem. Goku szepnął jej do ucha:
- Pamiętasz... Co mieliśmy dzisiaj robić...?
Chichi odłożyła książkę na szafkę nocną, popatrzyła na męża, dotykając jego ramion i szepnęła:
- Tak, pamiętam...
- To na co czekamy?
I już mieli się całować, kiedy nagle z ich łóżka wyskoczył... Gohan.
- Kuku! - ich synek wyskoczył spod kołdry i uśmiechając się, skakał na swoim ogonku. Jego rodzice przestraszyli się. Chichi nawet nie wiedziała, kiedy jej synek wszedł do ich sypialni i wślizgnął się pod kołdrę, więc spytała:
- G-Gohan... Co... Co ty tu robisz? Jak ty się tu znalazłeś?
- Hehe... Czytałaś książkę, to ja przyszedłem, nudzi mi się, nie chce mi się spać... Czekałem na tatę, bo chciałem zrobić niespodziankę! Śmieszne, nie...
Goku próbował jakoś zaradzić tej sytuacji, a Chichi założyła ręce i miała obrażoną i wściekłą minę.
- Synku, a może poszedłbyś do swojego pokoju... Mama i ja chcemy być sami i...
- A czemu? Ja będę z wami, będzie fajnie! Mogę tu spać?
- Nie, Gohan, bo widzisz... Hehe... - Goku zaczął się głupio śmiać, bo nie wiedział, jak to wyjaśnić dziecku, aż Chichi krzyknęła:
- MARSZ DO SWOJEGO POKOJU, NATYCHMIAST! SPAĆ!!!
- Dobrze... - Gohan posłusznie i z opuszczoną głową poszedł do swojego pokoju.
Chichi dalej siedziała wściekła. Przez chwilę nic nie mówiła. Goku podszedł nieśmiało do niej i zaczął ją masować po ramionach. Trochę ją to uspokajało, więc mąż znów miał nadzieję na to, że jego żona nabierze ochoty... Muskał ją nosem po włosach i policzku i szepnął:
- Kochanie... Nie powinnaś się była tak denerwować...
- Jak to nie powinnam? Chciałam spędzić z tobą trochę czasu, a tu nagle... - z nerwów prawie płakała.
- Ciiii... Kotku, spokojnie, przecież Gohan już sobie poszedł, jesteśmy sami... Jutro mu to wszystko wytłumaczymy... A teraz... - odsunął jej włosy i zaczął ją całować po szyi.
Chichi jednak nie miała już za bardzo ochoty na pieszczoty, dlatego odsunęła się męża:
- Nie, kochanie, przestań... Dobranoc. - odwróciła się do niego plecami i położyła.
Goku nie dawał jednak za wygraną. Miał ochotę zabawić się ze swoją śliczną żoną. Dlatego postanowił być stanowczy - nagle obrócił ją na plecy i położył się na niej, trzymając za ręce tak, żeby się nie obróciła. Chichi trochę to przeraziło, ale też i... podnieciło. Ta stanowczość, ta męskość... Znów nabierała ochoty... Jej mąż uśmiechnął się i powiedział:
- Kochanie... Obiecałaś... A jest wieczór, jesteśmy sami... - zbliżał się do niej, by ją pocałować... Nagle jego żona go uprzedziła, objęła mocno jego szyję i powaliła na plecy, dając mu słodkiego buziaka.
- No to na co czekasz, mój drogi? - spytała, po chwili całując go znowu, coraz bardziej namiętnie...
Po chwili schowali się pod kołdrę i tam oddawali się rozkoszom...
~~~~~~
Tak, to było jedno z najulubieńszych wspomnień Goku... Uśmiechał się, leżąc na łące i wspominając seks z żoną... Lubił to, jak każdy facet, a jako Saiyanin miał większe potrzeby... Po chwili jednak posmutniał. Był przecież z dala od swoich najbliższych, koło niego nie leżał ani Gohan (bo często odpoczywał na łonie natury razem z nim), ani jego ukochana żona... Odwrócił się na brzuch i zaczął głaskać długą trawę, wyobrażając sobie, że to jej włosy, ale wszystko na próżno... Tęsknota za rodziną przynosiła najgorszy ból, jaki tylko mógł istnieć. Już wolał znosić ból z ran odniesionych podczas jakiejś walki, one nie bolały, bo wiedział, że robi to dla swoich najbliższych... Ale tęsknota... Nie mógł tego znieść, bo gdy raz się pozna smak rodzinnego szczęścia, to już nic nie może się z tym równać... Żałował, że tak często ich opuszczał, ale z drugiej strony wiedział, że zawsze ma do kogo wrócić... I nigdy by sobie nie darował, gdyby Chichi lub Gohana spotkała jakaś krzywda przez niego. Ale ten ból... Nic nie było w stanie go uleczyć, dlatego pozwolił sobie na coś, na co rzadko faceci sobie pozwalają - na łzy. Pozwolił im powoli ciec po policzkach, tylko one dawały choć trochę ulgi. Dopóki... nie usnął.
Przed sobą zobaczył... stół pełen jedzenia, jego marzenie... Ślina ciekła mu na widok tych wszystkich smakołyków i już miał siadać, by to wszystko zjeść, gdy przy stole pojawił się ktoś jeszcze... Była to Chichi, mająca na sobie jedynie delikatny makijaż i... seksowną bieliznę oraz buty na obcasach.
- Witaj, Goku... - powiedziała uwodzicielskim głosem.
Goku zmierzył ją wzrokiem i coś zaczęło się w nim gotować... Już nie wiedział, co chce bardziej - jedzenie, czy równie apetyczną żonę.
- Cześć...
- Hihi... Mogę usiąść?
- Jasne... - odparł zapatrzony Goku.
Chichi usiadła obok niego na krześle i patrzyła się na swojego męża. Ten, wciąż zaskoczony tym widokiem, nie mógł jeść, więc jego żona postanowiła coś zaradzić... Zdjęła buta i zaczęła go muskać stopą po jego łydce. Położyła też rękę na jego dłoni i spytała:
- Goku-sa... A może... Cię nakarmię?
- Ha? No dobrze, kochanie...
- Hmm... - wzięła pałeczki. - No to otwieramy buzię... - wzięła kawałek mięsa - ...i am!
W ten sposób Chichi karmiła swojego męża, który na jedzeniu nie mógł się wyjątkowo skupić... Chichi każdym swoim najdrobniejszym gestem prowokowała go. W końcu nie wytrzymał - przysunął się bliżej, po czym chwycił ją i posadził na sobie, trzymając ją za tyłeczek... Wyjął pałeczki z jej dłoni i odłożył na stół, po czym dał jej słodkiego buziaka. Chichi, zaskoczona, spytała:
- G-Goku... Goku-sa... To ty nie chcesz jeść?
Spojrzał na nią i się uśmiechnął znacząco.
- Nie... - jego dłonie powędrowały na jej piersi. - Pragnę cię... - zaczął ją całować po szyi, ściągnął szybko jej biustonosz i zrobił ścisk-pysk...
- Och, Goku-sa... - szepnęła zadowolona Chichi. - Goku-sa! - powaliła go na ziemię razem z krzesłem i opętana namiętnością zaczęła go całować po całym ciele... Jej mąż był w siódmym niebie, słyszał tylko:
- Goku... Goku... Goku... Słyszysz, Goku! Wstawaj! - po chwili zorientował się, że to był głos Kaio-samy, który przyszedł wraz z Bubblesem i Gregorym.
Wszyscy dziwnie patrzyli się na niego, spał w dziwnej pozycji, śliniąc się i trzymając dziwnie ręce w okolicach bioder... Gdy zorientował się, że to był tylko sen, spytał:
- Co? O co chodzi?
- Nie rozumie, co się z tobą ostatnio dzieje, Goku... - odparł zmartwiony Kaio-sama. - Dziwnie się zachowujesz, unikasz treningu, nie jesteś zbyt rozmowny... Goku, o co chodzi? Mój najlepszy uczeń chodzi taki markotny, chcę wiedzieć, co się stało?
Goku wstał i obrócił się plecami do Kaio-samy, by nie pokazywać swojego smutku. Zastanawiał się, jak ma mu o tym wszystkim powiedzieć... Po dłuższej chwili milczenia odparł:
- Bo widzisz... Ja już tak nie mogę! - odwrócił się do niego, mając łzy w oczach. - Ty tego nie rozumiesz tak do końca, ale ja tęsknię za rodziną, za moim Gohanem, za moją Chichi...
- Źle ci tutaj? Przecież jesteś w niebie, tu jest lepiej, niż na Ziemi...
Goku odszedł kilka kroków dalej, w stronę rzeczki płynącej wzdłuż łąki, na której przebywał. Podniósł jakiś kamień i rzucił go do rzeki, po czym powiedział smutno:
- Co to za niebo bez nich...
Kaio-sama był zdziwiony tą odpowiedzią, nie wiedział, co ma mu odpowiedzieć, by go pocieszyć, aż w końcu odparł:
- Ale o co chodzi, przecież trenujesz, jak nigdy, takiego treningu nie miałbyś na Ziemi... A chyba jedzenie nie jest gorsze od tego, co podaje twoja żona...
- Co do treningu to racja, Kaio-sama... Ale lubiłem trenować z synem, no i go kocham... A co do jedzenia... Masz rację, jest pyszne, ale moja żona dawała mi nie tylko jedzenie... - Goku uśmiechnął się i zarumienił. Kaio-sama wciąż patrzył na niego zdziwiony, a po chwili również się zawstydził. - Chyba wiesz, o co mi chodzi...
- Dobra, dobra, rozumiem! Nie musisz mi o tym opowiadać... Aż tak bardzo za nimi tęsknisz? To czemu się z nimi nie skontaktujesz za pomocą telepatii, żeby cię słyszeli?
- Bo to nie wystarczy... Ja chciałbym ich też widzieć, nie tylko słyszeć, Kaio-sama...
Przez chwilę milczeli, ale mistrzowi Goku nagle przyszło coś do głowy. Położył rękę na jego ramieniu i powiedział:
- Słuchaj, Goku, było tak od razu mówić, bo martwię się o ciebie... Nie chcę, żebyś mi tu podupadał... Jest pewien sposób...
- Jest? Jaki? Mów! - zawołał podekscytowany Goku.
- Hmm... Myślę, że nie chcesz teraz wykorzystywać tego dnia, żeby pojawić się na Ziemi z pomocą Baby, co?
- No nie... Wolałbym to wykorzystać kiedy indziej... Kurczę... - jego twarz posmutniała.
- Tak myślałem. Jest jednak inny sposób, trochę możemy ominąć te zasady panujące tutaj...
Goku zaciekawiło to, co mówi jego mistrz.
- Ale jaki to sposób?
- Z moją pomocą będziesz mógł ukazać się im w ich snach. Tyle, że ty to wszystko przeżyjesz normalnie, jak na jawie, ale dla nich to będzie tylko sen, pamiętaj...
- Dobrze. Lepsze to niż nic. Zgadzam się. - uśmiechnął się i podał dłoń mistrzowi.
Wreszcie poczuł się lepiej, wiedząc, że spotka swoich bliskich, nawet w taki sposób. Już nie czuł tego smutku, a podekscytowanie... Co tam u nich słychać? Czy wszystko w porządku? Miał tyle pytań... Chciał, żeby to już się zaczęło.
- Dobrze. To w czyim śnie chcesz się najpierw pokazać? W śnie syna, czy żony?
- Hmm... Może pokażę się najpierw Gohanowi? Jego ostatniego widziałem na Ziemi, chcę mu tyle powiedzieć... Z żoną mam więcej do omówienia, to ją... zostawię sobie na później.
- Dobrze, niech tak będzie... Połóż obie dłonie na moich ramionach i zamknij oczy... A resztę już ja załatwię.
Nie wiedział jednak o tym, że wszechwiedzący Kaio-sama wiedział o istnieniu drugiego syna, Gotena, i... miał zamiar kontrolować te sny.
To jeszcze nie pora, żeby się dowiedział. Nie w taki sposób. Z takim dzieckiem musi mieć najpierw bezpośredni kontakt, a poza tym... Gdyby się dowiedział, to z treningiem nie byłoby lepiej, tylko gorzej. Dlatego jego żona i syn muszą zapomnieć w tych snach o istnieniu małego...


Przejdź do <-- Rozdział 4 / Rozdział 6 -->

Autorka: Kayleigh90


1931 Czytań | Drukuj