Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfic autorstwa Frodli: Tenki-jin Saga cz.4
Dodane przez medyq dnia 22-11-2009 11:42

  Odc. 31 - "Nic nowego"

Bell spojrzał na Vegetę z pewnym niedowierzaniem.
- To ty... -wyszeptał.

+ + +

Vegeta, Nappa i Raditz stali naprzeciw gromady Tenki-jinów. Do tubylców przemówił ten pierwszy.
- Poddajcie się, a ocalicie życie. Staniecie sie niewolnikami Freezy, ale wasza rasa nie ulegnie zagładzie.
- Łżesz! -krzyknął Bell- Jesteście takimi samymi bestiami jak ten przeklęty Changeling!
Zapadła niezręczna cisza.
- Jeśli ten młodzik odpowiada w waszym imieniu, nie widzę innego wyjścia. -wycedził Vegeta i wystrzelił kilka pocisków w tłum Tenki-jinów.
Cała grupa zginęła w wybuchach, ale dwie osoby odskoczyły przed pociskami w bok- Bell i Frodli.
- Bracie, musimy pomścić naszą rasę. -odezwał się ten drugi.
- Wiem. Wezmę tego łysego i kudłacza, ty odciągnij stąd ich wodza. -odparł starszy.
Frodli podleciał do Vegety i wymierzył mu policzek.
- To za moich pobratymców! -wykrzyczał- Leć za mną, a jeszcze niejeden cios na ciebie spadnie!
I ruszył na zachód, po chwili zniknął im z oczu. Vegeta pogładził sie po zaczerwienionym licu.
- Cóż za zniewaga. -wycedził- Zajmijcie sie tym drugim. Ja poszukam tego małego i nauczę go szacunku.
Vegeta wystartował i odleciał. Nigdy później Bell go już nie widział. Aż do teraz.

+ + +

- Frodli, ten tchórz, teleportował sie na inną planetę, gdy miałem go zabić. -podjął rozmowę Vegeta- nappa i Raditz też dali ci się zaskoczyć. Nie spodziewałem się, że to ty nękasz mojego kuzyna i jego podwładnych.
- Tomat? -zadrwił Tenki-jin- Zabiłem go własnymi rękami. A tak się chwalił, że jest super Saiya-jinem... -w tym momencie Vegeta zacisnął pięści- Wcześniej był jego pożałowania godny brat, Potat... Teraz znokautowałem jakiegoś młodzika, nie wiem, czy jeszcze żyje.
- Gohan... -wyrwało się Saiya-jinowi.
- Gohan? Tak, chyba tak się nazywał... Pozostałych przy życiu nie zdążyłem dobić, bo ty przybyłeś. I nie stanę przeciw nim do walki, dopóki ty stąpasz po ziemi.
- Urocze. -ironizował książę Saiya-jinów- Uub!
Ciemnoskóry chłopak z trudem podniósł się z ziemi. Miał zadrapany tors i podłużną, krwawiącą ranę szarpaną na prawym bicepsie.
- To ty Vegeta? -odparł Murzyn- Nieoczekiwana pomoc jest po stokroć cenniejsza. Nie wiem tylko, co z Gohanem.
- Właśnie po to cię wołam! -warknął Vegeta- Znajdź go, odszukaj Saiya-jinów i zabierajcie się stąd. Na pewno mają więcej baz niż ta zniszczona. Niech nikt tu nie wraca. Naprawię robotę spartaczoną przez Nappę i brata Kakarotto.
Z lekkim zdziwieniem Uub przytaknął.
- Leć na południe. -dodał Vegeta- W jakimkolwiek nie byłby stanie, Gohan wciąż żyje.
- To dobrze. -rozpromienił się chłopak- Już mnie tu nie ma.
Uub wzleciał w powietrze, wytworzył bezbarwną aurę i ruszył we wskazanym kierunku. Kilka sekund później zniknął im z oczu.
- Hej wy tam! -ryknął na osłupiałych Saiya-jinów- Wynocha mi stąd! To ja go zabiję!
Gromada zdumiona na widok Vegety nie potrafiła sie zdecydować.
- Głusi jesteście!? Wracajcie do jakiejś bazy, przygotujcie się na przyjęcie rannego Gohana! -ponaglił ich.
Ten rozkaz pojęli natychmiast. W ciągu sekundy pozostała po nich tylko bezbarwna smuga po ich aurach. Vegeta spojrzał na Bella.
- Czas zacząć walkę. -wyrzekł i napiął mięśnie.
Rozsunął lekko ręce i podniósł nieco podbródek. Powstała wokół niego złota aura, której krańce znajdowały się około pół metra od ciał saiya-jina. Włosy i brwi z czarnych zmieniły się w złote, a czarne oczy przybrały kolor niebieski. Vegecie to jednak nie wystarczyło. Zacisnął pięści, żyły wystąpiły my na skórze. Dokoła niego pojawiła się elektryzująca, dwa razy większa poświata, a włosy zesztywniały całkowicie. Teraz dopiero wojownik się rozluźnił, choć żyły na bicepsach i skroniach wciąż były doskonale widoczne.
- Nappa i Raditz ci tego nie pokazali? Jaka szkoda... -drwił Saiya-jin.
- Gohan i Tomat też próbowali mnie tym zaskoczyć. Jeszcze ten trzeci coś tam czarował. żaden z nich nic nie zdziałał. Ty nie jesteś nawet od nich silniejszy. -zauważył Bell.
- Zmierzmy się. -zaproponował Vegeta.




Odc. 32 - "Vegeta coś kombinuje"

Bell spojrzał na Vegetę z pogardą.
- Jesteś słabszy od Gohana. Jak chcesz mnie pokonać, jeśli jego omal nie zabiłem?
Pytany spojrzał ze złością na swe zaciśnięte pięści. "Co za idiota. Jeszcze do niego nie dotarło, że jestem księciem Saiya-jinów? W razie czego nie będę szedł na całość."
- Jesteś żałosny. -stwierdził Bell- Ruszasz do beznadziejnej walki bez szans na zwycięstwo.
- Zamknij się! -ryknął Vegeta- Nigdy tak do mnie nie mów!
Wzbił się w powietrze i zatrzymał na wysokości kilkunastu metrów. Bell nie pozostał gorszy i zrównał się z nim wysokością.
- Takiego przeciwnika jak ja jeszcze nie miałeś. -stwierdził Saiya-jin.
- I vice versa. -odparł Bell.
Vegeta wyciągnął w jego kierunku prawą rękę i pokiwał palcem wskazującym.
- Błąd. Starłem sie dwa razy z Frodlim. Wiem, czego się po tobie spodziewać. Ale co tu gadać, walka czeka.
Zaraz po tych słowach Vegeta zaczął ciskać z obu dłoni pociskami Ki. Bell nie zareagował i wszystkie po wybuchały na jego torsie. Vegeta spokojnie poczekał, aż dym powstały w starciu jego techniki z ciałem Tenki-jina się rozwieje. Oczywiście Bell wyszedł z opresji bez szwanku, poza kilkoma zadrapaniami na korpusie. Tenki-jin spojrzał na swój napierśnik, a następnie na Vegetę.
- Niezbyt imponujące. -stwierdził i również wypuścił w kierunku dziesiątki ładunków energii.
Vegeta nie zdążył zripostować i musiał się przed nimi uchylać. Kiedy minął się z wszystkimi okazało się, że pociski nie rozbiły się w oddali, lecz pozostały w powietrzu, zewsząd otaczając Saiya-jina. Zadowolony Bell wyciągnął przed siebie lewą rękę z wyprostowanymi palcami i roześmiał się.
- Pożegnaj się z życiem. Gdy zaciśnę pięść, wszystkie te kule Ki ruszą w twym kierunku. Nie będziesz mógł nigdzie uciec. -wyjaśnił Tenki-jin.
Vegeta rozejrzał się ze zdenerwowaniem. Bell zauważył to i zdecydowanie zacisnął pięść. Wszystkie pociski jak wystrzelone z procy ruszyły ku Saiya-jinowi. Na szczęście atakowany nie stracił głowy i skoncentrował się mocniej, tworząc ze swej aury złocistą barierę ochronna. Mimo to energia przeciwnika spowodowała w nim zmęczenie w wyniku turbulencji po wybuchach. Vegeta opuścił barierę i natychmiast ruszył do ataku. Jego proste i kolana nie zadały przeciwnikowi żadnych obrażeń, ale udany kop z półobrotu wytrącił wroga z równowagi. Teraz udało się kilka razy uderzyć Bella w tors i twarz, ale Tenki-jin przyłapał Vegetę na opuszczonej gardzie i kopniakiem "z partyzanta" odrzucił go wiele metrów do tyłu. Teraz to Bell przejął inicjatywę. Na klatę, uda, ramiona i głowę Saiya-jina spadały ciosy zadawane pięściami, stopami i piszczelami. Po paru chwilach Vegeta otrząsnął się i złapał w swe dłonie obie pięści Tenki-jina. Przeciwnik szarpnął, ale nie udało mu się wyswobodzić rąk. Zaczęli więc zderzać się kolanami. Vegeta postanowił zakończyć to mocowanie i z całej siły uderzył Bella czołem w nos. Tenki-jin natychmiast schował twarz w dłoniach. Vegeta tylko na to czekał. Cofnął się kilkanaście metrów, a następnie rozłożył ręce tworząc ze swego ciała krzyż. Po tym zaczął zbliżać do siebie obie dłonie, łącząc ze sobą nadgarstki na wysokości swego torsu, cały czas mając wyprostowane ręce.
- Do tej pory tylko dwie osoby przeżyły ten atak! -wrzasnął Vegeta- Próbuj szczęścia! Final Flash!!!
Spomiędzy dłoni Saiya-jina wystrzelił promień Ki o kształcie stożka, z wierzchołkiem u źródła ataku. Dzięki temu Bell został w całości pochłonięty przez falę energetyczną Vegety.
Z czasem Vegeta poczuł, że poziom energii przeciwnika coraz szybciej maleje. To tylko go dodatkowo zdopingowało. Natężył maksymalnie mięśnie, jego aura zwiększyła się jeszcze dwukrotnie, pioruny wychodzące z jego ciała uderzały o ziemię, tworząc niewielkie kratery. Oczywiście Final Flash tez przybrał na sile i natężeniu. W kilka chwil Vegeta przestał wyczuwać jakiekolwiek oznaki życia Bella. Postanowił więc zaprzestać naporu. Opuścił ręce wzdłuż ciała, a następnie skrzyżował je na piersiach. Jego aura zniknęła, ale włosy pozostały kłosiano-złote.
- Nie udawaj umarlaka! -ryknął- Jesteś zbyt silny, by zabił cię ten atak!
Odpowiedziała mu cisza.
- Taki głupi to ja nie jestem. Co prawda żaden z ziemskich wojowników by tego nie przeżył, ale on jest lepszy, niż na takiego wygląda. -mruczał pod nosem.
Rzeczywiście, Bell przeżył. Pojawił się za plecami Vegety.
- A kuku. -zadrwił i zderzył swe pięści z jego skroniami.
Saiya-jina zamroczyło, włosy wróciły do czarnej barwy. Vegeta zaczął opadać w dół bez świadomości.




Odc. 33 - "Niespodzianka Vegety"

Tuż przed zderzeniem z podłożem Vegeta ocknął się i wylądował na czworakach.
- Tak myślałem. Nie ma sensu z nim dalej walczyć. -powiedział do siebie, a do Bella krzyknął:- Hej, ty tam! Nie chcę dalej z tobą walczyć!
Tenki-jin oparł dłonie na biodrach.
- Strach cię obleciał? A może chcesz oddać się w moje ręce? W każdym bądź razie, nie licz na moją wspaniałomyślność. zginiesz albo w walce, albo tak, jak stoisz.
Vegeta zrównał sie z nim wysokością i skrzyżował ręce na torsie.
- O to sie nie bój. Nie chcę tylko tracić więcej czasu. Mam pomysł. Ja stanę sobie spokojnie na ziemi, a ty zaatakujesz mnie swoją najlepszą techniką. Jeśli naprawdę jesteś lepszy, to zmieciesz mnie z powierzchni tej planety. -zaproponował Vegeta.
- A jeśli nie uda mi się ciebie zabić? -spytał Bell.
- Jeśli przeżyję, to wyniesiesz się z Kuntu raz na zawsze. Inaczej zginiesz marnie.
Bell wybuchnął śmiechem.
- Cóż za propozycja! Dobra, przystaję na to. I tak załatwię cię na dobre.
Vegeta nie zmienił wyrazu twarzy- cały czas był zimny i obojętny.
- Ląduję na ziemi. Masz tyle czasu, ile chcesz.

+ + +

Uub leciał w kierunku wskazanym przez Vegetę. Po kilku minutach lotu dostrzegł świeżą stertę kamieni. Szybko wylądował i zaczął przerzucać głazy, by odsłonić ciało Gohana.
- Jak Vegeta wyczuł jego energię? Nawet z bliska sprawia wrażenie umarłego. -mruczał pod nosem.
Rzeczywiście, wojownik przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Z całego stroju zostały tylko ściągnięte niebieskim pasem pomarańczowe spodnie. Na prawej nodze były urwane przy kolanie, na lewej na całej długości miały kilka podłużnych rozerwań. Poraniony tors unosił się i opadał mniej więcej raz na minutę, a z lekko rozchylonych warg powoli wypływała strużka krzepnącej krwi. Leżał na plecach, z lewą ręka położoną na brzuchu, a prawą wzdłuż ciała.
- Jak by go tutaj doprowadzić do porządku? -zmartwił się uub- Aha! Przecież miałem go doprowadzić do bazy Saiya-jinów!
Skoncentrował się i zamknął oczy. Wyczuł trzynaście źródeł energii zebranych w jednym miejscu.
- To oni...
Podniósł delikatnie Gohana i przełożył go sobie przez ramię.
- Zabiorę go do nich. -postanowił, wzniósł się w powietrze i odleciał.

+ + +

Vegeta od paru minut stał ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.
- Długo mam czekać? A może nie wiesz, co robić? -zadrwił.
Bell podniósł do góry obie ręce i trochę je rozchylił.
- Pożałujesz swojej buty! Za pięć minut zostanie po tobie wspomnienie!
Nad jego głową pojawiła się niewielka, fioletowo świecąca kula wielkości piłki ręcznej. W minute urosła dziesięciokrotnie.
- Ten atak może przeżyć tylko ktoś silniejszy ode mnie. Już po tobie!
Kula znów urosła dziesięciokrotnie, miała już średnicę prawie 30 metrów. Minęła kolejna minuta.
- Zostały ci trzy marne minuty życia. -stwierdził Bell.
Vegeta stał spokojnie. Zaczął powoli podnosić swój poziom energii. Po minucie stał się Super Saiya-jinem, po kolejnej był już na poziomie Super Saiya-jin 2.
- Jeszcze minuta i rzucam! -ryknął Tenki-jin.
W tym momencie Vegeta podniósł trochę podbródek, by spojrzeć w zenit. Jego złoto-elektryczna poświata wzrosła do rozmiarów kuli Bella. Tenki-jin ani trochę się tym nie zląkł.
- Głupiec. -wyszeptał.
Kula zwiększyła się (tym razem dwukrotnie) i zaczęła powoli kurczyć. Po minucie miała mieć wcześniejsze rozmiary, ale energia zgodnie z prawami fizyki wzrosła ośmiokrotnie.
- Dalej frajerze! Zaraz rzucam! -ostrzegł Bell.
W tym momencie Vegeta zaczął głośno krzyczeć i wyzwalać całą energię. Dokoła niego zaczęła rozchodzić się koliście oderwana ziemia, po paru chwilach średnica sięgał kilkudziesięciu metrów. Jego tors, ręce i nogi prawie o połowę zgrubiały, ale kombinezon i puklerz nie rozerwały się dzięki zastosowanym materiałom. Z jego ciała zaczęły dobywać się promienie. Bell postanowił nie zwlekać.
- Sprawdźmy, co umiesz! -ryknął i rzucił kulę w Vegetę z okrzykiem:
- Tenki Death Ball!
Kula ruszyła w kierunku Saiya-jina i po chwili zaczęła wtapiać sie w jego aurę. Już miała go uderzyć, gdy on zaparł się o podłoże i dotknął kulą dłońmi. Jego postać ginęła w złotej poświacie.




Odc. 34 - "Książę wojowników"

Tenki Death Ball przestał posuwać się do przodu. Dłonie Vegety powstrzymały atak. Złoto-elektryzująca poświata zaczęła stawać się coraz bardziej przejrzysta. W końcu Bell ujrzał Vegetę. Saiya-jin miał sięgające pasa, złote włosy, nie miał za to brwi. Teraz dorównywał siłą Bellowi, a nawet miał przewagę. Tenki-jin wyciągnął ręce w kierunku kuli, by dać jej więcej energii.
- To nic nie da! -odparł Vegeta na jego gest- Zaraz odbiję kulę w ciebie!
Rzeczywiście, po chwili Death Ball zaczął oddalać się od niego w kierunku Bella. Po minucie była w połowie drogi. Po następnej dotknęła dłoni Bella.
- co za kretyn... nie załatwi mnie moim własnym atakiem... -wymamrotał i popchnął kulę do przodu.
Vegeta opuścił jedna rękę, a w drugiej uformował pocisk Ki.
- Nie mam czasu na siłowanie się z tobą. Big Bang Attack!!!
Podłużny ładunek energii wystrzelił w kierunku Bella, po drodze zderzając się z Death Ballem. Kula odkształciła się, gdy do jej wnętrza wtargnął atak Vegety. W kilka sekund nabrała tego samego kierunku i ruszyła ku Tenki-jinowi. Ten wystrzelił jeszcze w Death Balla, ale pocisk rozbił się tylko o ścianę kuli Bell postanowił zaprzeć się rękami, ale jego dłonie nie powstrzymały ataku. Kula zaczęła go ogarniać. Spróbował wytworzyć barierę ochronną, ale nie dał rady wobec ogromu napierającej energii. Po chwili był już w centrum Death Balla, gdy Big Bang attack wybuchnął, pociągając za sobą destrukcję kuli. Tenki Death Ball zdetonował się przy akompaniamencie huku eksplozji, krzyku Bella i cichego śmiechu Vegety.

+ + +

Światło eksplozji dotarło aż do Uuba lecącego do bazy Saiya-jinów.
- Co za energia... Vegeta nie przyleciał tu na próżno. Wzmocnił się przed odlotem. -wyszeptał.
Chwilę później, po kwadransie od opuszczenia Vegety dotarł do nowej siedziby Saiya-jinów. Cała trzynastka oczekiwała jego przybycia po wyczuciu energii lecącego. Uub wylądował i położył delikatnie Gohana na ziemi. Czterech Saiya-jinów natychmiast przyniosło nosze, na których ulokowano jego ciało.
- Zabierzemy go do komory odnowy. -zapewnił Parsley, nowy przywódca- Za pół godziny będzie zdrów jak ryba.
- Mam nadzieję. -odparł Uub.
Z troską spojrzał w kierunku walczących. Jedna siła wyraźnie przeważała.
- Vegeta chyba się przeliczył... -pomyślał Murzyn- Tymczasem wezmę sie za medytację. Za dwa tygodnie powinienem skończyć.

+ + +

Vegeta wzniósł się w powietrze, by zlustrować pole walki. Gdy kurz opadł, ujrzał Bella leżącego w niewielkim kraterze, zwiniętego w kłębek.
- Nie mam czasu na dalszą zabawę. -stwierdził Vegeta.
złożył ręce niczym Son goku do Kamehameha, przyłożył je do lewego boku i cofnął trochę lewą stronę ciała, patrząc przy tym na Tenki-jina. W dłoniach powstał mały ładunek Ki, który w kilka sekund skoncentrował w sobie wielką energię.
- Bell, co z ciebie za frajer... Zginiesz, pozostawszy nieprzytomnym. Skończę robotę sprzed pięćdziesięciu lat.
Energia osiągnęła maksymalny poziom- cios równy sile Vegety.
- Garlic Cannon! -wrzasnął i skierował promień w Bella.
Czoło pocisku zderzyło się z ciałem Tenki-jina i w tym momencie eksplodowało. Wybuch był jeszcze większy niż po Death Ball, cała planeta zadrżała w posadach. Krater po eksplozji miał półkulistą formę, czyli jego średnica była dwa razy większa od głębokości i wynosiła prawie kilometr. Ziemia była popękana i pofałdowana w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, wszystkie skały były skruszone w drobny mak. Tego ciosu nawet Bell nie mógł przeżyć.
Vegeta nie wracając do normalnego wyglądu ruszył do bazy Saiya-jinów.

+ + +

Uub po kilku minutach przerwał medytację i zawołał Saiya-jinów.
- Jedna z sił zniknęła. Druga, niewyobrażalnie wielka, mknie ku nam. Powinniśmy być gotowi na wszystko. -stwierdził.
Gohan dochodził do siebie, a pozostali czekali na centralnym placu obozu, przygotowani do walki.
Po pięciu minutach wylądował ktoś powleczony w krystaliczną aurę. Powoli zaczęła ona zanikać od dołu ku górze. Najpierw ukazały się niebieskie nogawki, chwilę później biały napierśnik ze skrzyżowanymi na torsie rękami ubranymi w białe rękawice. Po bokach widzieli sięgające pasa złote włosy. Na końcu ich oczom ukazały się turkusowe oczy pozbawione brwi wkomponowane w ponurą twarz. złote włosy składały się do tyłu, ukazując łysiejące boki głowy.
- Czego? -spytał zebranych Vegeta.




Odc. 35 - "Laur zwycięzcy"

Dzień po wyzdrowieniu Gohana wszyscy (poza Uubem) udali się do starego obozu Saiya-jinów.
- Po co nas tam zabierasz? -pytał Vegeta- Wszystko zniszczyłem.
Od czasu pokonania Bella (dzień wcześniej) Vegeta stał się wodzem Saiya-jinów, będąc wszakże dziedzicem tronu Vegety. Darzono go należną czcią i żadnego pytania nie zostawiano bez odpowiedzi.
- Nasza stacja to nie były tylko budynki naziemne, które faktycznie zostały zrujnowane. Mieliśmy też podziemne laboratorium. -odparł Parsley.
Gdy dotarli na miejsce, trzynastu Saiya-jinów oniemiało z przerażenia.
- To... to... -jąkali sie co poniektórzy.
- To był wasz dom. Mówiłem, że nic się nie ostało. -dokończył Vegeta.
- Trudno. -wyszeptał Parsley, zaniepokojony zaistniałą sytuacją.

+ + +

Wieczorem szesnaście osób jadło kolację, streszczając Vegecie wydarzenia z ostatnich pięciu tygodni. Na koniec wypili za pamięć swych wcześniejszych wodzów- Tomata, Potata i Talasa.
- Co teraz zrobicie? -dociekał Gohan.
- Nie wiem. -odparł Parsley- Poza naszą trzynastką żaden mieszkaniec planety nie przeżył.
- Możecie lecieć z nami na ziemię. -zaproponował Gohan.
Parsley spojrzał pytająco na Vegetę.
- Nie zamierzam tu spędzić ani dnia dłużej niż to konieczne. Jeśli chcecie lecieć z nami, musicie szybko się zdecydować.
Gohan dodał:
- Do statku Tomata wejdą cztery osoby. A twój statek ilu zmieści pasażerów, Vegeta?
- On jest tylko mój. Mam w nim aparatur treningową. Nikogo ze sobą nie wezmę. -postanowił Książę.
- Więc potrzebujemy transport dla jedenastu osób. -zauważył Parsley- Na zbudowanie takiego statku potrzebujemy miesiąc.
- Niech więc tak będzie. Za miesiąc odlot. -potwierdził Vegeta.

+ + +

Tymczasem na pobliskiej asteroidzie zmasakrowana postać siedziała wsparta plecami o kamień, z prawica przyłożona do krwawiącego lewego boku.
- Cholera... -wycharczał Bell- Znowu przegrałem z Saiya-jinem...
Pomacał się po zdrowej stronie ciała.
- Ale dlaczego...
Zastanowił się i skoncentrował. Wczuł się w każdą komórkę swego ciała. Nagle opadła mu szczęka i rozwarły maksymalnie oczy.
- Frodli!? Ty zdrajco...
znał już powód swej porażki. Dusza Frodliego oddawała energię właściwą mu dla stanu spoczynku! Dlatego mimo wchłonięcia brata jego moc wcale tak drastycznie nie wzrosła.
- Jak ja mogłem o tym nie pomyśleć... ale zaraz naprawię swój błąd.
Zacisnął pięści, co po takim morderczym pojedynku stanowiło dlań niemałe wyzwanie. Po kolei poczuł w sobie wszystkie dusze Tenki-jinów i uwolnił z nich całą energię. W kilka minut wygoiły się jego rany. Nie bez wysiłku, ale udało mu się wstać. Została mu jeszcze dusza Frodliego.
- Ciebie zostawię sobie na później... Wcześniej byłem ledwie silniejszy od Gohana, teraz na pewno dorównuję Vegecie.
Zrobił krok do przodu i natychmiast padł na twarz.
- jeszcze nie teraz... Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. Poczekam tydzień. -wyszeptał i zasnął.

+ + +

W nocy wszyscy smacznie spali. nikt nie zauważył zmian w atmosferze wywołanej zachwianiami energii. Poza Vegetą. Poderwał się z łóżka, gdy nieznana siła osiągnęła apogeum.
- Ach, to tylko ty... -wyszeptał- Będę czekał.
Po czym spał już do rana.

+ + +

Sześć dni później prace przy statku trwały już pełną parą. Pierwszy pokład statku był niemal ukończony, ale docelowo miały być trzy. Jeden z nich miał służyć za mieszkanie i sterownię, drugi za magazyn, w trzecim Saiya-jinowie chcieli przetransportować na Ziemię zdobycze techniki na Kuntu, w tym kilka kapsuł międzyplanetarnych i komory regeneracyjne.

+ + +

Ostatnie chwile przed świtem przerwał wybuch. Przebudzenia Saiya-jinowie poczuli brak obecności jednego z nich, za to na zewnątrz przebywała niezmiernie wielka siła.
Istotnie, to Bell właśnie wysadził jeden z domków. Każdy saiya-jin miał swój, tylko Vegeta spał w głównym gmachu z czterema "przybocznymi" w innych pokojach. Tej nocy jednak Vegety nie było w swojej sypialni. W chwili, gdy Tenki-jin chciał powrócić na swoją asteroidę, jakaś dłoń zacisnęła się na jego ramieniu.
- Gdzie ci tak spieszno? -spytał go Vegeta.




Odc. 36 - "Blask wśród nocy"

Tenki-jin nie stracił rezonu i teleportował się razem z Vegetą na swoją asteroidę.
- Tu będzie się walczyło najlepiej. -stwierdził Bell.
- Wybrałeś dobre miejsce, by rozstać się z życiem. -odparł Vegeta.
- Dla ciebie wszystko. -uciął tamten.
Saiya-jin rozejrzał się po okolicy. W krajobrazie dominowały niewielkie wzniesienia i kratery o średnicy kilku metrów. Na szarej nawierzchni nie rosła żadna roślina; a cała planetoida wyglądała jak piłka do rugby z zaokrąglonymi końcami; o długości trzech kilometrów i średnicy jednego kilometra w najszerszym miejscu. Tuż ponad horyzontem, Vegeta dostrzegł Kuntu przypominający wielkością koło diabelskiego młyna widziane z odległości dziesięciu-piętnastu metrów.
- Gdy tylko mnie namierzą, przyślą tu kapsułę międzyplanetarną. Do tego czasu powinienem się z nim rozprawić. -pomyślał Vegeta.
- Dalej, zacznijmy wreszcie walkę. -popędził go Bell.
- Daj mi minutę. -odpowiedział Vegeta i po tym czasie znajdował się w formie Super Saiya-jin 3- Daj mi pięć sekund; po tym czasie nie zostaną z ciebie nawet te rogi, co masz na plecach.
- To się okaże. Ruszaj. -zgodził się Tenki-jin.
Vegeta utworzył złoto-elektryczną aurę i ruszył do boju. W ułamek sekundy chwycił go za oba ramiona, uderzył czołem w nos, potem prawą pięścią w przeponę i kopnął lewą nogą z obrotu. Bell po ostatnim uderzeniu zaczął lecieć nad ziemią.
- Raz... -wymamrotał.
Vegeta tymczasem wyprzedził go, stanął na ziemi i uderzył łokciem miedzy łopatki lecącego Tenki-jina, tak iż ten zaczął lecieć w górę.
- Dwa... -dodał Bell.
Teraz znów Vegeta wzleciał ponad przeciwnika i gruchnął go złączonymi pięściami w brzuch. Bell po pionowym locie spadł na ziemię tworząc następny, największy na asteroidzie krater.
- Trzy... -wyszeptał.
Tymczasem Vegeta rozłożył ręce, tworząc krzyż swą sylwetką, i uformował dwie kule Ki wielkości futbolówek w dłoniach.
- Cztery... -liczył dalej Bell.
Vegeta zbliżył dłonie na wysokości klatki piersiowej, cały czas napinając mięśnie na wyprostowanych rękach. Kule złączyły się, a Vegeta zetknął nadgarstki ze sobą i odchylił dłonie od siebie ustawiając je pod kątem prostym do przedramion.
- Pięć!!! Final Flash!!! -wrzasnął i wystrzelił podłużny pocisk popychany strugą energii cały czas wyzwalanej z rąk.
Bell teleportował się za Vegetę i w tej chwili Final Flash dotknął nawierzchni, przebijając planetkę na wylot i początkując jej rozpadanie się na części.
- Do zobaczenia Vegeta. -rzekł Bell i teleportował się na Kuntu.
Zaraz po tym splunął z otwartych z bólu ust, po czym poleciał kilkadziesiąt metrów do tyłu, aż nie wyhamował na świerkopodobnych drzewach rosnących nieopodal.
To Vegeta, nie widząc szans na powstrzymanie rywala, w ostatniej chwili dotknął go lewym łokciem (bo Bell stał tuż za nim). Spowodowało to taką, a nie inną reakcję Bella po powrocie na Kuntu.

+ + +

Gohan wybiegł ze swej kwatery na plac obozu. Dobrze wiedział, że nikt we śnie nie mógł przeżyć takiego wybuchu.
- Niepokoi mnie tylko brak Vegety. -pomyślał.
Tymczasem Parsley z pozostałą jedenastką ładował gruz na ruchome platformy i wywozili go poza teren obozowiska.
- co za potwór! -wrzasnął Parsley- Zabił nam już ośmiu współplemieńców, mam nadzieję, że nasz książę go zgładzi jeszcze tej nocy.
- Tej? -zdziwił się Gohan- Co to za pomysł walczyć w nocy? I gdzie oni do cholery są?! -dodał sobie w głowie.
Uub już od prawie ośmiu dób medytował, a Gohan z nudów przyłączył się do naprawiających szkody. Znając plan domku zmarłego (był taki sam jak jego), wbił metrowy kij w miejsce, gdzie było łóżko denata.
- Zginął tu, i tutaj zostanie symbolicznie pogrzebany. -pomyślał.
W tym momencie poczuł energię Vegety i Bella. Byli po drugiej stronie planety. Jednocześnie nocne niebo rozświetliła eksplozja planetoidy Bella. Gohan postanowił tam polecieć.
- Idźcie spać. -polecił reszcie- I tak się nie przydacie. -dodał i odleciał.
Zaczęło dnieć.




Odc. 37 - "Drugi poziom Frodliego"

Gohan leciał z maksymalną szybkością w kierunku walczących. Mijał co jakiś czas wyludnione wioski, w których kiedyś mieszkali tubylcy. Kuntu skojarzyła mu się z Namek i Ziemią, ale w przeciwieństwie do nich, niewiele było tu wody.
- Ciekawe, co wydarzyło się przez te kilka minut. Bell zmienił się; nie wiem, czy Vegeta to zauważył. -pomyślał Gohan- Niedługo tam będę.

+ + +

Na oczach Vegety cały świerkowy zagajnik wyleciał w powietrze, gdy Bell otrząsnął się po ciosie w przeponę i wybuchnął wielkim gniewem.
- Do tej pory mogłeś mieć ze mną równe szanse. -zwrócił się do Vegety Tenki-jin- Ale tym razem to ja cię zaskoczę.
- Jestem ciekaw, co mi szykujesz. Jak do tej pory nie zadałeś mi celnego ciosu. -odparł Vegeta.
Bell zacisnął pięści, stanął na zgiętych, nieco rozstawionych nogach i pochylił się trochę do przodu.
- No dalej, braciszku. Jeśli wycisnę z twej duszy energię drugiego poziomu Tenki-jina, stanę się naprawdę potężny. -powiedział w myślach.
Jego energia zaczęła powoli rosnąć. W tym momencie Vegeta otworzył szerzej oczy i obnażył zaciśnięte zęby.
- Co za moc. Nie mogę mu pozwolić na dokończenie ładowania. -wymamrotał.
Odbił się od ziemi i z całej siły kopnął go z wyskoku w brzuch. Bell runął do tyłu i wyżłobił w podłożu stumetrowy rów, zanim wyhamował. Zanim się pozbierał, minęło kilkanaście sekund. Wstał spokojnie, otarł pot z czoła grzbietem ręki i znów spokojnie zaczął kumulować energię po przybraniu poprzedniej pozy. Tego Vegecie było za wiele.
- Co za dureń ze mnie. Mogłem się tego spodziewać. Nie mogę dać mu spokoju. -zdecydował.
Wzbił się w powietrze i zaczął ciskać pociskami w przeciwnika. Tumany kurzu zakryły całe pole walki, ale Vegeta nie ustawał w naporze. Jeden pocisk za drugim wybuchał, mimo to Bell wyraźnie rósł w siłę.
- Co jest grane? -zdziwił się Saiya-jin.

+ + +

Gohan, zdenerwowany wzrostem energii Bella, postanowił przyspieszyć lot. Transformował się w Super Saiya-jina 2, dzięki czemu jego szybkość wzrosła kilkakrotnie.
- Za parę minut będę na miejscu. -pomyślał i maksymalnie zwiększył szybkość.

+ + +

Vegeta cały czas ciskał pociski, aż z chmury kurzu wystrzeliło w jego kierunku kilka wiązek Ki, których musiał uniknąć. z tego powodu zaprzestał bombardowania i poczekał, aż kurz powietrze się rozrzedzi.
widok Bella po uwolnieniu energii drugiego poziomu Frodliego ściął mu krew w żyłach. Skurczył się do rozmiarów przeciętnego człowieka, zniknął też kostny pancerz i rogi na plecach. Skóra z szarej stała się jasnofioletowa. Broda cofnęła się, nie wiadomo skąd jego ciało ubrane zostało w przylegający do ciała granatowy kombinezon. Na nogach miał sięgające połowy łydek białe buty, w talii spinał go biały pas, a na dłoniach miał białe rękawice bez palców. Jedyną nieosłoniętą częścią jego ciała były palce u dłoni, szyja i głowa. Vegeta dostrzegł napinające kombinezon potężnie wyrzeźbione piersi i brzuch, grube jak konary ramiona i sięgający potylicy "kaptur" utworzony przez barki.
- Tak wygląda ostatnia forma Tenki-jina. -zagaił Bell- Skupiam w sobie moc całej mojej rasy. Wycisnąłem maksimum energii z wszystkich dusz Tenki-jinów, jacy kiedykolwiek żyli.
- Przestań się zgrywać. -odparł Vegeta- Skoncentrowałeś tylko energię w mniejszym ciele i dlatego twój poziom energii wzrósł. Nie wierzę w żadne wysysanie dusz, nie nabierzesz mnie na to.
Bell uśmiechnął się tylko, krzyżując potężne ramiona na torsie.
- Siłą przypomina mi Kid Buu. Niedobrze. Zwykły Super Saiya-jin 3 nie poradzi sobie z nim. Ale ja jestem księciem, a nie zwykłym Saiya-jinem. -pomyślał Vegeta.
Bell przechylił głowę w prawo i w lewo, strzelając kośćmi. Potem zaczął ugniatać sobie jedną pięść w drugiej; po parunastu sekundach zmienił dłonie.
- Budzisz litość. Wraz z pełną absorpcją duszy Frodliego zacząłem pochłaniać jego pamięć. Za parę minut będę wiedział wszystko o tobie i innych wojownikach, z którymi walczył. -chełpił się Bell.
- Zamknij się. Nudzi mnie twoje głupie gadanie. -zripostował Vegeta i uruchomił swą aurę.
Tenki-jin stanął bokiem do niego, obrócił ku niemu głowę i przyjął gardę.




Odc. 38 - "Zabójcze szpilki"

Vegeta z krzykiem ruszył na wroga. Chciał zaatakować frontalnie, ale w ostatniej chwili teleportował się za niego i trzasnął piętą w potylicę, a następnie robiąc kilka obrotów znalazł się przed nim i walnął go łokciem w nos. Nie czekając na reakcję Bella zaczął tłuc go pięściami po brzuchu, torsie i twarzy. Następnie odskoczył kilka kroków w tył i wystrzelił za złączonych nadgarstkami rąk promień energii, który machnięciem ręki Bell odbił w siną dal, powodując spektakularny wybuch gdzieś na linii horyzontu. Niezrażony Vegeta chciał ponowić atak, ale tym razem Tenki-jin powstrzymał go prawym prostym.
Siła ciosu cofnęła Vegetę, który po kilkunastu fikołkach pewnie wylądował na ziemi. Teraz Bell ruszył do kontrnatarcia. Vegeta chciał uniknąć ataku, ale cios w brzuch sprawił, iż zatoczył się i wystawił na atak wroga. W tym momencie Bell zaczął okładać go pięściami i kopniakami, a książę Saiya-jinów nie nadążał z blokowaniem ciosów.
- Jest piekielnie szybki. -pomyślał okładany Vegeta- Nie mogę pozwolić tak sobą pomiatać.
Teleportował się za Bella, tak iż przeciwnik trafił w powietrze. Niestety, Tenki-jin szybko się połapał i złapał atakującą go od tyłu lewą nogę Saiya-jina, po czym przyciągnął go do siebie, zderzając znów swą pięść z jego brzuchem. Vegeta splunął z bólu i spróbował się uwolnić, ale Bell złapał jego rękę, uniósł swe kolano w górę i pociągnął Vegetę za nogę i rękę tak, by trafić w nie jego krzyżem.
Saiya-jin krzyknął wniebogłosy, ale nie potrafił się uwolnić. Dopiero Bell chwycił go za włosy, uniósł w górę i trzasnął w twarz. Potem puścił go i kopnął z półobrotu, przez co Vegeta upadł na ziemię zwinięty w kłębek.
- Co, zdziwiony? -szydził Tenki-jin- Mówiłem ci, nie zaskoczysz mnie już. W tym miejscu -tu popukał się czubkiem wskazującego palca w skroń- znajdują się informacje o wszystkich twych technikach walki.
Po tych słowach Vegeta roześmiał się i stanął (nie bez trudu) na nogi. Przetarł ręką krew sączącą się z kącika ust.
- Może i znasz moje techniki. Ale z Frodlim walczyłem tylko kilkanaście minut, w większości na poziomie Super Saiya-jin. A teraz jestem Super saiya-jinem 3, i od tego czasu wymyśliłem kilka nowych ataków.
Teraz to Bell się roześmiał.
- Rób, co chcesz. Jestem od ciebie lepszy, a chyba nie wymyśliłeś techniki zwiększającej moc? -zadrwił.
W odpowiedzi Vegeta wytworzył aurę i nastroszył włosy. Poziom jego energii zaczął wzrastać, aż osiągnął maksymalny poziom.
- Twoje ciosy nie wyrządziły mi żadnej krzywdy. Cały czas jestem w pełni sił. -zapewnił.
Po czym wykonał obrót, strzelając w włosów tysiącami złotych, kilkucentymetrowych "szpileczek". Powbijały się (w regularnych odstępach) w całe ciało Bella, paraliżując jego ruchy. Vegeta podszedł do odrętwiałego przeciwnika i pstryknął go w nos.
- Zdziwieni jesteśmy, co nie? -zaśmiał się- Ta technika została wymyślona przeze mnie specjalnie dla poziomu Super Saiya-jin 3. Nikt wcześniej jej nie widział. Nazwałem ją Hair Pins, a ma dwojakie zastosowanie. -chełpił się Vegeta.
- Ciekawe, jakie? -zripostował Bell.
w tym momencie bell mógł go wykończyć, ale wrodzona pycha znów wzięła w nim górę.
- To proste. -odparł- Paraliż trwać będzie tak długo, jak długo na ciebie patrzę. w tej chwili nie możesz temu zapobiec, jesteś cały unieruchomiony. a drugi walor tej techniki... -tu uniósł prawą rękę z otwartą dłonią- Gdy zacisnę tę dłoń w pięść, to szpilki przebiją cię na wylot. Zostanie z ciebie podziurkowane truchło, a otworami będzie uciekać z ciebie krew. Zginiesz w kilkanaście sekund, do końca będąc sparaliżowanym. Żałosna śmierć. Buahahahahahahaha!
Bell otwarł szeroko oczy.
- Nie zrobisz tego... -wydukał.
- A właśnie, że tak! -ryknął Vegeta i zaczął zginać palce prawej dłoni.
Tenki-jin zaczął oddychać szybciej, a jego kombinezon poszedł w strzępy; został tylko łachman na biodrach. Palce Vegety zgięły się już w połowie i w tym momencie Bell krzyknął z bólu. Po chwili jednak pięść Saiya-jina przestała się zaciskać.
- Co jest? -warknął.
- Kłopociki? -zadrwił Bell.
Vegeta zauważył wzrost energii przeciwnika. Moment później dokoła Tenki-jina pojawiła się biała poświata, która z wolna stawała się coraz bardziej fioletowa. Jednocześnie pięść Vegety otwarła się nieco. Wojownik chwycił się lewą ręką za prawy nadgarstek, by dodać energii zmęczonej ręce. Poczuł gwałtowny przypływ sił w prawej pięści i ruszył znów do ofensywy.




Odc. 39 - "spadek szans na zwycięstwo"

Vegeta zaciskał pięść coraz mocniej, a Bell używał coraz więcej energii, by odeprzeć atak. Po paru minutach Vegeta znów zaczął ulegać obronie przeciwnika.
- Co jest? -warknął znowu Saiya-jin.
W pewnym momencie coś w nim pękła i dłoń otwarła się maksymalnie, aż palce wygięły się lekko w drugą stronę. Vegeta złapał prawa dłoń w lewą i zatoczył się. Przy okazji stracił kontakt wzrokowy z Bellem, na co Tenki-jin tylko czekał. Napiął mięśnie i wystrzelił część igieł w Vegetę. Saiya-jin nie zdążył zareagować. Setki szpilek rozcięło jego skórę i kombinezon, a sam runął na plecy, mając znów czarne włosy, brwi i oczy.

+ + +

Gohan cały czas sondował huśtawkę poziomów mocy zarówno Bella, jak i Vegety. Od paru chwil zaobserwował rosnącą różnicę między nimi.
- Vegeta miewa przebłyski, ale nie dorównuje przeciwnikowi. Mam nadzieję, że dotrę tam zanim zginie.
Zdenerwowany, że nie może już lecieć szybciej, ruszył w dalszą drogę.

+ + +

Bell podszedł do Vegety i kopnął go w brzuch, tak iż ciało Saiya-jina przeturlało się kilka razy. Tenki-jin nadal szedł do przodu, łapiąc jedną ręką w drugą i przykładając je do krzyża.
- Ty idioto... -tu kopnął znów Vegetę- ... takich jak ty jadam na śniadanie... -następny raz- ... jak mogłeś myśleć, że dam się pokonać... -kolejny kopniak- Zginiesz jak Potat, Tomat, Frodli, Talas i jeszcze inni głupcy. Po tobie zabiorę się za Gohana, później Uuba. Potem wysadzę tę cholerną planetę.
Vegeta złapał się za obolały bok. miał też spuchniętą lewą brew, tak iż nie mógł podnieść powieki.
- Później polecę na Ziemię. Masz tam syna i córkę, Gohan ma brata, córkę i synka. Później wykończę resztę waszych rodzin i zapanuję na ziemi. -kontynuował Bell.
Vegeta podniósł się. Przy każdym wdechu i wydechu garbił się i prostował, a oddychał ciężko i przez usta.
- Nigdy... nie pozwolę... -wymamrotał- Skrzywdzić Bulmy i moich dzieci!
Transformował się w Super Saiya-jina 2 i ruszył na wroga. Bell jednak spokojnie wymierzył mu cios pięścią i Vegetę odrzuciło do tyłu. Tym razem jednak Saiya-jin nie upadł na ziemię. Złapał go Gohan, przełożył sobie przez ramię i spokojnie wylądował.
- Jeszcze ci mało? -zareagował Bell.
Pytany jednak nie odpowiedział, tylko spokojnie położył przyjaciela na ziemi.
- Ostatnio nie dałeś mi szans. -odezwał się w końcu Gohan- teraz tez zapewne przegram. Ale nie pozwolę ci bezkarnie zabijać tutejszych mieszkańców.
- Oni zabili mych przodków, mą rodzinę, zniszczyli moją planetę. -odparł zimno Bell.
- Oni!? Oni w tym czasie byli w śpiączce, uwięzieni w kapsułach międzyplanetarnych. Nie szukali podbojów, tylko azylu po zniszczeniu ich ojczyzny przez Freezę.
- Jaka słodka mowa. -uciął Tenki-jin- Ale Vegeta wykończył wszystkich poza mną i Frodlim, a tydzień temu o mało mnie nie zabił. To jest niewinność?
- Frodli zrozumiał. -skomentował Gohan- Ty jesteś zbyt zaślepiony zemstą, by choć spróbować zrozumieć.
- Synek, nie denerwuj mnie. Darowałeś memu bratu życie, i za to cię nie zabiję. Ale znikaj stąd i nie pokazuj się, najlepiej opuść Kuntu. -zażądał Bell.
- Przykro mi, ale Saiya-jinowie zawsze walczą do końca.
- Ta wasza przeklęta duma! -ryknął Bell i ruszył, by uderzyć go pięścią.
Gohan jednak zgrabnie uchylił się przed ciosem, nie próbując kontratakować. Przed kolejnym atakiem też odskoczył. i następnym. ani razu jednak nie uderzył przeciwnika. W końcu Bell zaprzestał naporu.
- Denerwujesz mnie. Jesteś inny niż Vegeta. Więcej myślisz w trakcie walki. -zauważył Tenki-jin.
- Możliwe. -zgodził się Gohan- Swego czasu byłem lepszy od niego. Poza tym miałem innych mistrzów.
- Mistrzów? -zdziwił się Bell.
- Tak. Mojego ojca, który zrobił ze mnie Super Saiya-jina. Piccolo, który nauczył mnie walczyć i był moim największym przyjacielem. I Rou Dai Kaioshina, dzięki któremu rozbudziła się uśpiona we mnie moc. Niestety brak treningu sprawił, ze wyszedłem z formy. Inaczej zadałbym ci bobu.
- Wkurza mnie to twoje gadanie. Mógłbym wykończyć cię w dziesięć sekund, ale dam ci szansę. Wrócę za kwadrans. Przez ten czas ocuć Vegetę i obmyślcie strategię walki. I tak mnie nie pokonacie, a ja się zabawię. -zaproponował Tenki-jin.
- Ale... -zająknął się Gohan.
- Kwadrans. -przerwał Bell, przyłożył dwa palce (środkowy i wskazujący) prawej ręki do czoła, po czym zniknął.
Gohan podszedł do Vegety. Jeśli ma coś zdziałać, musi go postawić na nogi.




Odc. 40 - "Technika ostatniej szansy"

-Nie jest w najlepszym stanie... -zauważył Gohan- ...ale da się doprowadzić go do porządku.
Najlepszym (jego zdaniem) sposobem na obudzenie Vegety jest transfer energii. W tym celu transformował się w ultra Super Saiya-jina 2 i wytworzył możliwie największą aurę. Uścisnął dłoń Vegety i zaczął mu oddawać swą Ki. Po paru minutach jego poświata zaczęła maleć, aż w końcu tylko otaczała go kilkucentymetrowa warstewka złoto-elektrycznej aury. Vegeta drgnął, i wtedy Gohan zeszedł do poziomu normalnego. W ciągu dziesięciu minut udało mu się go ocucić! Książę Saiya-jinów natychmiast poderwał się na równe nogi.
- Gdzie on jest? Już ja mu pokażę! -warknął.
Gohan położył mu dłoń na ramieniu.
- Uspokój się. Będzie tu za pięć minut. Do tego czasu mamy znaleźć na niego sposób. -zaproponował.
Vegeta wzdrygnął się, by uwolnić się z uścisku.
- Już ja mu znajdę sposób. Tym razem stłukę go na kwaśne jabłko! -zapewnił i zaczął ładować się do poziomu Super Saiya-jin 3.
- To nic nie da! -zaoponował Gohan- Mam lepszy pomysł.
Vegeta przestał uwalniać energię.
- No...? -zaciekawił się.
Gohan zaczął macać się po brodzie prawą ręką, podpierając ją lewą.
- Istnieje sposób, by go wykończyć w kilka minut -zaczął- ale walka musi być krótsza niż pół godziny...
Vegeta zacisnął pięści.
- Ty zwariowałeś !?
- To jedyny sposób.
- Nigdy w życiu!
Gohan westchnął ciężko.
- A dlaczego?
- Nie jesteś czystej krwi. A ja jestem.
Teraz syn Goku złączył dłonie na potylicy.
- Noooo... Wziąłem to pod uwagę. Musimy zaryzykować. Niczego się nie dowiemy, jeśli nie spróbujemy.
Vegeta transformował się w Super Saiya-jina 2.
- Nie! Poczekamy na niego i razem zabierzemy się do walki.
- Ty się nigdy nie zmienisz. -skwitował Gohan i również przyjął formę Super Saiya-jina 2- zostały nam dwie minuty. Zamiast się kłócić i upierać, zgódź się. Jeśli nam się nie uda, spróbujemy po twojemu.
Na twarzy Vegety pojawiły sie krople potu. zaczął spoglądać na swe zaciśnięte pięści.

+ + +

Przypomniał sobie walkę z Janenbą. Paikuhan otarł sie o śmierć, by umożliwić Vegecie i Kakarotto fuzję. Później pokonali wroga w pół minuty!

+ + +

z Buu nie było już tak różowo. Vegetoo maił szansę wygrać, ale ważniejsze było uratowanie Piccolo i ich synów, chociaż chłopcy i Nameczanin i tak później zginęli.

+ + +

W walce z Li Shenronem Goku i Vegeta utworzyli najpotężniejszą istotę we wszechświecie. Mieli walkę w kieszeni, ale fuzja zamiast pół godziny trwała dziesięć minut. Drugie Big Bang Kamehameha załatwiłoby sprawę.

+ + +

Jak będzie teraz? Super Saiya-jin 3 i Ultra Super Saiya-jin 2 są za słabi, by w pojedynkę stawić czoła Bellowi. A "scaleniec"? Będzie zdecydowanie silniejszy nie tylko od nich, ale i od Tenki-jina. Pójdzie im lekko, łatwo i... i co dalej? Tryumfalny powrót na Ziemię? W otoczeniu zgrai tych słabizn? Na Ziemi jest co najmniej dziesięciu silniejszych wojowników niż oni.

+ + +

Zaciśnięte pięści powoli sie rozluźniły.
- Jeśli to naprawdę jedyne wyjście... -wyszeptał zrezygnowany.
Gohan uśmiechnął się.
- Wspaniale! Wiedziałem, że się zdecydujesz. Damy mu wycisk.
Vegeta uniósł w górę rękę i pomachał wskazującym palcem.
- Jeden jedyny raz. -postanowił.
Stanęli sześć kroków od siebie na poziomie normalnym i wyrównali poziom energii.
- Fuuu...
- Fuuu...
- ...zja!!!
- ...zja!!!
Gdy zetkneły się ich palce, ogarneła ich półkula złotej energii.

+ + +

Pięć sekund później wrócił Bell. Nie dostrzegł niczego poza kraterem wielkości katowickiego Spodka i głębokim na kilkanaście metrów.
Rozejrzał się. Cicho i pusto.
- Tchórze. Juz ja was znajdę. -wściekł się Bell.
Juz miał się teleportować...
- Wybierasz się gdzieś? -usłyszał.
Obrócił się. Kilkanascie metrów za nim, na głazie siedział ktoś w pozycji "po turecku".

C.D.N.

Przejdź do <-- Rozdział 3 / Rozdział 5 -->

2068 Czytań | Drukuj