Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfik: Times of Peace - CH2PL
Dodane przez Gokusiek dnia 12-10-2010 22:48

  
"Times of Peace - Chapter 2"



Gohan bardzo ucieszył się z tego powodu, co sprawiło też radość Chichi, która obawiała się reakcji synka. Natychmiast podbiegł do mamy i ją przytulił, ciesząc się.
- Naprawdę, mamo? Naprawdę?
- Tak, skarbie. Będziesz miał braciszka albo siostrzyczkę.
- Cieszę się, mamo! Bo myślałem, że już coś z tobą nie tak...
- Nie, Gohan, to, że rano źle się poczułam, to jest normalne. Nic mi nie będzie.
- To dobrze. Wiesz, ja zawsze chciałem mieć rodzeństwo... - powiedział, rumieniąc się. Chichi zaśmiała się cicho, zakrywając usta.
- No widzisz, synku, marzenia czasem się spełniają... - roześmiali się oboje.
- Ale mamo, a kiedy dziecko się urodzi? - spytał zaciekawiony Gohan.
- Tego nie wiem dokładnie, skarbie, dlatego jutro wybierzemy się do miasta, do lekarza, a potem odwiedzimy Bulmę, co ty na to?
- Tak! Dawno jej nie widziałem, chcę też zobaczyć Trunksa, tak go lubię...
- Widzisz, niedługo będziesz miał takiego samego Trunksa...
- A jak to będzie dziewczynka, co? - spytał lekko złośliwym głosem.
- Heh, wiesz, czuję jednak, że to będzie chłopiec. Nie umiem tego wyjaśnić, ale tak czuję... Z tobą też tak miałam. - uśmiechnęła się. - A co, nie chciałbyś mieć brata?
- Chciałbym, nawet nie wiesz, jak bardzo! Ze mną miałaś tak samo? Opowiedz, mamo, jak to było, proszę! Opowiedz, jak byłem u ciebie w brzuchu i jak byłem mały! Proszę!
- No dobrze, skoro nalegasz...
- Hura!
Chichi opowiadała swojemu synkowi o tym, jak była z nim w ciąży, jak się czuła, gdy pierwszy raz poczuła, jak kopie, jak Goku troskliwie się nią zajmował, jaka czuła się szczęśliwa, gdy się urodził... Opowiedziała mu historię o tym, jak wybrano mu imię, jak rósł, zaczynał siedzieć, chodzić, mówić... I tak czas zleciał aż do wieczora, a Gohan wciąż słuchał tych historii zafascynowany. W końcu posłała syna do łóżka, bo następnego dnia mieli przecież jechać do miasta. Dzięki tym opowieściom i wspomnieniom poczuła się radosna. Znów się poczuła młodsza, jak wtedy, gdy wyszła za mąż i urodziła Gohana, choć przecież nie była stara, miała przecież dopiero trzydzieści lat... Gdy skończyła porządki, weszła na moment do pokoju Gohana, by sprawdzić, czy już śpi. Spał jak niemowlę, zadowolony. Uśmiechnęła się i wyszła. Gdy już się wykąpała i przebrała w koszulę nocną, uśmiechnęła się, pogładziła po brzuchu i szepnęła:
- Dobranoc, moje maleństwo.
Po czym położyła się spać.
Następnego dnia zaraz po śniadaniu wyruszyła z synem do miasta, najpierw do lekarza, a potem do Bulmy. Dostali się tam w nietypowy sposób - Chichi leciała na chmurce Kinto, a Gohan leciał obok niej. W trakcie lotu przypomniała sobie chwile, kiedy poznała Goku, wszak dawno nie leciała już na chmurce. Gdy dotarli do miasta, Chichi poszła najpierw do lekarza i kazała Gohanowi poczekać. Trwało to trochę, ale w końcu wyszła z gabinetu i jej syn spytał:
- I jak?
- Wszystko w porządku. Doktor mówił, że dziecko jest zdrowe i rozwija się dobrze.
- Ale kiedy się urodzi?
- Za jakieś 7 miesięcy, to będzie... Grudzień. No, w sumie jeszcze w tym roku.
Uśmiechnęli się do siebie. Chichi objęła syna i powiedziała:
- Dobrze, lećmy już do Bulmy. Też chciałam się z nią spotkać.
- Dobrze.
Po tych słowach wyruszyli prosto do Capsule Corp. Gdy dotarli, zastali Bulmę i jej mamę, które siedziały na dworze, a mały Trunks właśnie stawiał swoje pierwsze kroki.
- Czy on nie jest uroczy? - spytała mama Bulmy, gdy Trunks próbował sam wstać.
- Tak, jest. - odparła Chichi.
Zaskoczone panie Briefs spojrzały w stronę bramy, gdzie zobaczyły Chichi i Gohana. Bulma z radością wybiegła w ich stronę i z uśmiechem rzekła:
- Chichi! Gohan! Co wy tu robicie, wejdźcie.
- Witaj, Bulmo. - odparła Chichi.
- Dzień dobry. - powiedział Gohan. - Czy mogę pójść do Trunksa? - spytał od razu, jak tylko wszedł.
- Hehe, oczywiście. On bardzo lubi twoje towarzystwo. Pobaw się z nim. - odpowiedziała Bulma i natychmiast przytuliła Chichi. - Tak mi przykro, kochana. Tak bardzo mi przykro, to musi być dla ciebie straszne...
- W porządku, Bulma. Wiem, że robił wszystko, by nas uratować. - spojrzała na nią. - W porządku, jakoś sobie radzę, naprawdę, nie musisz się martwić.
- Och... No dobrze. Wejdź! Mamo! Przyszykuj coś do picia, Chichi i Gohan przyszli! Co chcesz do picia?
- Sok pomarańczowy, jeśli mogę.
- Oczywiście. Usiądź tutaj. - wskazała jej altankę na dworze, obok której Gohan bawił się z Trunksem. - Mamo!
- Już idę, kochanie. - mama Bulmy przyszła z tacką z piciem i oczywiście z pysznymi ciastkami własnej roboty. - Och, witaj, Chichi.
- Dzień dobry, pani Briefs. - odparła z uśmiechem.
- No, to co wy robicie w mieście? - spytała Bulma.
- A wiesz, musiałam załatwić parę spraw, a poza tym... Dość tego siedzenia w domu, muszę wyjść gdzieś, przecież wciąż mam ciebie za przyjaciółkę. - uśmiechnęła się.
- Ha? Czegoś tu nie rozumiem, Chichi. Zachowujesz się dziwnie, straciłaś męża, a uśmiechasz się i zachowujesz jak zawsze. O co chodzi?
W odpowiedzi Chichi spojrzała na bawiących się Gohana i Trunksa i po chwili milczenia powiedziała:
- Twój Trunks jest taki słodki... Gohan lubi się z nim bawić, bo nie miał nigdy z kim. - spojrzała w stronę Bulmy i pani Briefs. - Ale to wkrótce się zmieni.
Obie panie były tak zszokowane, że mama Bulmy otworzyła aż oczy ze zdumienia.
- Zaraz, to znaczy, że ty...
- Tak. Jestem w ciąży.
- Och, to wspaniale, gratulacje! - Bulma rzuciła się na szyję swojej przyjaciółce. - Teraz rozumiem... Sama od niedawna wiem, że macierzyństwo to wspaniała sprawa. A ty będziesz mamą po raz drugi... Ty szczęściaro! Zazdroszczę ci!
Zaczęły się obie z tego śmiać. Bulma i jej mama zaczęły ją wypytywać o to, kiedy dziecko się urodzi, jak się czuje i o wszystko, o Gohana również. Nagle koło towarzystwa przeszedł nie kto inny, jak Vegeta. Nie zwrócił jednak za specjalnie uwagi na gości, bo szedł coś zjeść i miał zamiar wracać do treningu. Bulma, widząc go, zawołała:
- Vegeta, skarbie, a może byś się przywitał z gośćmi?
Tu książę Saiyan zatrzymał się i zarumienił. Nie znosił, gdy Bulma mówiła do niego kochanie, skarbie, czuł się tym zażenowany.
- Aha, to ty, kobieto Kakarotta. Cześć.
- Ona ma na imię Chichi, przecież dobrze wiesz! I jest żoną Goku, a nie kobietą! Nie denerwuj jej, bo spodziewa się dziecka!
- Aha, co za wspaniała nowina. - rzekł z typowym dla siebie sarkazmem. - Więcej bachorów Kakarotto, cudownie... Wybaczcie, nie mam czasu na pogaduszki. - i odszedł w swoją stronę. Bulma gotowała się ze złości.
- Nie przejmuj się nim Chichi, on już taki jest. A z tobą, mój drogi, jeszcze się rozmówię za te zachowanie! - rzuciła w stronę Vegety. Chichi jednak śmiała się z tego.
- W porządku, nic się nie stało.
- Ech... Wiele mogę znieść, ale nie to, że w taki sposób się do ciebie odnosi... Mógłby okazać trochę szacunku żonie Goku!
- Ale naprawdę, nic nie szkodzi. Nie mówmy już o tym. Ale... Ty nadal z nim jesteś? - spytała szeptem.
- Oczywiście. Nie chcę, żeby Trunks wychowywał się bez ojca... Ale o ślubie nie ma mowy! Z resztą, on nawet nic na ten temat nie mówi.
Chichi była tym zszokowana. Nie myślała, że kobieta może nie marzyć o małżeństwie...
- Co?
- N-Nie... Nic, zupełnie nic. Zmieńmy temat. Bulma, czy masz jakieś ciążowe ciuchy? Wiesz, o co chodzi...
- Jasne. Myślę, że coś się znajdzie.
- Cieszę się. Bulma, gdzie jest łazienka?
Przyjaciółka wskazała jej drogę. Sama natomiast podeszła do Gohana i swojego synka. Coś chodziło jej po głowie...
- Dobrze się bawisz, Gohan?
- Tak. Twój Trunks jest taki fajny...
- Pewnie się cieszysz, że będziesz miał rodzeństwo, co?
- Jasne! Zawsze chciałem je mieć...
- Wiesz Gohan, mam pomysł, ale będziesz musiał mi pomóc...
- O co chodzi?
- Twojej mamie coś się należy. Chciałabym więc jej zorganizować przyjęcie - niespodziankę, zaprosimy naszych wszystkich znajomych...
- To wspaniały pomysł! Ale co mam zrobić?
- Musisz ich wszystkich powiadomić, że za tydzień będzie przyjęcie, a ja się zajmę resztą, zgoda? - mrugnęła do niego.
- Dobrze!
- Ok, to już nic nie mów, bo mama idzie. Zadzwoń do mnie za sześć dni...
- Co tam? - spytała Chichi.
- Nie, nic... - powiedziała Bulma. - Po prostu pytam się Gohana, czy się dobrze bawi, co nie...? - szturchnęła go.
- Tak, tak, racja...
Chichi uśmiechnęła się.
- Dobrze. Ale my musimy już lecieć. Robi się późno, ale dziękuję za rozmowę i gościnę.
- No dobrze... Czy wpadniecie jeszcze?
- No ja na pewno, w końcu muszę chodzić do lekarza. Do zobaczenia, kochana. - przytuliła przyjaciółkę.
- Do zobaczenia! Szerokiej drogi!
- Do widzenia, Bulmo! Papa, Trunks! - powiedział Gohan.
- Trunks, zrób papa Gohanowi. - po czym mały chłopiec grzecznie pomachał na pożegnanie. Ten widok ucieszył wszystkich.
Chichi i jej syn byli naprawdę zadowoleni z tej wizyty. A Gohan cieszył się jeszcze bardziej na myśl o przyjęciu... Że wszyscy przyjaciele znów się spotkają. I tym razem w takich wspaniałych okolicznościach, a nie w jakiejś bitwie, czy kolejnej walce o ziemię... Z tego Gohan cieszył się najbardziej, jak tylko mógł. Podczas podróży powrotnej był tak radosny, że śmiał się na głos i fikał koziołki w powietrzu.
- Hehe, z czego tak się cieszysz, Gohan?
- Haha, z tego, że ty jesteś taka radosna i uśmiechnięta, mamo!
Taka odpowiedź jej wystarczyła. Przed sobą widziała nową nadzieję na przyszłość - w jej dzieciach...
Następne dni wyglądały pozornie jak poprzednie. Chichi zajmowała się swymi obowiązkami, w wolnych chwilach robiąc na drutach ciuszki dla dziecka, Gohan natomiast uczył się, ale też mama pozwalała mu częściej na zabawę, co wykorzystywał, by powiadamiać wszystkich.
Najłatwiej był z dziadkiem, z Ox Kingiem, który często u nich bywał, tak więc Gohan powiedział jemu pierwszemu o pomyśle Bulmy. Dziadek był tym pomysłem zachwycony i obiecał, że pomoże w jego przygotowaniach. Następnie udał się na wyspę Genialnego Żółwia, by przekazać dobre wieści Roshiemu i Kuririnowi. Zarówno staruszek, jak i przyjaciel ojca Gohana byli mile zaskoczeni tym, że Chichi spodziewa się kolejnego dziecka.
- Tak, będę miał rodzeństwo, nie żartuję. - zaśmiał się Gohan, widząc zdumione twarze Kuririna i Genialnego Żółwia.
- No, to Goku zostawił nam fajną pamiątkę po sobie... - powiedział Roshi.
- Jak wspaniale... Moje gratulacje... Ech, zazdroszczę Goku, że ma ciebie, taką żonę, a teraz jeszcze drugie dziecko... - próbował się cieszyć Kuririn, lecz nadal miał złamane serce po tym, co zrobiła C18.
- Nie martw się, C18 na pewno wróci, w końcu kogo bliskiego teraz ma? Ale nie o to chodzi, chłopaki. Bulma wpadła na pomysł, by zrobić z tej okazji przyjęcie. Wpadniecie?
- Ooo... A sama Bulma też będzie? - spytał kierowany zbereźnymi myślami Roshi.
- No tak...
- Dobrze, to będziemy, prawda, Kuririn?
Kuririn dalej stał smutny.
- No dalej, Kuririn! Proszę cię, bez ciebie to nie będzie to samo... Zrób to dla mojego ojca, dla swojego przyjaciela... Nie cieszysz się naszym szczęściem?
- No, skoro nalegacie... Będziemy.
- To do zobaczenia! Ja muszę jeszcze kogoś odwiedzić!
- Na razie, Gohan!
Gohan zmierzałdo Pałacu Wszechmogącego, gdzie zamierzał zaprosić Dendego, Piccolo i Mr. Popo. Czuł się w tym momencie, jak anioł... Tak, jak anioł, w końcu umiał latać i przekazywał dobre wieści... Lecz, gdyby tylko tata mógł wiedzieć...
Po drodze zaprosił mistrza Świętej Wieży - Karina oraz Yajirobe, którzy powiedzieli, że przyjdą (choć Yajirobe kierował się tylko darmową wyżerką). Potem dotarł do swojego przyjaciela Dendego. Nie mógł się doczekać spotkania z nim oraz z Piccolo, swoim pierwszym trenerem...
- Witajcie!
- Gohan, to ty! - ucieszył się Dende.
- Cześć! Witaj, Piccolo.
- Cześć. Co sprowadza cię do nas? Nie powinieneś się uczyć i opiekować matką? - spytał z typową dla siebie troską Piccolo.
- Ja właśnie o niej chciałem wam coś powiedzieć. Moja mama spodziewa się dziecka!
- To wspaniale, Gohan! - ucieszył się Dende. Piccolo jakby to nie poruszyło. Wzruszył tylko ramionami i powiedział:
- Ziemianie... Nigdy was nie zrozumiem...
- Z tej okazji Bulma chce zrobić przyjęcie. Wpadniecie?
- Jasne - odparł nowy Wszechmogący.
- Piccolo, ciebie też zapraszamy!
- Mnie?! A niby po co?! - odparł zarumieniony. - Twoja matka mnie nie znosi, po co...
- Bo chcę, żebyś tam był. W końcu to będzie mój brat, albo siostra... Proszę.
- Nie lubię przyjęć, ale co tam... Tylko nie myśl, że robię to dla ciebie! - dodał z niepokojem Piccolo.
- Jasne, jasne... - Gohan zaśmiał się pod nosem. - W takim razie dziękuję wam i do zobaczenia na przyjęciu!
- Do zobaczenia, Gohan! - odpowiedział Dende.
Było już późno, więc Gohan wracał do domu.
Hehe, wiedziałem, że z Piccolo będzie najgorzej... Ale byłem pewien, że go przekonam.
Wszystko udawało mu się ukrywać przed mamą, a ona nic nie podejrzewała.
W ciągu następnych dni powiadomił Yamchę i Puara, którzy ochoczo zgodzili się na zaproszenie. Udało się mu nawet odnaleźć Tenshinhana i Chiaotzu, którzy zgodzili się przyjść, skoro wiedzieli, że wszyscy tam będą. Oolonga powiadomili Genialny Żółw i Kuririn, tak więc wszyscy byli zaproszeni. Dzień przed przyjęciem Gohan zadzwonił do Bulmy.
- Dobrze, Gohan, jesteś wspaniały. A teraz posłuchaj. Postaram się wyciągnąć twoją mamę na zakupy, jakby co, to pomożesz mi ją przekonać, ok?
- Dobrze.
- Pomogą ci moi rodzice pod pretekstem opieki nad tobą. Moja mama zajmie się jedzeniem, a ty pomożesz mojemu tacie.
- Zgoda.
- No i świetnie! To do zobaczenia!
- Do zobaczenia! - Gohan odłożył słuchawkę i odetchnął z ulgą, lecz za chwilę się przeraził.
- Kto to był, kochanie?
- C-Co... Nie, mamo, to tylko... - nie wiedział, co wymyślić. - To tylko... Jacyś konsultanci z promocjami, hehe...
- Aha. Mam nadzieję, że niczego nie zamawiałeś, co?
- Nie, nie, mamo, o to się nie martw, hehe...
Gohan dziwnie się zachowuje. - pomyślała - Ale nic, przejdzie mu. Taki wiek.
Następnego dnia Bulma zjawiła się wraz ze swoimi rodzicami i Trunksem w domu Goku. Wbiegła wręcz i powiedział, przerywając śniadanie:
- Jesteś gotowa, kochana?
- Bulma! Co ty tu robisz? Gotowa na co?
- Jak to na co, na wspólne, babskie zakupy! - wyciągnęła torby.
- Hehe, oj nie, nie tym razem... Nie mam czasu, muszę się zajmować domem, Gohan...
- Daj spokój, nawet nie chcę tego słyszeć! Są tu ze mną moi rodzice, oni z przyjemnością zajmą się Gohanem! A tobie coś się należy, nie daj się prosić...
- Mamo, idź, ja sobie poradzę...
- Widzisz? Zrób coś dla siebie, chociaż raz, proszę...
- No dobrze, skoro nalegasz... Może tego mi potrzeba?
- I świetnie!
Po chwili odleciały odrzutowcem Bulmy do miasta. Pani Briefs natychmiast zajęła się szykowaniem jedzenia, natomiast Gohan pomagał ojcu Bulmy przy ustawianiu stołów, przy dekoracjach, a także szykowaniem innych rzeczy na przyjęcie. Syn Goku z chęcią pomagał, jak tylko mógł panu Briefsowi. W pewnym momencie, gdy miał podnieść kilka paczek, nagle zrobił to za niego ktoś inny. Zdziwiony odkrył, że to był... Vegeta.
- No co się gapisz? - zawstydził się. - Bulma mnie przysłała do pomocy przy tym waszym idiotycznym przyjęciu... Ale i tak tego nie znoszę, tych przyjęć... Co się śmiejesz?!
- Nic, bo jestem ciekaw, jak cię zaszantażowała tym razem, hehe...
Vegecie przypomniały się niemiłe słowa Bulmy: Bo już nie zbudujemy ci nowej sali treningowej!. Wnerwił się na Gohana:
- Do roboty, gówniarzu! Nie będziesz mi tu pyskował!
- Dobrze, dobrze... - lecz syn Goku nadal się śmiał.
Tymczasem Bulma zabrała Chichi do centrum handlowego. Trochę się tam zmieniło, odkąd była tam ostatnim razem.
- Dawno tu nie byłaś, co?
- No... Co chcesz najpierw robić?
- Nie, kochana, to twój dzień. Czas na małą... Metamorfozę, hihi...
- Oj nie, ja...
- Kochana... Spójrz mi prosto w oczy i powiedz, kiedy ostatnio byłaś u fryzjera, czy na takich porządnych zakupach? Nie chciałaś tego zrobić?
- W sumie może masz rację...
- To świetnie! Bo zapisałam cię tu do fryzjera, z resztą, ja też idę...
- Co, ale...
- Nie marudź, idziemy!
Bulma wręcz wepchnęła do środka swoją przyjaciółkę. Po chwili Chichi poczuła się nieco pewniej, będąc w środku. Dała się namówić na zmianę fryzury - pozbyła się grzywki. Bulma natomiast... ścięła włosy na krótko. Po wyjściu przyjaciółka Chichi tak skomentowała jej nową fryzurę:
- No, no, kochana... Od razu o kilka lat młodziej... Ładnie ci z odsłoniętym czołem.
- Dziękuję. Tobie też ładnie w tych włoskach.
- Dobra, pora na zmianę ciuchów. Musisz coś zmienić w swojej szafie, kochana.
Udały się na wyprawę po sklepach. Z pomocą przyjaciółki Chichi wybierała sobie nowe ubrania, sukienki w swoim ulubionym stylu, ale w żywszych kolorach... Najbardziej przypadła jej do gustu ta żółta sukienka, tak, że nawet po przymierzeniu i zapłaceniu jej nie ściągnęła. Kupiła też sobie kilka innych ciuszków, kilka par butów... Bulma była zadowolona, widząc uśmiech na twarzy przyjaciółki. Zjadły coś, lecz do przyjęcia zostało jeszcze trochę czasu. Na szczęście sprytna Briefs miała plan B. Postanowiły wybrać dodatki. Chichi uwielbiała to. Przymierzać różne paski, kolczyki, bransoletki... Wybrała sobie śliczny komplet, lecz czasu było wciąż za dużo.
Co robić, co robić? - myślała Bulma. Lecz jej oczom ukazało się rozwiązanie - salon kosmetyczny. Z resztą i tak o tym myślała - jak szaleć, to na całego!
- Nie powinnyśmy już wracać, Bulma?
- Nie, nie... Jeszcze musimy pójść tam! - wskazała na salon.
- Co? Oj, nie... Na to już nie dam się namówić...
- Ale o czym ty mówisz, przestań...
- To nie ma sensu... Nie ma już dla kogo się stroić, ani upiększać... - odpowiedziała smutno.
Bulmie zrobiło się głupio, w końcu Chichi straciła męża, miała prawo się tak czuć... Pamiętała, że podobnie czuła się po stracie Yamchy... Jednak przypomniało jej się coś jeszcze.
- To nieprawda! Goku nie żyje, ale to nie znaczy, że nie masz dla kogo być i czuć się piękna. Musisz to robić dla siebie, a poza tym... Masz przecież wspaniałego syna i wkrótce... - dotknęła jej brzucha - znowu będziesz mamą. Spójrz na mnie. To dla nich musisz być najpiękniejsza.
Uśmiechały się do siebie przez dłuższą chwilę. Potem weszły do środka, gdzie Chichi poddała się kilku zabiegom oraz pozwoliła sobie na delikatny makijaż. Czuła się zadowolona i piękniejsza od czasu, gdy widziała ostatni raz Goku. Tego było jej trzeba. Po wszystkim wyruszyły do domu, gdzie wszystko było już przygotowane. Gdy weszły do środka, wszyscy goście przywitali ją głośnym: NIESPODZIANKA!. I w istocie, była to dla niej niespodzianka. Była w takim szoku, że musiała aż usiąść. Wzruszona, spytała:
- Ale... Ale jak? Dlaczego? To wszystko... To wszystko dla mnie?
- Oczywiście! - odparła Bulma. - Należy ci się coś, w końcu zostaniesz matką po raz drugi... No i chcieliśmy jakoś uczcić pamięć Goku. Tak więc dzisiaj niczym się nie martw, tylko baw się dobrze. To był mój pomysł, więc wszystkim się zajmę... Gohan mi pomagał.
- To prawda, synku?
- Tak, mamo. To wszystko dla ciebie. Wszyscy tu są z twojego powodu.
- Nawet nie wiem, jak wam dziękować, kochani... W życiu bym się nie spodziewała... Tak bardzo się cieszę! Zacznijmy przyjęcie!
Wszyscy się ucieszyli i dobrze bawili... Goście pytali Chichi, jak się czuje i gratulowali jej z powodu dziecka.
- Nawet ty tu jesteś, Piccolo? - spytała żona Goku.
Nameczanin natychmiast się zarumienił i typowym dla siebie tonem odparł:
- Ech... Nie chciałem, żeby Dende leciał sam, ktoś musi o niego dbać.
- Dobrze, jak tam chcesz... - wszyscy zaczęli się z tego śmiać.
Tylko trójka gości wydawała się być niezadowolona, że tu są - byli to Vegeta, Piccolo... i Kuririn. O ile dla pierwszych dwóch to było normalne (nigdy nie wydawali się być zadowoleni z czegokolwiek), o tyle dla Kuririna było to nietypowe zachowanie. Wciąż myślał o C18 i nie czuł się dobrze, widząc taką rodzinną atmosferę. Sam bowiem myślał, że nigdy nie zazna tego szczęścia. Z nikim za bardzo nie rozmawiał podczas przyjęcia. W końcu podszedł do gospodyni, która rozmawiała z Bulmą i powiedział:
- Chichi, dziękuję za przyjęcie i jeszcze raz gratuluję, ale ja... ja już chyba pójdę.
- Co? Czemu, zostań jeszcze... A co z Genialnym Żółwiem?
- Wybaczcie, ale nie jestem w nastroju, przyszedłem, bo Gohan mnie o to prosił, a poza tym puścić gdzieś tego staruszka samego... Tylko wam zawadzam. A on... Jakoś sobie poradzi. Bulma, najwyżej odwieziesz go do Żółwiej Chaty. Do zobaczenia.
I po tych słowach wyszedł.
- Co?! Kuririn, wracaj! Nie mam zamiaru być sam na sam z tym zboczeńcem, słyszysz?! Wracaj! - wrzeszczała Bulma, lecz Gohan ją uspokoił i powiedział, że najwyżej sam poleci odwieźć Roshiego.
Tymczasem Kuririn nie odleciał od razu do domu, lecz poszedł na spacer w te okolice, gdzie często bywał z Goku. Wciąż myślał o niej i gapił się bezmyślnie w rzekę. Nagle usłyszał jakiś głos:
- Hej, ty!
Głos wydał mu się dziwnie znajomy, obejrzał się do tyłu, ale nikogo nie zobaczył.
- Pewnie mi się przesłyszało, niemożliwe, żeby...
- Hej, ty! Tak, do ciebie mówię! - obrócił się i zobaczył... C18, która pojawiła się nie wiadomo skąd. Kuririn mocno się zdziwił, widząc ją w tym miejscu. Podszedł do niej.
- C18? Co ty tu robisz?
- Szukałam ciebie,... Jak ty właściwie masz na imię?
- Kuririn. - uśmiechnął się, jakby go to wcale nie zraziło, że jego ukochana nie pamięta jego imienia. Ważne, że tu i że z nim rozmawiała. - Czemu mnie szukałaś?
- Bo... Bo chciałam z tobą porozmawiać. Nawet nie zdążyłam spytać o tyle rzeczy... - zarumieniła się. Widać było, że życzenie Kuririna się spełniło - odzyskiwała człowieczeństwo, a przy tym uczucia.
- No... Dobrze. Z chęcią z tobą porozmawiam. - uśmiechnął się. - Ale jak mnie tu znalazłaś?
- Byłam w tym twoim domu, ale ten żółw powiedział mi, że jesteście w domu Goku na jakiś przyjęciu. Nie chciałam wchodzić, to czekałam, aż przyjdziesz. A właściwie z jakiej okazji to przyjęcie? Myślałam, że Goku nie żyje...
- Bo to prawda, ale jego żona, Chichi, spodziewa się dziecka. Chcieliśmy jej pogratulować...
- Spodziewa się dziecka... Ciekawe, jakie to uczucie...
- Hehe, może kiedyś się dowiesz... - zażartował Kuririn. Patrzyli razem w stronę domu Goku.
- Może... Kiedyś... - odparła C18 i złapała Kuririna za rękę. Poczuł się szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Spojrzeli na siebie, po czym, trzymając się za ręce, odlecieli w stronę Żółwiej Chaty, a zachodziło już słońce...
Wkrótce przyjęcie się skończyło, a goście się rozeszli... Najdłużej została Bulma, która pomagała Chichi w sprzątaniu. Lecz i ona musiała już wracać. Chichi szykowała się już do spania, gdy przyszedł Gohan i powiedział:
- Mamo... Ślicznie dzisiaj wyglądałaś. Lubię, kiedy taka jesteś... Szczęśliwa i uśmiechnięta. Ładna ta twoja nowa fryzura...
- Och, dziękuję, kochanie... Dziękuję za wszystko.
Pocałowała swego synka w czoło, po czym Gohan poszedł do swojego pokoju spać. Chichi również się położyła do łóżka. To był cudowny dzień.
Hmm... Bulma jest cudowna... Miała świetny pomysł i miała rację... W końcu Gohan powinien mieć śliczną mamę... Ale te przyjęcie! Coś wspaniałego... Ostatnim razem czułam się taka śliczna i doceniona chyba na moim weselu... Czyli to chyba mój drugi najszczęśliwszy dzień w życiu. Ale jestem zmęczona... Lecz było cudownie. Dobranoc, maleństwo. Dobranoc, Goku-sa.


Przejdź do <-- Rozdział 1 / Rozdział 3 -->

Autorka: Kayleigh90


2199 Czytań | Drukuj