Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfik: Times of Peace - CH4PL
Dodane przez Gokusiek dnia 12-10-2010 23:32

  
"Times of Peace - Chapter 4"



Kolejne dni i tygodnie mijały spokojnie, dziecko wciąż się dobrze rozwijało, Gohan cieszył, że może czuć jego ruchy i że wkrótce będzie miał rodzeństwo. Często odwiedzała ich Bulma wraz z małym Trunksem i jej pomagała, a także często rozmawiały na różne tematy. Także... Na te bardziej dojrzałe.
- Słuchaj... - zaczęła Bulma, która siedziała i piła kawę. - Kiedy ty i Goku właściwie...
Chichi, która właśnie zmywała naczynia, odwróciła się i uśmiechnęła znacząco.
- Chodzi ci o to, kiedy zaszłam w ciążę?
- No tak, właśnie o to.
- Hmm... Nie jestem dokładnie pewna, ale chyba jakoś pod koniec tego treningu, zanim pojawiły się cyborgi.
- Hmm... Ciekawe... Ale zaraz, przecież był z wami Gohan i Piccolo, to jak znaleźliście czas na seks?
- Dobrze, że o to pytasz, w sumie nie miałam się komu z tego zwierzać... Nawet nie wiesz, jak za tym tęskniłam, a on jakby nie zwracał uwagi! To się ładnie ubrałam i pomalowałam... Postanowiłam go trochę pouwodzić... - Bulma ze zdumienia aż wytrzeszczyła oczy. - Wprawdzie pierwszej nocy nie podziałało, ale...
- Ale co? Mów!
- No byłam zła, nie powiem, ale... Następnego wieczoru zadbał o to, żeby nikt nam nie przeszkadzał - kazał zostać Gohanowi z Piccolo...
- Wow! Goku? Nie wiedziałam, że on...
- A jednak... Powiedział, że zauważył, że za tym tęsknił... I było... Bardzo gorąco. Starał się, jak nigdy dotąd. W ogóle... Zanim pojawił się ten Cell, zanim był ten turniej, to... Było dobrze. Kochaliśmy się często, w końcu on to lubił, ja też, nie ukrywam... - zarumieniła się.
- Och, zazdroszczę ci... Jesteście chyba najlepiej dobranym małżeństwem, jakie znam! Trochę się zdziwiłam, że zgodził się z tobą ożenić ot tak, w końcu nigdy do kobieciarzy nie należał, jakoś go to jakby nie interesowało...
- Ech... Bulma, patrząc na to z biegiem lat, to byłam młoda, kiedy za niego wyszłam... Sama jeszcze wielu rzeczy nie rozumiałam... I coś mi się wydaje, że on z początku darzył mnie tylko przyjaźnią, ożenił się, bo mi to obiecał, ale jestem pewna, że z czasem się we mnie zakochał... Zrobił dla mnie tyle dobrego, sprawiał, że byłam szczęśliwa... Teraz żałuję, że zbyt często na niego krzyczałam bez powodu... Gdybym mogła cofnąć czas... - popatrzyła smutno, gdzieś w dal...
Bulma zaczęła współczuć swojej przyjaciółce. Nigdy o tym w ten sposób nie myślała... Dotknęła ręki Chichi i odparła:
- Kochana, nie martw się tym. Nic już nie możesz zmienić. Pomyśl, że on odszedł też dla ciebie. Żebyś mogła żyć i zajmować się Gohanem, a teraz nowym dzieckiem... On zawsze robił wiele rzeczy dla ciebie. Robił to z miłości, często mówił, że nie wiedziałby, co by zrobił, gdyby stracił ciebie lub Gohana... A to, że krzyczałaś, to jest normalne... Podziwiam cię, jesteś najdzielniejszą kobietą, jaką znam. Zasługujesz w pełni na swojego Goku. - uśmiechnęła się do niej. - Dlatego jestem tu, by pomówić o przyjemniejszych rzeczach. Bo on nie chciałby, żebyś się smuciła.
- Racja! Nic już nie zrobię, ale zawsze mogę być pewna jego uczucia... I wciąż mam te wspaniałe wspomnienia...
- No to opowiadaj!
- Hmm... Najlepiej podobały mi się nasze początki... Tak, jak mówiłaś, Goku-sa nigdy do kobieciarzy nie należał. Szczerze, on nawet nie wiedział, co to seks...
- Hehe, nie dziwi mnie to. Kto miał go przecież uświadomić? Zawsze to było niezbyt odpowiednie towarzystwo, żeby go wprowadzać w ten świat...
- Ale wiesz, to było takie słodkie, jak on tak o niczym nie wiedział... Sama też byłam niedoświadczona, ale musiałam mu w tym pomóc, wiesz chyba, o co chodzi... - zaczęły się śmiać.
- I jak? Poskutkowało?
- Och, nawet nie wiesz, jak bardzo... - Chichi rumieniła się. - Szybko pojął, o co w tym chodzi i był... zdolnym uczniem... Już sam potem nie wiedział, co woli bardziej - jedzenie, walkę, czy seks...
- Wow... Czyli wam się dobrze układało?
- I to jak! Praktycznie Goku nie chciał wychodzić z łóżka... No to robiliśmy to często. Dlatego tak szybko zaszłam w ciążę. Wtedy pokazał mi tę swoją opiekuńczą stronę, dbał o mnie, jak nigdy, a jak Gohan się urodził, to stał się wspaniałym ojcem, wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć... No i Gohan zawsze uwielbiał ojca.
- Taka para dzieciaków zawsze się świetnie dogada, co? - zaczęły się śmiać.
- No dokładnie! Ale co się dziwić... Trzeba jednak przyznać, że potrafił być cierpliwy. Grzecznie czekał, aż dojdę do siebie, zanim znowu zaczęliśmy się kochać... Było trochę ciężko, jak już pojawiło się dziecko, ale chciałam też dać mu trochę przyjemności, bo też to lubiłam... Zawsze miło wspominam te noce... Zepsuło się dopiero, gdy pojawili się Saiyanie... Ale cieszę się z tego, że było tak dobrze, zanim Goku się poświęcił.
- I właśnie o to chodzi.
Przez chwilę obie panie milczały, lecz nagle Chichi chwyciła się za brzuch i zaczęła stękać z bólu. Bulma przestraszyła się i natychmiast podbiegła do przyjaciółki.
- Chichi?! Chichi, czy to już?
- Och... Ała... Tak... To chyba już... Zrób coś! Zawołaj Gohana, błagam, zrób coś, ja nie wytrzymam!
- Spokojnie, wytrzymasz, zaraz zawieziemy cię do szpitala, wszystko będzie dobrze... Gohan! Gohan, chodź tu szybko!
Gohan zbiegł ze schodów i przeraził się tym, że jego mama cierpi z tego bólu.
- Tak, Bulma, co... Mamo! Co ci jest, mamo!
- Gohan, musisz mi pomóc, zaczęło się, twoją mamę trzeba przewieźć do szpitala!
- Ale... Ale co ja mam robić?
- Jesteś szybki, zabierz rzeczy mamy do torby i przynieś je za chwilę do mojego odrzutowca.
- Dobrze!
Gohan znalazł rzeczy mamy najszybciej, jak tylko mógł... Ubrania, ręcznik, szczoteczka, mydło... Pieluszki i ciuszki dla dziecka... Dzięki jego umiejętności latania poradził sobie ze wszystkim bardzo szybko... Pojawił się koło odrzutowca Bulmy, kiedy ta już pomagała Chichi wsiąść do niego.
- Jestem, co teraz?
- Gohan, musisz siedzieć przy mamie, zaraz ją ułożymy. Ja zajmę się pilotowaniem, musimy być tam najszybciej, jak się da.
Po chwili Bulma i Gohan ułożyli Chichi bezpiecznie na materacu. Nie mogła wytrzymać z bólu. Wystartowali... Gohan czuwał przy mamie, jak tylko mógł, złapał ją za rękę. Przerażał go ten widok, nigdy nie widział mamy w takim stanie, nie chciał, żeby cierpiała... Przypomniało mu się, że ostatnim razem widział w podobnym stanie swojego tatę, który cierpiał z powodu ciężkiej choroby serca... Bał się wtedy o niego, choć nikomu o tym nie mówił. Był przecież tylko dzieckiem, choć często za dużo od niego wymagali... Nie wiedział, co się dzieje z jego mamą, ale bał się o nią tak samo, jak o tatę, nie chciałby stracić i jej... Kogo by wtedy miał? Straciłby dwie najukochańsze osoby na świecie...
Chichi natomiast prawie wiła się z bólu, choć przecież już go znała... Gdy rodziła Gohana, Goku był przy niej, wspierał ją, choć sam nie był na to przygotowany...
~~~~~~
To stało się tak nagle, gdy wrócił do domu po łowieniu ryb... Zobaczył swoją ukochaną wijącą się z bólu, nie wiedział, co się dzieje, co jej jest. Nie chciał, żeby coś jej się stało... Chichi w spazmach powiedziała mu, że muszą się dostać do szpitala. Niewiele myśląc, Goku wziął swoją żonę na ręce i na magicznej chmurce lecieli najszybciej, jak się tylko da... Niestety, nie zdążyła mu wtedy wyjaśnić, że tak będzie wyglądał poród, dlatego teraz strasznie się niepokoił... Kochał ją i nie chciał, żeby coś z nią było źle... Wciąż patrzył na nią smutnym wzrokiem i trzymał ją, w myślach popędzając chmurkę... Spytał ją nieśmiało:
- Chichi... A może przynieść trochę Senzu, może to coś pomoże na ten twój ból...
- N-Nie... Goku-sa... To... To nic nie da...
- Ale... Ja się martwię! Nie chcę, żebyś cierpiała, kochanie!
- Goku... To normalne... M-Muszę... Dotrzeć do szpitala! Nie opuszczaj mnie!
Nawet nie myślał o tym, żeby ją opuścić w takim momencie... Za bardzo mu na niej zależało...
- Kochanie... Trzymaj się!
W końcu dotarli do szpitala. Tam lekarze od razu wzięli ją na nosze, a Goku chwycił ją za dłoń...
~~~~~~
I teraz też ją ktoś chwytał w podobny sposób. Czy to...? Chichi miała zamknięte oczy z bólu, lecz otworzyła je, bo chciała się upewnić, czy to on... Przez moment widziała tylko zarys sylwetki i czarne włosy... Drżącym głosem spytała:
- G-Goku-sa... C-Czy to... Czy to ty...?
- Nie, mamo, to ja, Gohan, twój synek! Trzymaj się, zaraz tam będziemy, Bulma, daleko jeszcze...?
Żona Goku nie słyszała nic więcej, co mówił jej syn, tylko zaczęła bardziej jęczeć, nie wiadomo, czy bardziej z bólu, czy z żalu, że to nie był jej mąż. Wtedy dawała sobie jakoś radę, wspierał ją Gohan, ojciec, i przyjaciele, ale teraz... Teraz chciała mieć Goku przy sobie, chciała, żeby to on trzymał ją za rękę i mówił: Wytrzymasz, dasz sobie radę!. Musiała. Musiała dać sobie radę, inaczej nie byłaby godna takiego męża, jakim był Goku. Musiała to zrobić dla niego, dla swojego syna, dla tego dziecka...
W końcu dotarli na miejsce i wzięli ją szybko na nosze. Gohan chciał być przy mamie, dlatego trzymał ją za rękę i biegł wraz z lekarzami na salę... Zupełnie jak Goku przy jego narodzinach... W tym bólu już sama nie wiedziała, kogo widzi, czy męża, czy syna, dlatego szepnęła:
- G-Goku-sa... Nie zostawiaj mnie!
Gohan patrzył smutny i zaniepokojony tym, co widział, że jego mama majaczy... Choć może to nie były omamy, może w takich chwilach rzeczywiście potrzebowała bardziej ojca niż jego?
Chichi natomiast zdawało się, że obok Gohana widzi także swojego Goku, że biegnie obok jej syna, tak samo przerażony, kiedy Gohan przychodził na świat... Gdy jej syn coś mówił, to Goku też, mówił dokładnie to, co wtedy, jakieś 10 lat temu... Biegli razem z nią, by być przy niej...
- Mamo...
- Chichi...
- ...dasz sobie radę! - usłyszała ich jakby równocześnie.
Wspomnienia dziwnie mieszały się jej z tym, co było teraz, bo Goku wyglądał dokładnie jak podczas narodzin Gohana, przystojny dwudziestolatek...
Gohan nie mógł pójść z mamą dalej, lekarze nie pozwolili mu iść na porodówkę, dlatego stanął, a zaraz do niego podeszła Bulma i zabrała go do poczekalni... Jednak... Cały czas biegł z nią Goku, wszedł z nią do środka, choć nie wiedziała, że to tylko wspomnienie... Choć bardzo realne wspomnienie. Goku ukucnął przy niej i trzymał ją za rękę. Patrzył na nią smutnym, zatroskanym wzrokiem, od czasu do czasu zbliżając jej dłoń do swoich ust... Ona patrzyła się na niego błagalnym wzrokiem, mówiącym Nie opuszczaj mnie i męczyła się z bólu.
- N-Nie... Nie wytrzymam już tego dłużej! - krzyknęła.
- Spokojnie, poradzi sobie pani, jest pani silna, jest pani... - mówili lekarze i pielęgniarki, lecz wcale ich nie słuchała. Chciała, żeby był przy niej tylko Goku. Żeby tylko on coś mówił. Patrzyła na niego, czekając na jakieś słowa ukojenia. Wreszcie powiedział:
- Kochanie... Musisz dać sobie radę, musisz to zrobić... Dla mnie, dla naszego dziecka! Bo kocham was oboje... Jesteś przecież silna, dzielna, chwyć mnie mocniej i po prostu... - uśmiechnął się.
Zrobiła, tak jak jej powiedział. Chwyciła się go mocniej i zaczęła przeć z całej siły, jak tylko mogła, zdawało jej się, że Goku mówi do niej Jeszcze! Dasz sobie radę!, choć tak naprawdę mówili to lekarze... Parła coraz mocniej i mocniej... Jeszcze chwila, jeszcze moment... Już czuła, że za chwilę... Goku powoli puszczał jej rękę i uśmiechnął się, bo wiedział, że już nie będzie potrzebny... I wreszcie... Zasalutował i zniknął, ku zdumieniu żony. Ale... W tym samym momencie rozległ się głośny krzyk.
Ten krzyk usłyszeli czekający Bulma, Gohan i Ox King, który przyjechał natychmiast, gdy Bulma do niego zadzwoniła. Ucieszyli się, bo byli pewni, że dziecko Goku i Chichi właśnie przyszło na świat.
- Gratulujemy, to zdrowy chłopczyk... - powiedziała któraś z pielęgniarek do Chichi. Natychmiast wzięła małego synka na ręce, zmęczona porodem, ale też i szczęśliwa, że wreszcie widzi swoje drugie dziecko. Chłopczyk krzyczał bardzo głośno, ale uspokoił się, słysząc znajomy dźwięk... Bicie serca swojej mamy... Chichi przytuliła synka do swojej piersi i całowała delikatnie w czółko.
- Witaj, mój maleńki, to ja, twoja mama... No już, cichutko... - głos matki sprawiał, że dziecko było coraz spokojniejsze.
Lekarze natomiast wyszli do czekającej rodziny.
- I co, i co? - pytali równocześnie.
- Państwo, to zapewne rodzina...
- Tak... - skłamała Bulma.
- Tak, jestem ojcem tej pani.
- Ale co z moją mamą, panie doktorze?
- Pani Chichi teraz miewa się dobrze, urodziła zdrowego chłopca... Ale przyznaję, że dobrze, że tu trafiła, a nie rodziła w domu, bo mogłoby się to źle skończyć...
- Ale dlaczego? Proszę to wyjaśnić... - powiedziała zaniepokojona Bulma.
- Otóż podczas porodu pani Chichi dostała gorączki, majaczyła... Baliśmy się, że może coś się stać jej lub dziecku... Ale na szczęście - tu zwrócił się do Ox Kinga - pogratulować takiej córki, dzielnie to znosiła, jej organizm sam bardzo szybko zwalczył tę gorączkę, można powiedzieć, że to cud!
- Ale proszę pana, co moja mama mówiła?
- Cały czas kogoś wołała, chyba męża, zdawało jej się, że on tam jest... A właśnie, gdzie jest szczęśliwy ojciec?
- Nie żyje. - odparła Bulma.
- Och, przepraszam, przykro mi...
Tato... - pomyślał Gohan. - Tato... Czy ty tam byłeś, tato? - spojrzał w górę z jakąś nadzieją, że zobaczy ojca. Na próżno.
- Czy możemy ich zobaczyć? - spytał Ox King.
- Tak, oczywiście, proszę za mną.
Lekarz zaprowadził ich do sali, gdzie leżała szczęśliwa mama wraz z małym synkiem.
- Mamo!
- Córeczko!
- Chichi!
Wbiegli natychmiast i ją przytulili. Chichi czuła się już szczęśliwa i radosna, mając bliskich koło siebie.
- Witajcie, kochani...
- Chichi, w porządku? - spytała Bulma.
- Tak, już się czuję lepiej.
- Mamo, pokaż nam go! Pokaż mojego braciszka!
- Proszę... - odsłoniła twarz chłopczyka, który spał przytulony do piersi mamy. Wszyscy oniemieli z zachwytu. Był śliczny i całkiem podobny do Goku, te same rysy, te same oczka, nosek, nawet włosy układały mu się w ten sam sposób, co ojcu... Ox King i Bulma byli zachwyceni, podobnie jak i Gohan, jednak ten zasmucił się, bo braciszek przypominał mu bardzo tatę...
- Chichi, on jest prześliczny... - powiedziała cicho wzruszona Bulma. - Myślałaś już, jak mu dać na imię?
- Jeszcze nie, ale pomyślę o tym... Gohan, kochanie, nie chcesz go wziąć na ręce?
- No... Dobrze, mamo.
Z pomocą Chichi Gohan wziął ostrożnie brata na ręce. Gdy patrzył na niego, to smutek mu przechodził, bo w końcu to był jego brat, a to, że przypominał tatę... Dzięki temu czuł, że Goku wciąż jest z nimi.
- Witaj... Jestem twoim bratem, wiesz? - powiedział cicho do małego.
To był uroczy widok. Dwaj bracia. Chichi była szczęśliwa, widząc swoje dwa skarby, swoje dzieci...
Kilka dni później Ox King zabrał świeżo upieczoną mamę i maluszka do domu. Podczas jazdy panowała cisza, bo chłopczyk spał, aż nagle Chichi powiedziała:
- Goten.
- Co? - spytali równocześnie jej ojciec i starszy syn.
- Goten. Tak powinien nazywać się ten mały.
- Ale dlaczego, mamo? Goten... Niebiański?
- Tak. Bo jest po prostu darem niebios... - tak wyjaśniła synowi znaczenie tego imienia, lecz tak naprawdę powód dania tego imienia był zupełnie inny, znany tylko jej... Na pamiątkę tej nocy...


Przejdź do <-- Rozdział 3 / Rozdział 5 -->

Autorka: Kayleigh90


1931 Czytań | Drukuj