Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfic autorstwa Frodli: Tenki-jin Saga cz.3
Dodane przez medyq dnia 22-11-2009 11:40

  Odc. 21 - "Śmierć wodza"

Gohan, Uub, Frodli, Tomat i pozostali wpatrywali się w Bella.
- Zeszmaciłeś się, braciszku. -stwierdził Bell- Zbratałeś się z pogromcami twej rasy.
- Nie warto dalej się mścić. Nie są winni naszej zagładzie. To tyran Freeza był przyczyną naszej niedoli. -wytłumaczył się Frodli- Vegeta został przez niego zmuszony do ataku na nas.
- Wolałbym zginąć niż mu służyć. -wtrącił Bell.
- Gdyby nie Vegeta, Freeza żyłby do dzisiaj. -dodał Gohan.
- A skąd ty to wiesz? -zaatakował go brat Frodliego.
- Byłem przy tym. Vegeta zniszczył wespół z moim ojcem całą potęgę tyrana. -opowiedział Gohan- Pokonał jego żołnierzy, potem zabił Dodorię i Zarbona. Następnie stawił czoło Siłom Specjalnym. Niestety, zginął z ręki Freezy.
- Może tak było -zamyślił się Bell- A może i nie... Ale jako starszy brat muszę ukarać niesubordynację Frodliego.
Frodli zdjął płaszcz i rzucił go na ziemię. Strzelił kośćmi w barkach, palcach i szyi. Przyjął pozę do walki.
- Nie tak szybko. -wtrącił Tomat- Jestem przywódcą tutejszej społeczności i pierwszy zmierzę się z wrogiem.
- Nie powinieneś. -doradził mu Gohan- Nie znamy rzeczywistej mocy Bella.
- Ale ja ją wyczuwam. Jako super Saiya-jin dam mu radę. -zapewnił kuzyn Vegety.
Frodli, Gohan i Uub spojrzeli na wodza Saiya-jinów. Frodli po chwili wahania ustąpił mu miejsca.
- Walcz, ale ja ciebie zbierać nie bedę. Będziesz się z nim męczył, ja załatwiłbym go raz-dwa. -zadrwił Frodli.
Tomat stanał naprzeciw Bella. Uśmiechnął się, po czym bez najmniejszego wysiłku transformował w Super Saiya-jina. Szybko doskoczył do przeciwnika i z całej siły uderzył go kolanem w podbródek, potem zapodał mu seryjkę pięściami w brzuch i zakończył kopniakiem w bok. Cofnął się parę kroków i spojrzał na przeciwnika. Bell chwycił się za bok. Pomasował się lekko i z jego twarzy zniknął grymas bólu. Wzbił się w powietrze, Tomat za nim. Zderzyli się pięściami i zaczęła się wymiana ciosów obu stron. Z czasem Bell zaczął wyraźnie prowadzić, po paru minutach strącił Tomata na ziemię, a sam wylądował z zadowoloną miną.
- Przeceniłeś swoje siły. -zadrwił- Za pychę spotka cię zasłużona kara.
Tomat wstał i podszedł do przeciwnika. Kilka razy uderzył go z prawego i lewego prostego, ale Bell nawet się nie zachwiał. Dłoń Tenki-jina zaświeciła na czerwono, a po chwili przebiła na wylot korpus Tomata. Saiya-jin splunął krwią, ręce zwisnęły mu bezwładnie wzdłuż tułowia. Bell machnął ręką i odrzucił zwłoki kuzyna Vegety na bok. Przypatrujący się tej walce otworzyli szeroko oczy. Bell roześmiał się i podrapał okrwawioną prawicą po brzuchu. Saiya-jinowie z niedowierzaniem i zwątpieniem patrzyli na przeciwnika. Jeden z nich (niski, krępy osobnik z wąsikiem jak u Vegety i bródką w stylu Dabury) wyszedł przed szereg.
- Ty potworze! Zabiłeś nam wodza!
I cała piętnastka rzuciła się na przeciwnika. Ten machnął tylko ręką i wszyscy zostali sparaliżowani. Gohan, Frodli i Uub stali z boku i atak ich nie dosięgnął.
- Ci głupcy są żałośni. -warknął Bell- Zabiłem dziś już dwóch Saiya-jinów. Na razie wystarczy. Braciszku, za tydzień wrócę i policzę się z tobą. Dziś nie mam już ochoty na bitkę.
Po czym przyłożył wyprostowane palce środkowy i wskazujący do czoła, a nastepnie w mig zniknął. Gohan przestał wyczuwać jego energię.
- Nie ma go na Kuntu. Nauczył się Instant Transmission. -zauważył Gohan.
- Przez ten tydzień będziemy jeszcze trenować. Musimy go zabić. -postanowił Frodli.
W tej chwili Saiya-jinowie odzyskali sprawność ruchową. Okrążyli kołem zwłoki Tomata. Dwóch z nich pobiegło po mary i wróciło z drewnianymi noszami. Położyli na nich ciało swego wodza i czterech równych wzrostem wzięło łoże na ramiona. Wśród nich nie było niskiego krępego Saiya-jina, który w tym czasie rozmawiał z ziemskimi wojownikami.
- Jestem Talas. Po śmierci Potata i Tomata to mi przypada władza nad Saiya-jinami. -przedstawił się.
- Ja jestem Frodli, a to Gohan i Uub. -odparł Tenki-jin, po kolei wskazując na przedstawianych.
Nowy wódz spojrzał na Gohana.
- Jesteś spośród nas? -spytał.
- Tak. -potwierdził syn Goku- Mój ojciec to Son Goku, zwany przez was Kakarotto.
- Na pewno uwolnisz nas od bestii. Czuję to. Na pewno jesteście głodni i strudzeni. -po tych słowach Talas zaprosił przybyszy do swej kwatery.


Odc. 22 - "Dwóch na jednego"

Przez cały tydzień wszyscy intensywnie trenowali. Saiya-jinowie odstawali wyraźnie od Gohana, Uuba i Frodliego, niemniej paru rzeczy udało ich się nauczyć. Dzień przed spodziewanym przybyciem Bella Gohan, Uub i Frodli udali się na znaną sobie polankę w lesie. Postanowili rozegrać sparing na pełnych obrotach. Gohan na początek transformował się w SSJ2.
- Jestem dla was za silny. Dlatego bedę walczył sam przeciw waszej dwójce. Frodli, pokaż wreszcie na co cię stać po treningu z Uubem.
Gohan znał przebieg transformacji Tenki-jina na drugi poziom z opowieści Gotena, ale i tak zaciekawiło go nowe zjawisko. Frodli oddalił się od nich na kilka metrów i napiął mięśnie. Powstała wokół niego fioletowa aura, a jego sylwetka znacznie przybrała na muskulaturze. Skóra stała się fioletowa, a oczy czerwone (czyli jak poprzednio). Małym urozmaiceniem była zbroja która tym razem nie pękła pod naporem rosnącego torsu. Bulma miała jeszcze kilka sztuk z czasów Cell Game a one dopasowują się do sylwetki właściciela. Gohan doszedł do wniosku, że Uub i Frodli w pełnej formie dorównują mu na poziomie SSJ. Ale silniejsi nie są.
- Oto szczyt mych możliwości. Więcej z siebie nie wycisnę. -rzekł Tenki-jin.
- I tak zrobiłeś postępy. Sprawdźmy, czego nauczyliście się w Komnacie czasowej. -odparł Gohan.
Następne pół godziny upłynęło im na powietrznych akrobacjach i wzajemnym okładaniu się pięściami i kopniakami. Rzecz jasna Gohan górował nad przyjaciółmi i był najmniej poturbowany. Na koniec Gohan znokautował obu ciosem w kark i, niosąc ich pod pachą, zaniósł ich do obozu. Przez ten czas kłębiły się w nim czarne myśli. "Aż tacy dobrzy to oni nie są. Nie ma sensu bawić się z Bellem, zabiorę się za niego jako pierwszy i załatwię go raz-dwa. Szkoda tylko Tomata, zgubiła go duma typowa dla Sayia-jnów. Nie popełnię tego błędu." Uub i Frodli zostali umieszczeni w machinie regenerującej (podobnej jak na Namek). Ogólnie to cała baza przypominała miasteczkio wojowników-wynalazców. Osada posiadała dwadzieścia domków-kapsuł,pierwotnie po jednej na każdego mieszkańca. Miały one półkolisty kształt, podobnie jak domy na Ziemi zaprojektowane przez Capsule Corp. Główny budynek miał kształt piramidy o podstawie 40x40 metrów i wysokości około 45. Mieścił on zbrojownię, centrum medyczne i zamknięte dla przybyszy podziemia. nad miastem roznosiła się pólkolista powłoka energetyczna. Można było przebyć ją tylko przez bramę.
Uub i Frodli wyzdrowieli w ciagu pół godziny. Wieczorem towarzystwo zasiadło do śniadania z życzeniem, by jutro mogli się posilać w tym samym składzie. Saiya-jinowie mieli nietęgie miny, zawsze dzień po takiej kolacji ktoś z nich ginął. Przygotowali już sią do mającej nastąpić żłoby. Gohan, Frodli i uub nie podzielali ich nastrojów.
- Jutro czeka nas cięzka walka. -stwierdził Gohan i zaczął się opychać, jak w zwyczaju miał jego ojciec.
- Ale wygramy, na to nie ma rady. Jesteśmy silniejsi od niego. -dodał Frodli.
- To twój brat, zapewne będzie stosował podobne techiki. -zauważył Uub- Nie powinieneś jutro walczyć. Będziesz dla niego zbyt przewidywalny.
- I vice versa. -zaoponował Tenki-jin.- Niczym mnie nie zaskoczy, a już na pewno nie poziomem mocy.
- Obyś się nie mylił. -uciął Gohan.
W takich oto optymistycznych nastrojach udali się do łóżek. Gohan zanim zasnął, poczuł w okolicy moc porównywalną z siłą Super Saiya-jina. Uub znów medytował. "Co to za człowiek" -pomyślał- "Za dużo czasu spędził z Piccolo i moim ojcem. Dziesięć lat to nie tak znowu mało. Przez ten czas wcale nie widziałem się z tatą. I już raczej nie zobaczę." Mimo iż dobiegał trzydziestki, na myśl o ojcu po jego policzku spłynęła łza. A potem zasnął i śnił o walce z Cellem.
Frodli, leżąc w łózku, obficie się pocił. Nie potrafił sobie tego wytłumaczyć, ale bał się jutrzejszego starcia. Był pewien zwycięstwa, mimo to nie potrafił pozbyć się uczucia strachu. "Zabiję własnego brata. Trudno, jeśli tak trzeba..."
Uub natomiast medytował nie z powodu wyuczenia go tej czynności przez Piccolo, lecz z pobudek wewnętrznych. Kilkanaście dni temu pierwszy raz od walki z Mr.Satanem odezwała się w nim część Buu i zaleciła medytacje. "Kiedyś byłem najpotężniejszym wojownikiem wszechświata. Teraz jesteś zaledwie tak silny jak pospolity Super Saiya-jin. Poprzez medytacje wrócisz do mojej dawnej chwały" -mówiła mu część Buu. Według zaleceń wewnętrznego głosu, efekty powinien dać miesięczny trening. Na razie trwał on piętnaście dni. Jeszcze szesnaście.

+ + +

Następnego dnia, w samo południe Saiya-jinowie oraz wojownicy z ziemi czekali na przybycie Bella. W pewnej chwili stanął przed nimi wyczekiwany Tenki-jin. Oblizał usta i spojrzał na brata.


Odc. 23 - "Bratobójcze starcie"

Bell śmiało spoglądał na trójkę bohaterów, skrzyżowawszy ręce na piersiach.
- Braciszku, trzeba to rozstrzygnąć. Nie pozwól mi zyć w niepewności, czy jestem silniejszy czy słabszy od młodszego brata. -rzekł.
- Frodli nie bedzie z tobą walczył. Ja zajmę się tobą. -odparł Gohan i zrobił krok do przodu, ale Froli zatrzymał go położywszy mu rekę na ramieniu.
- Co to, to nie. On jest mój. Tylko mój. Nikt nie będzie z nim walczył przede mną. -zaoponował Tenki-jin.
Bell uśmiechnął się.
- Słuszny wybór braciszku. Te ciamajdy nie dorastają ci do pięt. Pokażemy im kawałek dobrej walki.
Frodli skoczył przed siebie, i zrobiwszy salto w powietrzu, wylądował w połowie odległości między grupą patrzących a Bellem. Strzelił kośćmi w szyi, barkach i pięściach, po czym przyjął gardę.
- Zaczynajmy. -wyszeptał.
Ruszyli na siebie z ogromną pasją. Co prawda walczyli na pierwszych poziomach, ale ich energie były dość wyraźnie wyczuwalne jak na tak słabych wojowników. Zderzali się pięściami i piszczelami, blokowali swe półobroty przedramieniami, a na koniec stanęli naprzeciw siebie, złączając pięści i siłując się. Frodli w najmniej spodziewanym momencie wygarnął bratu z bani i porawił oszołomionemu Bellowi z półobrotu. Tenki-jin lotem koszącym uderzył w jedno z domostw, wywołując zasłużony aplauz Saiya-jinów zamieszkujących bazę. Bellowi jednak było mało. Wytworzył wokół siebie białą poświatę. Uwolniona energia zmiotła z jego otoczenia gruzy.
- Takie sztuczki wyssałeś z mlekem matki. Ale ja co poniektórych sam się nauczłem. -wysapał Bell.
Machnął ręką, wystrzeliwując w kierunku Frodliego serię małych ładunków Ki, które zbombardowały Frodliego i podłoże, na którym stał. Zajęty odpieraniem ataku nie zauważył Bella, który teleportował się za niego i uderzył splecionymi pięściami w jego krzyż. Frodli krzyknął i padł na twarz, ale uchylił się przed bratem chcącym uderzyć go łokciem między łopatki. Bell zachwiał się, na Frodli mocnym kopniakiem uderzył go w udo i zwalił z nóg. Nastepnie poderwał się do lotu i zatrzymał kilkanaście metrów nad ziemią. Złączył wyprostowane ręce przed sobą i zgromadził w obu dłoniach kulisty ładunek. Bell wstał natychmiast i wyciągnął prawą rękę ku Frodliemu, układając dłoń prostopadle do ramienia. Zgromadzone energie zaczęły tworzyć wokół siebie wyładowania elektryczne.
- To nie jest pełnia moich możliwości, ale wystarczy, by cię pokonać. -rzekł Frodli.
- Zawodzisz mnie. Nie chcesz mi pokazać na co cię stać. -zripostował Bell z nutką ironii.
Młodszy z braci miał już gotowy atak.
- Tenki Cannon! -krzyknął i wystrzelił.
- Bell Gun! -ryknął starszy.
Energie zderzyły się w połowie odległości między walczącymi. Bell złapał się lewą dłonią za łokieć prawicy odczuwającej powoli znużenie. Zaparł sie nogami o podłoże i uwalniał tyle energii ile mógł. Frodli natomiast pewny swego stopniowo wykorzystywał zgromadzone pokłady energii. Według swych informacji Bell nie ustepował mu siłą, ale miał słabiej skoncentrowaną energię i przez to wydawał się słabszy niż w rzeczywistości. Widząc swoją bezradność, Bell uży6ł lewej ręki do miotnięcia podkręconym pociskiem we Frodliego. Ten usunął się i wtedy Bell Gun przebił jego opór, ale po raz drugi młodszy z braci zrobił unik i strumień energii parł w niebo, odbijając się od wewnątrzen strony powłoki ochronnej i burząc kilka następnych domów. Wzniecony kurz wypełnił wnętrze półkuli. Wtedy Talas pobiegł do centrali i wyłączył barierę. Teraz była ona bezużyteczna.
- Jeśli my go zabijemy, będzie nam niepotrzebna. Jeśli on nas, też nikomu się nie przyda. -mówił sobie w duchu.

+ + +

Uub i Gohan nie bacząc na czynione przez walczących szkody przyglądali się potyczce.
- Frodli wdaje się silniejszy. -rzekł Uub.
- Bo Bell jest słabiej skoncentrowany. Widocznie nie trafiał na godnych przeciwników. -wytłumaczył Gohan.
- Ta walka może byc długa. -stwierdził Uub.
- Mam nadzieję, że nie. speszy mi się do domu. -uciął syn Goku.

+ + +

Frodli i Bell cały czas byli w pełni sił. Gotowi na kontynuowanie starcia.



Odc. 24 - "Frodli przejmuje incjatywę"


Frodli i Bell znajdowali się w powietrzu, lewitowali spokojnie kilkanaście metrów od siebie na wysokości dziesięciu metrów. Nie mieli zadrapań, choć nieco dyszeli po niedawnym starciu. Frodli uśmiechnął się.
- Cały ty. nie miałes szans na zwycięstwo, więc uciekłes się do fortelu. Jesteś zerem, nikim, nie dorastasz mi do pięt. Nie mam zamiaru dłużej tolerować twego towarzystwa.
Szybko znalazł się przy nim i z całej siły uderzył go kolanem w podbródek. Bell śmignął ku górze, ale Frodli wyprzedził go i zatrzymał uderzeniem łokciem w czubek nosa. Następnie zaczął okładać starszego brata pięściami po twarzy i torsie, a tamten cały czas się cofał. Na koniec Bell otrzymał prawego prostego w nasadę nosa, i chwycił się rękoma za twarz. Frodli czekał na ten moment. Kopnął odsłonionego Tenki-jina w brzuch z półobrotu, ten zgią się wpół, a na koniec zasadził mu łokciem między łopatki tak, że Bell lotem nurkowym gruchnął o ziemię. Siłą rozpędu parł po podłożu kilkadziesiąt metrów i zatrzymał się na kolejnej chatce. Frodli nie czekając na ripostę począł miotać pociskami w gruzy, pod którymi leżał jego brat. Wzniecony kurz pokrył wszsytko dokoła, a Tenki-jin kontynuował kanonadę jeszcze kilka minut. Na koniec uniósł ręce ku górze, utworzył w nich mini-bombę Ki o średnicy ponad metra i cisnął nią w miejsce, gdzie do niedawna stała kwatera Saiya-jinów. Pocisk wniknął w kurzawę i wyleciał w powietrze z olbrzymią szybkością. Frodli oparł dłonie na biodrach i czekał na opadnięcie kurzu.
Bell stał pośród gruzów w poszarpanym zielonym kubraku i przetartych na kolanach ciemnozielonych spodniach. Zdecydowanym ruchem zerwał z siebie górną część przyodziewku i odsłonił śniady tors naznaczony dwoma krzyżującymi się na wysokości przepony bliznami.
- Widzisz to?! -zagadał do brata- Te blizny to ślady po Saiya-jińskich wiązkach energii. Kiedy ty walczyłeś z Vegetą, ja w pojedynkę stawiałem czoła Nappie i Raditzowi. Gdybyś wtedy nie uciekł, pokonalibyśmy najeźdźców wspólnymi siłami. Wolałeś uciec zostawiając mnie na pastwę najeźdźców.
- Nie sądziłem, że przeżyjesz starcie z tymi dwoma. Dlatego teleportowałem się na Xidex z nadzieją że pomszczę mój lud w przyszłości. Jednakże po przybyciu na Ziemię zrozumiałem swój błąd i zdecydowałem się służyć pomocą pogromcom naszego prawdziwego ciemiężyciela, Freezy. -wytłumaczył Frodli.
- Nie chrzań. -przerwał ostro Bell- Kiedy ja niszczyłem niedobitki armii Freezy, ty leżałeś do góry brzuchem na dworze Maximusa.
- Wspólnie odpieraliśmy ataki Imperium. Nie wiedziałem że tyran zginął. -usprawiedliwił się Frodli- Dość gadania. Daję ci ostatnio szansę na przyłączenie się do nas. Jeszcze nie jest za późno. Możesz zyskać wiernych przyjaciół lub marnie zginąć. Wybieraj.
Bell zamiast odpowiedzieć uśmiechnął się krzywo. Napiął mięśnie, zaczął rosnąć. Kiedy stał się pół metra wyższy jego ręce, nogi i tors powiększyły objętość, a dopełnienie stanowiła fioletowa aura. Śniada skóra stała się fioletowa, skrzela na policzkach zabarwiły się na kolor krwi i rozszerzyły. Oczy przybrały czerwoną barwę,ziemia zaczęła pękać pod jego stopami. Bell także potrafił przybrać drugą formę Tenki-jina. Frodli natomiast roześmiał się głośno.
- Tym.. ha ha ha... chcesz mnie... ha ha ha... pokonać? -nagle spoważniał- Nie masz szans.
Po czym także przeszedł transformację, jednakże zmiana wygladu nastąpiła w mgnieniu oka. Treningi robią swoje. Bell zmierzył go wzrokiem.
- Bo ja wiem... -wymamrotał- Chyba znów mamy równe moce.
- To się okaże. -odparł Frodli i ruszył do natarcia.
Doleciał do Bella i z wielkiego zamachu kopnął go w policzek. Tamten zachwiał się i pomasował po twarzy. Bez słowa wyprowadził prawy prosty. Frodli jednak złapał jego pięść a wolną ręką zadał mu kilkanaście szybkich ciosów w brzuch, które zwieńczyło podrzucenie Bella w górę i zbombardowanie go pociskami Ki.

+ + +

Uub i Gohan nadal przypatrywali się widowisku.
- Coś mi tu nie pasuje. -zauważył Uub.
- Rzeczywiście. -podchwycił syn Goku- Bell chyba nie walczy na 100%. Skrywa w sobie jeszcze zapasy energii.
- W przeciwieństwie do Frodliego. -dodał Uub- On już więcej z siebie nie wyciśnie.
W tym momencie Gohan krzyknął do przyjaciela:
- Frodli! Poddaj się!
Tenki-jin obrócił twarz w kierunku Saiya-jina. Na jego twarzy malował się krzywy uśmieszek.


Odc.25 - "Triumf Bella"

- Zrezygnuj z walki. -powtórzył Gohan- Ja się nim zajmę.
Frodli skrzywił się na słowa przyjaciela.
- On chce walczyć ze mną. -zaoponował- Nie pozbawię chyba tej przyjemności rodzonego brata?
Gohan zacisnął pięści.
- Głupcze, zginiesz na marne, on ma niejeden fortel w rękawie, a ty już walczysz na sto procent swoich możliwości. Nie wygrasz z nim. -powiedział z nutą złości w głosie.
- Poradzę sobie. -uciął Frodli.
Frodli podczas rozmowy z gohanem zaprzestał bombardowania Bella, który wylądował na ziemi z kilkoma zadrapaniami na torsie i ramionach.
- Pokaż mi co naprawdę umiesz. -zagaił do brata.
Frodli skinął głową.
- To wystarczy by posłać cię do piachu.
Wzlecieli w powietrze i zaczęli okładać się pięściami i kopniakami. Co jakiś czas zamiast ciosów stosowali kanonady pocisków Ki eksplodujących widowiskowo na oczach Gohana, Uuba i reszty. Nagle Frodli chwycił nogę Bella, a wolną ręką zadał mu cios w więzadła kolanowe. Tenki-jin ryknął z bólu i wytworzył aurę, która odepchnęła Frodliego na odległość kilkunastu metrów. Bell chwycił się za ranne kolano i zaczął je masować. Frodli postanowił wykorzystać ten moment i wyciągnął rękę przed siebie. Uformował w niej pocisk wielkości futbolówki. Zaraz potem dostawił drugą rękę do nadgarstka i kula zwiększyła średnicę dwukrotnie.
- Daję ci ostatnią szansę na nawrócenie. -rzekł Frodli.
Bell zaśmiał się szyderczo.
- Idź do diabła. -wymamrotał.
Frodli zdegustowany wystrzelił wiązkę Ki. Bell skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przyjął cios na siebie. Ranna noga nie pozwalała w pełni mu się skoncentrowac, mimo to potrafił odeprzeć atak brata. Wyprostował prawą rękę w bok, a następnie wziął zamach i pięścią odbił czoło pocisku w niebo. Fala energetyczna poszybowała w górę i w lewo, nagle załamała lot i wybuchła w starciu z podłożem. Bell wykorzystał moment dekoncentracji brata i szybko podleciał do niego i z obrotu uderzył go w twarz ranną nogą. Bezwładna część poniżej uda zmiażdżyła policzek Frodliego, który splunął krwią i ukrył twarz w dłoniach. W tym momencie Bell wyprostował prawą rękę, zacisnął pięść, a następnie wyprostował palce z wyjątkiem kciuka.
- Nie muszę tego robić. -rzucił Bell- Przyłącz się do mnie i pomóż mi załtwić te miernoty. Wymierzyłem już ci karę, nie chce cię zabijać.
Frodli opuścił ręce wzdłuż ciała. Spojrzał Bellowi prosto w oczy i w mgnieniu oka zamchnął się ręką strzelając multum pocisków Ki w Bella. Ten natychmiast wystrzelił z czterech wyprostowanych palcy wiązki grubości tychże (palców). Bell szybko uskoczył przed atakiem, ale Frodli nie miał takiego szczęścia. Co prawda zrobił unik, ale wiązki przebiły mu na wylot lewą dłoń i prawą pierś. Tenki-jin krzyknął z bólu i chwycił się ranną ręką za uszkodzony tors. W tym momencie Bell rozpędził się w locie i z całej siły uderzył go wyprostowaną nogą w brzuch. Poprawił uderzając łokciem w twarz i złączonymi pięściami zmiażdżył mu prawy obojczyk zadając cios wyprowadzony znad głowy. Frodli po tym combosie wrył się w ziemię i nie miał siły się podnieść.
- Kończy się twoje marne życie braciszku. Nie mam zamiaru oszczędzać takiego słabeusza. -stwierdził Bell.
Uniósł ręce nad głową, utworzył w nich kilkumetrową kulę zielonej energii i cisnął nią w leżącego Frodliego. Tuż przed zetknięciem z ciałem Tenki-jina kula przestała posuwać się do przodu. To Gohan i Uub postanowili pomóc przyjacielowi, więc zaparli się nogami o ziemię, próbując rekoma odeprzeć atak.
- Co to, to nie. -wymamrotał pod nosem Bell i teleportował się za Uuba.
Uderzył go kantem dłoni w kark i rzucił precz nieprzytomne ciało. Następnie potraktował Gohana z półobrotu w bok i zaatakowany Saiya-jin z wielką szybkością zburzył pobliską chatkę. Bell uskoczył przed Tenki Death Ballem i spojrzał ostatni raz na nieprzytomnego brata.
- Nie bój się, braciszku. Twoja męka nie pójdzie na darmo. -wyszeptał- Żegnaj.
Kula zetknęła się z ciałem Frodliego i powoli zaczęła je rozpuszczać. W ciągu minuty całe ciało Tenki-jina rozpłynęło się pod wpływem energii, a Death Ball wybuchnął pozbawiając przytomności Saiya-jinów i rzucając ich ciała setki metrów stąd. spotkało to też Uuba i Gohana.
Kurz opadł, atmosfera ucichła. Bell stał na krawędzi krateru po wybuchu kuli energii, która zabiła jego brata. Chwycił się pod boki i zaczął histerycznie się śmiać.


Odc. 26 - "Ultimate Tenki-jin"

Bell nie przestawał się śmiać.
- Głupcy! I wy chcieliście mnie pokonać? -krzyczał do powietrza- Nawet mój brat mi nie sprostał, was pokonam w przeciągu kilku sekund!
Po czym zaczął strzelać z ręki pociskami Ki, burząc ostatnie ocalałe budynki. Wzniósł się w powietrze, wytworzył fioletową aurę z wyzwolił z niej kilkadziesiąt promieni energii, które rozorały podłoże i zamieniły wszystko w promieniu kikudziesięciu metrów w rumowisko. Saiya-jinowie nie mogli stawić oporu, wybuchy odrzuciły ich daleko od pola bitwy. Bell znów się roześmiał.
- Zniszczyłem definitywnie ich siedzibę... trzeba tylko znaleźć tych frajerów i z nimi skończyć. -mruczał pod nosem.
Wylądował. Zaczął rozglądać się po polu bitwy w poszukiwaniu ocalałych. Wtem za jego plecami wylądował ktoś wylądował. Tenki-jin obrócił się, miał go teraz może z dziesięć metrów przed sobą. Był to czarnoskóry chłopak z irokezem na głowie.
- Myślałem, że mój cios cię załatwił. -warknął Bell.
- Na mnie potrzeba coś silniejszego niż to muśnięcie. -odparł Uub.
Stali naprzeciw siebie z opuszczonymi rękoma.
- Nie jesteś silniejszy od Frodliego. -odkrył Tenki-jin.
- Ale nie dam się zaskoczyć tak jak on. Poza tym... jeszcze cię zadziwię.
Bell obnażył zaciśnięte zęby i szybko znalazł się przy Ziemianinie. zadał mu kilkadziesiąt ciosów pięściami i niemało kopniaków, ale Uub zręcznie unikał ciosów i blokował co poniektóre. Na koniec zderzyli się przedramionami prawych rąk, próbując wytrącić przeciwnika z równowagi. Obaj kurczowo zaciskali zęby, po chwili odskoczyli metr do tyłu i zderzyli się pięściami. To okładanie się pięściami zakończyli, wzbijając się w powietrze.
- Świetnie. Nic lepszego już mi nie pokaże. -pomyślał Bell.
- Nie jest tak silny jak mi się zdawało. Na pewno mogę go pokonać. -zastanawiał się Uub.
Bell otrzepał tors i ramiona z kurzu.
- Takich jak ty jadam na śniadanie! Szykuj się na koniec swego marnego żywota! -krzyknął do Uuba i, biorąc zamach prawą ręką, wystrzelił z dłoni kilkanaście pocisków Ki. Leciały w poziomej linii, rozchodząc się coraz szerzej, a tuż przed Uubem zeszły się atakując go wszystkie naraz. Chłopak zasłonił się rękoma skrzyżowanymi przed twarzą i torsem.
- To nie wystarczy, by mnie zaskoczyć. -zadrwił murzynek.
Bell zacisnął pięści i teleportował się do Uuba. Wyprowadził szybki prawy prosty, ale przeciwnik bez trudu zrobił unik. Następna seria kilku prostych, sierpowych i kopniaków również nie zadała żadnych obrażeń. W odpowiedzi Uub złączył nadgarstki wyciągniętych przed siebie rąk i wystrzelił parę pocików Ki. Każdy z nich trafiając w Tenki-jina, cofał go o kilka metrów. Na koniec Uub przyłożył dłonie złączone nadgarstkami do prawego boku i krzyknął:
- Kamehameha!
Błyskawicznie wyprostował ręce i wystrzelił falę enrgii w stronę wroga. Bell uśmiechnął się i machnięciem ręki odbił cios w kierunku ziemi. Kamehameha rozorała powierzchnię i wybuchła po kontakcie ze stertą głazów. uub nie zdążył ochłonąć, gdy Bell znalazł się przy nim i z rozpędu uderzył czołem w nos chłopaka. Ten chwycił się obiema dłońmi za twarz, a Tenki-jin zbombardował go pociskami Ki wycelowanymi w tors i brzuch. Potem powoli podlatując do Uuba, skierował go prawym forhandem ku ziemi. Ziemianin lądując, utworzył wokół siebie kilkunastometrówy krater o głębokości przerastającej średnicę.
- Głupiec. -warknął Tenki-jin.
Następnie wzniósł obie ręce do góry.
- Nie umierałeś na darmo, braciszku. Twoja energia przyda mi się do pokonania ostatnich Saiya-jinów. Jego moc zdaje mi się przerastać twoje i moje możliwości. Wspólnie damy mu radę!
Nad Bellem zaczęły napływać smugi energii Ki, które uformowały się w kulę o średnicy Genki Damy robionej w walce z Freezą.
- Zmarnotrawiłeś dusze naszych przodków, ale one po twojej śmierci zostały uwolnione! Dodatkowo posiadłem jeszcze twoją, potężniejszą od ich wszystkich razem wziętych! Dzięki twojemu treningowi to ja stanę się niepokonany!
Kula zaczęła się zmniejszać, a dłonie, następnie przedramiona, ramiona, tors, a na końcu nogi Bella napęczniały, zwiększając swą objętość o połowę. Bell urósł także, posturą przypominając Brolly'ego. Z pleców wyrosły mu dwa rzędy biegnących równolegle kolców, najdłuższe były te na łopatkach, każde leżące niżej coraz krótsze. Całe jego odzienie zostało rozerwane przez mięśnie, ale ciało pokryły kościane wyrostki w miejsce "nadupnika" (kto oglądał "George'a prosto z drzewa"??) i napierśnika. Oczy zapłonęły demonicznym czerwonym kolorem. Z czaszki wyrosły dwa muflonie rogi. Broda wydłużyła się ku przodowi, przyjmujac kształt kolca o długości kilkunastu centymetrów. Skóra stała się zgiłofioletowa (niczem na śliweczkach-węgierkach) i ogólnie Bell Ultimate Tenki-jin przybrał postać demona.


Odc. 27 - "Powrót bohatera"

Bell spoglądał z niedowierzaniem na swoje dłonie. W niczym nie przypominał już małego, słabego stworka, którego może pobić każdy, kto się nawinie.
- Co za moc... -mamrotał- Co za moc... Teraz na pewno pokonam pozostałych Saiya-jinów.

+ + +

Tymczasem krawędź krateru, w którym zniknął uub, chwyciła brązowa dłoń. Po chili pojawiła się druga, a na końcu wojownik podciągnął się na rękach i zwalił się na ziemię poza dziurą. Ciężko oddychał, dopiero trzecia próba dźwignięcia się na kolana i podparcia się rękami została zakończona pomyślnie.
- Cholera... tak blisko byłem... a teraz jego moc przekracza moje wyobrażenia...
W tym momencie znów w jego głowie zabrzmiał głos Buu.
- Uub, słyszysz mnie?
- Buu, to znowu ty?
Odpowiedź nadeszła dopiero po dłuższej chwili.
- Twoja medytacja nie zostanie bezowocna. Co prawda nie wyzwoliłeś jeszcze z siebie całej potencjalnej energii, ale dysponujesz już mocą podobną do Gohana.
Uub zaoponował.
- Niemożliwe! W walce z Bellem pokazałem wszystko.
znów nastała kilkuminutowa cisza.
- Bo wyzwalana energioa nie szła ci w mięśnie. Skoncentruj się. Wewnątrz siebie powinieneś wyczuć komórkę nasyconą niewyobrażalną energią.
Uub zastosował się do porad różowego przyjaciela Mr. Satana. Zaczął od skanowania swojej głowy. Nie. Nie ma tam żadnego miejsca, w którym mogła gromadzić się energia. Zeszedł niżej. Serce. Wczuł się w każdą komórką swego ciała. W końcu dostrzegł jedną z czerwonych krwinek. miała w sobie zgromadzoną większą moc niż jej właściciel.
- Znalazłem ją.
Na odpowiedź musiał trochę poczekać.
- Zniszcz ją. Skoncentruj się tak, by zabić tylko ją.
To zadanie wymagało niemało trudu. Uub osłabiony walką z Bellem miał problemy z dokładnym wymierzeniem w komórkę wielkości łebka od szpilki. Cały czas na czworakach, zacisnął zęby i podjął ostateczną próbę. Zebrał wewnątrz swego ciała dawkę energii wystarczającą do spalenia kilograma drewna. Wystrzelił. Poczuł mdłości, tak jakby ktoś potężnie gruchnął go w brzuch. Zaraz po nich przyszła jednak fala ciepła, rozchodząca się z krwią po całym organizmie. Po pół minuty był w stanie wstać. Po minucie poczuł, jak zaczynają mu pęcznieć wszystkie cześci ciała. Ręce, nogi i tors urosły w obwodzie, a na wierzch powychodziły żyły nieraz tak grube jak palec. Krew zaczęła pulsować mu w skroniach, w kilka sekund urósł o głowę. Wokół niego pojawiły się wyładowania elektryczne, które zwróciły uwagę Bella. Było już jednak za późno, by mógł przeciwdziałać. Pod stopami Uuba pojawiła się złota poświata, która zaczęła pulsować. Za którymś razem Uub nie wytrzymał wzrostu energii i rozłożył ręce na boki, a poświata ogarnęła go całego, urosła do niewyobrażalnych rozmiarów i wybuchła. Siła odrzutu cofnęła Bella o kilkanaście metrów, ale nie uczyniła mu krzywdy. Po paru sekundach Tenki-jin ujrzał chłopaka otoczonego czerwoną aurą. Strzelał sobie palcami w rękach, ugniatając prawą pięść w lewej dłoni. Następnie zmienił ręce. Przez cały czas kręcił głową, rozciągając kregi szyjne. Po minucie przestał.
Bell uśmiechnął się i krzyknął do Uuba:
- Świetny pokaz! Obawiam się, że na próżno wyzwalałeś całą tę energię. Nie pomoże ci ona mnie pokonać.
- Tak uważasz? -zripostował Uub i zniknął Tenki-jinowi z oczu.
Tamten poczał rozglądać się, ale nie potrafił namierzyć przeciwnika ani za pomocą wzroku, ani wykrywania energii. Po chwili poczuł pięść uderzającą go w krzyż. Odwrócił się i nic nie zauważył. W tym samym momencie pięta Uuba doznała kontaktu fizycznego z potylicą Bella. Tym razem Tenki-jin nie zdążył się obrócić, gdy przyjął kilkanaście ciosów pięścią na twarz. Cały czas nie widział Uuba.

+ + +

W szklanej kuli na Planecie Bogów fioletowoskóry staruszek z siwym wąsikiem a'la Adolf, długowłosy młodzieniec o liliowej cerze i mężczyzna w pomarańczowym bezrękawniku i spodniach, oraz niebieskim t-shircie pod strojem przyglądali się nowej mocy ciemnoskórego chłopaka.
- A nie mówiłem!? -wrzasnął ten przedostatni- Wiedziałem, że jest reinkarnacją złego Buu!!!


Odc. 28 - "Porażające starcie"

Uub przestał okładać Bella i teleportował się kilkadziesiąt metrów do tyłu. Teraz dał się zauważyć przeciwnikowi. Obaj lewitowali na wysokości 10 piętra.
- Zaskoczyłeś mnie. -przyznał się Bell.
- To jeszcze nie wszystko. Mam nadzieję, że jesteś rzeczywiście lepszy po wchłonięciu duszy Frodliego.
- O to się nie bój. Pokaż mi co potrafisz.
Uub przytaknął i wystartował w kierunku przeciwnika. Bell nie został gorszy i również skierował się ku Ziemianinowi. Z ogromną szybkością zderzyli się pięściami. Powstałe wyładowanie energetyczne rozorało ziemię, tworząc rów głęboki na wiele metrów, szeroki na dziesięć i długi na kilometr.

+ + +

Gohana obudziły wibracje powietrze po zderzeniu dwóch wielkich energii. Spojrzał w kierunku ich źródeł.
- Co to są za energie? Jedna z nich przypomina mi Bella i Frodliego, druga... Ubb... i Buu! Nie wiem, co jest grane, ale najpierw znajdę Saiya-jinów. -pomyślał sobie.
Wszyscy leżeli nieopodal niego, tak więc po kwadransie udało mu się zebrać wszystkich w jednym miejscu. Każdemu z nich oddał część swojej energii, bo starcie z Bellem porządnie nimi wstrząsnęło. Przez cały czas czuł energie Uuba i Bella.
- Panowie, lecę zobaczyć, skąd pochodzą walczące siły. Nie radzę zabierać się ze mną, tam jest naprawdę niebezpiecznie. -zakomunikował.
- Nie będziemy biernie czekać na wynik walki. Nie mamy szans, ale możemy wesprzeć twojego przyjaciela duchowo. -zaoponował Talas.
- Wasza sprawa. Jeśli będę mógł, przyłączę się do uuba, ale wam nie radzę tego robić. -przestrzegł syn Goku.
Dalej nie dyskutowali. Wznieśli się w powietrze i ruszyli ku walczącym.

+ + +

Bell warczał przy mocowaniu się z przeciwnikiem, a Uub szybko oddychał przez nos, wydając głośne świsty podczas wydechu. W pewnej chwili Tenki-jin cofnął się i spróbował zadać dwa szybkie ciosy obiema rękami, ale Ziemianin złapał jego pięści w swoje dłonie. Bell zaczął na niego napierać, ale Uub nie dał się zbić z tropu. Z kamienną twarzą pociagnął przeciwnika ku sobie i zdecydowanym, szybkim ruchem walnął go kolanem w brodę. Następnie puścił go, podciągnął swe kolano na wysokość klatki piersiowej, i zaczął okopywać Bella, trafiając go stopą w brzuch i klatę, a piszczelą w głowę. W końcu Tenki-jin wziął się w garść i zablokował nogę Uuba przedramieniem, a następnie wyprowadził prawy prosty, ale ten złapał jego rekę i po kilkunastu obrotach wokół własnej osi puścił go, powodując spektakularne zderzenie Bella z nawierzchnią. Upadający Tenki-jin wbił się w ziemię, powodując jej popękanie na kilka sporych płyt w pobliżu miejsca upadku. Uub uśmiechnął się i wypuścił z jednej dłoni kilkadziesiąt pociskóww kierunku przeciwnika, co doszczętnie zrujnowało całe otoczenie. Wzbite tumany kurzu rozwiały się dopiero po kilku minutach.
Bell powstał z ławicy piasku, tak dokładnie pokruszone zostały kamienne płyty go przykrywające. Trzymał się za prawy bark, ale silne szarpnięcie wstawiło ramię w swoje miejsce. Porócił na swoje dawne miejsce, kilkanaście metrów od Uuba.
- Napędziłeś mi strachu. -przyznał Tenki-jin- Nie pozwolę już ci na to.
Szybko znalazł się przy przeciwniku i wyprowadził prawy prosty. Uub zablokował go przedramieniem, a siła odrzutu ciosu wytworzyła za nim wicher, który przesunął o kilkadziesiąt metrów kamienie i głazy leżące na ziemi. Następnie Bell zaczął wyprowadzać ciosy i kopniaki, ale Uub je blokował bez najmniejszego wysiłku. Zdegustowany umiejętnościami przeciwnika, jednym forhandem znów skierował go w dół lotem koszącym. Tym razem zamiast dziury powstał długi rów. Bell szybko się jednak pozbierał i zaczął lecieć ku Uubowi, nabierając coraz większej szybkości. Uub nie dał się wyprowadzić z równowagi i spokojnie wyciągnął ręce w kierunku nadlatującego przeciwnika.
- Twoje umiejętności okazały się na mnie niewystarczające. -rzekł poważnie.
W dłoniach zaczęła zbierać się rózówa energia. Po paru sekundach rozbłysła.
- Stań się czekoladką!!! -krzyknął Uub i wystrzelił w Tenki-jina.
Ten przerażony przyjął na siebie cios, bo szybkość nie pozwalała mu uniknąć promienia. Zaczął się kurczyć, po chwili stał się małym ludzikiem w czekoladowym kolorze. Siłą rozpędu leciał dalej w kierunku Uuba. Ziemianin najzwyczajniej w świecie wyciągnął rękę by złapać czekoladkę, gdy wtem Bell powrócił do normalnych rozmiarów i z całej siły uderzył go czołem w nos. Uub od tego ciou poleciał w dół, ale tuż przed upadkiem odzyskał kontrolę nad swym ciałem i wylądował na zgiętych nogach.
- Coś tu nie gra. -wymamrotał Murzyn.


Odc. 29 - "Widmo klęski"

Uub stał na ziemi, a Bell lewitował wysoko, daleko przed nim. W tym momencie tuż obok niego wylądował Gohan, a nieopodal nich reszta Saiya-jinów.
- Wygląda na silniejszego niż ostatnio. -zauważył syn Goku.
- Pochłonął dusze Frodliego i swoich przodków. Jest potężniejszy niż Frodli. -wyjaśnił Uub.
- W takim razie trzeba będzie się nim zająć we dwóch. -zdecydował Gohan- A skąd u ciebie taki wzrost mocy?
- Wyzwoliłem z siebie energię Buu. Na razie to tylko połowa mocy, którą mogę osiągnąć. -pochwalił się Ziemianin.
- Znakomicie. W takim razie ja także dam z siebie wszystko. -uciął Gohan i natężył mięśnie.
Najpierw wytworzył złotą aurę, po chwili jego mięśnie zwiększył nieco objętość, a włosy uniosły się ku górze stymulowane uwalanianą energią. Wraz z donośnym krzykiem czarne dotąd włosy stały się złote, wszystkie skierowane ku górze poza jednym puklem dyndającym pośrodku czoła. Dokoła niego pojawiły się małe wyładowania elektryczne, mięśnie natężały jeszcze trochę, a żyły wystąpiły na bicepsach, torsie i skroniach. Gohan postanowił nie bawić się w testowanie mocy przeciwnika, dlatego od razu transformował się w Ultra Super Saiya-jina, podobnie jak w walce z Frodlim.
Bell sięgnął do pamieci Frodliego i parsknął śmiechem.
- Co to ma być?! Ledwie Frodliego pokonałeś, a chcesz mi dać radę? -drwił.
- Od tamtego czasu intensywnie trenowałem. Odbyłem roczny trening w najlepszym do tego miejscu we wszechświecie. -zripowstował Gohan.
- Jeszcze się okaże. -odparł Bell i rzucił się do ataku.
Gohan i Uub początkowo bez problemów stawiali opór jego ciosom, ale w miarę jak walka trwała, Bell wydawał się coraz szybszy. "Coś tu nie gra. Od kiedy przestał być czekoladką jego moc wyraźnie wzrosła." -pomyślał Uub. Gohan w końcu znalazł lukę w gardzie przeciwnika i z całej siły gruchnął go lewicą w policzek. Teraz to on i Uub przeszli do natarcia. Bombardowali przeciwinika ciosami, a całą serię celnych uderzeń skwitowali jednoczesnym uderzeniem (Gohan prawą ręką, Uub lewą) Bella w brzuch, a potem wspólnym ciosem w łopatki. Bell, spadając pionowo w dół, wyrzeźbił kolejny krater na Kuntu. Gohan i Uub wyzwolili z rąk promienie energii, które skierowali na leżącego Bella. I w tym momencie z krateru wystrzeliły dwie wiązki Ki, które przełamały ich pociski i znokautowały ich, powodując ich upadek na ziemię. Obaj podnieśli się niemal błyskawicznie, ale Bell już na nich czekał. Każdemu zadał do cisie kolanem w brzuch, a potem chwycił Gohana za rękę i zderzył go ze zginającym się Uubem. Nie pozwolił im wstać, bo odskoczył na dziesięć kroków, wzniósł się na wyskokość kilku metrów i zaczął ostrzeliwać ich pociskami Ki. Po minucie zaparł się pod boki i zaczął szyderczo się śmiać. Gohan i Uub bez przytomności leżeli pod stertą kamieni.
- I kto teraz ma przewgę, co?! -grzmiał Bell- Nie myśleliście cyba, że we dwóch dacie mi radę? W starciu przed zmienieniem w czekoladkę nie używałem całej swojej mocy, później było to konieczne, bym odzyskał normalną postać.
W tym momencie Gohan i Uub poruszyli się, a po chwili wyleźli spod sterty kamieni. Gohan cały czas miał złote włosy, ale na pewno nie posiadał pełni sił. Bell skierował wyprostowany palec ku Gohanowi.
- Pokonałeś mojego brata. Nie pochwalałem tego, że się do was przyłączył, ale rodzinę wypada pomścić. -odezwał się z nutą szyderstwa- Lepiej się pozbieraj, bo zaraz będziesz w opałach.
Gohan spojrzał na Uuba, a potem na przeciwnika.
- Daj mi walczyć samemu. -poprosił przyjaciela- Jeśli ja go nie pokonam, to chyba nikt.
- Nie masz z nim szans. We dwóch nie daliśmy rady, niepotrzebnie narażasz życie. -próbował wyperswadować mu ten pomysł Murzyn.
- Co, boimy się? -zadrwił Bell.
Gohan wahał się jeszcze przez moment.
- Będę walczył w pojedynkę. -zdecydował.
- W razie czego możesz liczyć na pomoc. -zapewnił Uub i odleciał kawałek dalej, by walczący mieli wolną przestrzeń.
Nastałą ciszę przerwał Bell.
- Pokaż swój popisowy numer. -rozkazał Saiya-jinowi.
- Jak chcesz. -rzucił Gohan i odskoczył kilka metrów do tyłu.
Przyłożył sobie dłonie do boku, podczas gdy Bell skrzyżował ręce na torsie.
- KA!
Dotychczas złączone opuszkami palców dłonie rozchylił nieco bardziej.
- ME!!
Pomiędzy dłońmi pojawiła się iskierka energii, która szybko wypełniła wolną przestrzeń.
- HA!!!
Gohan bardziej oddalił dłonie, teraz trzymał w nich ładunek Ki wielkości futbolówki.
- ME!!!!
Dłonie oddaliły się na odległość prawie metra i ponownie zwarły do poprzednich rozmiarów, dzięki czemu Gohan mógł dokładniej skumulować uwolnioną energię. Teraz sprawy potoczył się błyskawicznie. Gohan z krzykiem
- HAAAAA!!!!!
wyrzucił ręce do przodu, strzelając potężną Kamehamehą w przeciwnika. Bell tylko wyprostował prawą rękę, zebrał w niej trochę energii i z krzykiem
- Tenki Beam!!!
wypuścił wiązkę energii w kierunku Gohana. Pocisk otoczył energię Gohana i zaczął się cofać, cały czas obejmując dokładnie Kamehamehę. Chwilę później czoło ataku Saiya-jina dotarło już do dłoni Bella, który wchłonął ją do prawej ręki. Następnie wyprostował lewą rękę i wystrzelił drugi pocisk, który trafił Gohana w tors i odrzucił go wiele metrów do tyłu. Jeszcze w locie Gohan stracił przytomność, a włosy odzyskały naturalny, czarny kolor.
- To już koniec... -wyszeptał Bell.


Odc. 30 - "Wybawca"

Uub przypatrywał się nieprzytomnemu Gohanowi.
- Cholera... Co teraz z nami będzie? -szeptał pod nosem- On jest po prostu niesamowity... Gdzie się podział pan Goku? Od tylu tygodni go nie widziałem...
Bell tymczasem zwrócił na niego uwagę i uśmiechnął się złowieszczo.
- Jeszcze ty... -wycedził.
W mgnieniu oka znalazł się przy nim. Uub nie zląkł się, postanowił walczyć do końca. Zaczął więc boksować Bella po brzuchu, choć tamten nawet nie jęknął po żadnym z ciosów. Tenki-jin w pewnej chwili po prostu wyprostował rękę, ale otrzymany cios odrzucił go kilkanaście metrów do tyłu. Niestrudzony Ziemianin wypuścił w kierunku wroga promień zamieniający w czekoladkę, ale Bell odbił go ręką w stertę głazów, które rozpadły się na żelki. Zaraz potem zbombardował go pociskami Ki, które Tenki-jin zuchwale przyjmował na wypięty tors. Nie widząc żadnej innej możliwości, Uub rozpędził się i z wyskoku zaatakował Bella w przeponę, jednakże odbił się od twardego torsu wroga jak piłka od muru. Wylądował na ziemi, trzymając się za bolącą kostkę. Bell tymczasem podszedł do niego i podniósł go jedną ręką, chwytając za czuprynę. Przybliżył jego twarz do swojej i z uśmiechem na ustach zaaplikował mu serię ciosów w brzuch; po ostatnim z nich Uub splunął krwią i zwisnął bezwładnie. Bell rzucił precz jego nieprzytomne ciało.

+ + +

Przyglądający się walce Saiya-jinowie struchleli na widok okrucieństw wroga.
- Piekło nam go zesłało. -zagaił jeden.
- Dwóch najsilniejszych ludzi we wszechświecie mu nie sprostało, nawet jego rodzony brat. -dodał drugi.
- Przestańcie narzekać, zastaówcie się lepiej, co zrobić z tym fantem. -uspokoił ich Talas- We frontalnym ataku nie mamy szans.
Wszystkie czternaście głów zwisnęło smutno. Nie narodził się w nich żaden pomysł.
- Chyba mam plan. Możemy go otoczyć i wysadzić. -zaproponował któryś.
- Ciekawe jak?! -zadrwił inny.
- Ano tak -wtrącił się Talas i uniósł ku górze dwa wyprostowane palce prawej ręki, wskazujący i środkowy.
Wśród Saiya-jinów nastało poruszenie.
- Świetny pomysł. -orzekli chórem i otoczyli wroga luźnym okręgiem, stojąc po pięćdziesiąt metrów od siebie.
Wszyscy mielispoglądać na partnera po swojej prawicy, w ten sposób, począwszy od Talasa, czternaście kolejnych wybuchów miało zgładzić wroga. Talas westchnął głęboko. To jedyne, co mogą zrobić w obecnej sytuacji. Po chwili wahania zdecydowanie powtórzył gest sprzed paru minut. Zawtórowało mu trzynaście prawic. W ułamku sekundy czternaście eksplozji z Bellem w centrum wstrząsnęło posadami Kuntu. Wzbite tumany kurzu ogarnęły stojących daleko od Tenki-jina Saiya-jinów, a także leżące nieprzytomnie ciała Gohana i Uuba. Przez pewien czas wojownicy byli pewni sukcesu. Jednak z chmury kurzu wyleciała jedna wiązka energii, która trafiła Talasa prosto w serce i przebiła je na wylot. Umierające w konwulsjach ciało tygodniowego wodza Saiya-jinów padło na plecy. Reszta Siya-jinów zapłonęła ślepym gniewem. Nie patrząc na nic, ruszyli ku Bellowi gotowi zginąć jak wojownicy. W pewnej chwili zatrzymała ich jednak niewidzialna siła. Jednocześnie do ich umysłów przemówił zdecydowany głos : "On jest mój".
Nastała cisza. Przerwało ją lądowanie na ziemi czarnowłosego mężczyzny w niebieskim kombinezonie i białym napierśniku. Miał też czarnr oczy, którymi zlustrował pole walki.
- Kto tu rządzi? -spytał tonem domagającym się natychmiastowej odpowiedzi.
Po chwili niezdecydowania kilku Saiya-jinów wskazało ręką na zwłoki Talasa.
- Aha. No to teraz ja przejmuję pałeczkę. -stwiedził przybysz.
Bell wyłonił się znad kurzawy.
- A kim ty jesteś, że się tak palisz do walki? -zagaił.
- Ja? -rzucił niedbale tamten- Ja jestem twoim pogromcą. Jestem wybawcą mej rasy. Jestem książę Vegeta.

C.D.N

Przejdź do <-- Rozdział 2 / Rozdział 4 -->

2140 Czytań | Drukuj