Witaj w serwisie DragonBall 4 Ever

Czym jest db4ever?

Społeczność db4ever skupia wokół siebie fanów zarówno tego kultowego anime/mangi jak i miłośników japońskiej kreski ogólnie. Jesteśmy tu by poznawać innych użytkowników o podobnych zainteresowaniach, dyskutować na forum na tematy dragonball'owe ale i te całkiem odmienne, oceniać swoje prace, czy poprostu zassać odcinku lub znaleść kilka przydatnych ciekawostek dotyczących tej serii anime.

Nie trać czasu i zarejestruj się już teraz. Gdy zechcesz poznać bliżej zgraną ekipę która przesiaduje tu od lat to stwierdzisz że zdziwieniem że zajżenie tu choćby raz na dzień to już odruch i masz to we krwi ;)

Logowanie Użytkownika

Dostępność Loginu:


Zanim założysz konto sprawdz czy wybrana przez Ciebie nazwa użytkownika nie jest już zajęta.


Wpisz planowaną nazwę użytkownika (login) a następnie wciśnij przycisk 'Tab' by sprawdzić jej dostępność.

Wpisz Szukaną Frazę:

Artykuły Na Forum Odcinki
Użytkownicy Filmy Online


Powrót na Stronę Startową
Wyszukiwarka
Fanfic autorstwa Frodli: Tenki-jin Saga cz.1
Dodane przez medyq dnia 12-03-2006 03:14

   Odc. #01 - "Nowy porządek"

Po odlocie Goku Pan jeszcze kilka chwil wpatrywała się w miejsce, gdzie ostatni raz dostrzegła koniec ogona Shenrona. Łzy zaczęły jej napływać do oczu. Przypomniała sobie turniej, na którym dziadek odleciał z Uubem i spotkała go dopiero po dziesięciu latach zamienionego w dziecko. A teraz, po nieco ponad roku, znowu go straciła. Miała ochotę lecieć za nim i zatrzymać go na zawsze dla siebie. Z zamyślenia wyrwał ją Gohan.
- Pan, zabieramy Vegetę do Dendego żeby uleczyć jego rękę. Leć z dziadkiem Satanem i mamą do niego, wrócę wieczorem.
- Tato, czy dziedek wróci?-spytała smutno.
- Nie wiem.-tu Gohan podrapał się w tył głowy.-Jest dość nieprzewidywalny.-uśmiechnął się nieco sztucznie.
Dziewczynka zaczęła tłuc go pięściami po torsie.
- Niech wróci teraz!-krzyknęła i z płaczem rzuciła się mu w ramiona.
Mr.Satan podszedł do nich.
- Pan, uspokój się.-zagai, po czym dodał rozpromieniony:-Masz jeszczse jednego dziadka:-)
Trunks, gohan, uub i Goten zabrali Vegetę do Dendego. Pan z Mr.Satanem, a Videl z ChiChi odlecieli do Satan City, zaś Bulma wróciła do centrali Capsule Corp.

+ + +

W wieży Karin (a właściwie Pałacu Dendego) trwała walkka o rękę Vegety.
- Jest przebita na wylot.-stwierdził Nameczanin.-Załatam ranę, ale przez kilka dni może mu dokuczac niedowład.
Stroskani Uub i Saiya-jinowie przyglądali się jego poczynanom. Po chwili Vegeta odzyskał przytomność.
- Moja ręka...-jęknął.
- Spokojnie, nie ruszaj się, właśnie ją składam.-uspokoił go Dende.
Vegeta zerwał się na równe nogi. parę razy zacisnął pięść uszkodzonej ręki, pomasował się drugą ręką po swędzącym barku.
- Jestem zdrowy!-krzyknął.-Jestem Saiya-jinem, odzyskuję zdrowie szybciej niż człowiek!
- Jak chcesz.-stwierdził Dende.
Trunks podjął dyskusję:
- I co będzie teraz? Nie ma Son Goku, tata jest osłabiony. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość.
Stroskana reszta skwitowała te słowa milczeniem. Po dłuższej chwili odezwał się Gohan.
- Trzeba żyć jak dotychczas.-stwierdził.-Ja mam fuchę w Capsule Corp., chcę też zostać wykładowcą w Mr.Satan Orange School.
- Ja się uczę. I chcę bliżej zapoznać się z Palace.- dodał Goten.
- Ja jestem prezydentem Capsule Corp. Mogę trenować, ale tylko godzinę dziennie.-dopowiedział Trunks.
- Muszę pomagać rodzicom.-wykręcił się Uub.
Spojrzenia padły na Vegetę.
- Jasne! Jasne!-krzyknął-Wszystko na mojej głowie! No to ja już się zwinę, muszę doścignąć Goku.
- Jego mocy nie osiągniesz.-poprawił go Goten.-Jeszcze się z tym nie pogodziłeś?
Ze zdenerwowania Vegecie wyszły żyły na skroniach. Transformował się w SSJ2, demonstrując im swą niprawdopodobną (w swoim mniemaniu) moc. Spojrzał na nich spode łba.
- Póki życia, póty nadziei.-rzucił i odleciał. Po chwili przestali czuć jego obecność.
- Zablokował swoje Ki.-stwierdził Goten.
- Jak mu przejdzie, to wróci.-dodał Trunks.
Słońce chyliło się ku zachodowi, więc chłopcy zaczęli się sposobić do odlotu.
- Dende, dziękujemy za pomoc i przepraszamy za tatę.-rzekł Trunks.
- Taki już jest.-z uśmiechem na ustach odpowiedział Dende.-Oby nastał wieczysty pokój.
Goten, Trunks i Gohan wrócili do Satan City, a Uub odleciał do rodziców.

+ + +

- Popo, czy poprosiłem ich o pozbieranie smoczych kul?-spytał Dende przy kolacji.
- Przecież Goku je wchłonął.-usłyszał.
Dende zachłysnął się łyżeczką. Wypluł ją, spojrzał na przyjaciela i... roześmiał się serdecznie.

Odc. #02 - "Tajemniczy mściciel"

Miesiąc później Goten przechadzał się z Palace po alejce parkowej, gdy nagle uderzył go ogrom Ki znajdujących się w pobliżu.
- Co to?-spytał sam siebie.
- Coś nie tak?-zaniepokoiła się dzieczyna. Wciąż miała w pamięci żywe wspomnienia z walki Gotena z Bebim.
- Nic, nic, coś mi się zdawało.-syn Goku zrobił dobrą minę do złej gry i ruszył dalej, obejmując ją w talii.
Po chwili padł z nią na ziemię,a nad nimi przeleciał pocisk Ki, który po chwili zburzył pobliski wieżowiec. Goten podniósł się i dostrzegł faceta w uniformie podobnym do tego, który nosili wojownicy armii Freezy. Chłopak nie pamięta tych czasów, więc nie pojął powagi sytuacji. Typek miał czarne oczy, łysą głowę i posturę uuba przed sprzed scalenia z Fat Boo- nie wyglądał groźnie, aczkolwiek łypał na nich elektryzującym (z iskrami w oczach) wzrokiem.
- Palace, uciekaj.-zakomenderował Goten.
- Nie zostawię cię.-odparła.
- Masz tu mój telefon, zadzwoń po Gohana.-zaproponował.-Szybko, idź już.
- A co z tobą?
- Poradzę sobie.-pocałował ją w policzek.-Idź już, osłonie cię.
Pobiegła dalej wgłąb parku, a Goten wciąż obserwował przybysza oczekując nieprzyjaznych ruchów.
- Kim jesteś i co tu robisz?-spytał ostro chłopak.
- Saiya-jin.-wyszeptał tamten i obłąkańczo oblizał wargi.
- Czego szukasz na Ziemi? Nie znam twego Ki!-powtórzył goten.
- Saiya-jin.-powtórzył typo.
Goten przyjął gardę.
- Mów albo znikaj z Ziemi!-rzucił syn Goku.
- Nie boję się Saiya-jina.-odparł tamten.
- Brawo, umiesz mówić.-zadrwił chłopak.-Skąd wiesz o Saiya-jinach?
- Nie będę rozmawiał z Saiya-jinem.-usłyszał.
Przybysz teleportował się za niego i zaczął walkę. Stosował proste combosy- lewy sierpowy, prawy prosty,kop z prawej nogi, cios łokciem, kop z lewej nogi i tak w kółko, toteż Goten bez trudu odpierał ataki. Nagle złapał wroga za rękę i przyciągnął jego głowe do swojej.
- Wybieraj- śmierć albo odlot z Ziemi.-zagroził.-Ostatnia szansa!
W odpowiedzi tamten splunął mu w twarz. Zezłoszczony Goten wykonał półobrót i cisnął przeciwnikiem o ziemię. Odskoczył kilkanaście metrów i zbombardował go pociskami Ki. 'To żaden przeciwnik'-pomyślał. Gdy kurz opadł okazało się, że rywal stoi jeszcze na nogach.
- Nie jesteś zły.-rzucił przeciwnik.-Jako drugi zmuszasz mnie do przyjęcia drugiej formy.
- A kto wcześniej?-spytał czujny Goten.
- To było dawno. Wtedy na drugim poziomie byłem słabszy niż teraz na pierwszym. Możesz o tym nie wiedzieć, ale Tenki-jinowie, czyli moja rasa, potrafią wspinać się na coraz wyższe poziomy mocy. Jestem ostatnim Tenki-jinem i jednym z niewielu w historii zdolnych do transformacji. Przez 50 lat szukałem Saiya-jina, który zniszczył moją planetę. I kilka lat temu go znalazłem. Jest na Ziemi.
- Co on bredzi?-mruknął pod nosem Goten.-Uciekaj albo giń! Nie pozwolę ci nikogo skrzywdzić!
- Nie przestraszysz mnie. Poprzysiągłem na pamięć mych przodków, że zniszczę rasę Saiya-jinów. Ty będziesz pierwszy.-tu rywal skinął na niego palcem.
- Czy ty kiedykolwiek walczyłeś z Saiya-jinem?-zagadał chłopak.
- Dawno temu. Ale wtedy byłem słaby, teraz nic nie przemoże mojej potęgi!!!-ryknął przybysz i wytworzył wokół siebie fioletową poświatę. Następnie urósł do rozmiarów Gotena (tyle że miał lepszą muskulaturę). Skóra z ludzkopodobnej stała się fioletowa, na policzkach wyrosły po trzy szpary przypominające skrzela. Czarne oczy zrobiły sie całe czerwone, pancerz (jego górna część) pęknął pod naporem mieśni.
- Oto druga forma Tenki-jina.-z dumą oświadczył rywal.
"Cholera, nie jest dobrze"-pomyślał Goten."ale zawsze mogę przyjąć formę SSJ."
- zobaczymy, czy jesteś taki twardy.-hardo rzucił syn Goku.
Wzbili się w powietrze. Wytworzyli aury, dolecieli do siebie i zderzyli z hukiem pięściami..

Odc. # 03 - "Pierwsza ofiara"

Gohan i Pan dreptali nerwowo po szpitalnym korytarzu. Po chwili usiedli, westchnęli i znów oddali się spacerowi od drzwi prowadzących do oddziału do schodów biegnących piętro niżej.
- Tato, kiedy to się skończy?-zagadnęła Pan.
- Nie wiem, poród może trwać kilka godzin.-wytłumaczył jej ojciec.-ale w kazdej chwili może przyjść salowa.-pokrzepił ją, widząć stroskaną minę córki.
W tej chwili ze sali wyszła pielęgniarka.
- Son Gohan?-wyczytała z kajetu.
- To ja.-zgłosił się syn Goku.
- Ma pan syna.-oświadczyła.-Małżonka pragnie dać panu wolne pole w wyborze imienia.
Na tę okazję Gohan czekał od kilku miesięcy. Jeśli urodziłaby się córka, Videl wybrałaby imę, tak się z nią dogadał. Dlatego miał już przygotowane imię.
- Son Gogito.-wyrecytował.
Piguła zanotowała wszystko, co trzeba, i odeszła. w tej chwili Pan rzuciła się ojcu w ramiona.
- Hurra! Mam braciszka!-krzyknęła uradowana.

+ + +

Ku zdziwieniu Gotena przeciwnik nie urósł zbytnio w siłę. Ciosy wroga ani razu go nie trafiły, a jedyny celny prawy prosty złapał w dłoń i cisnął oponentem o ziemię (a byli w powietrzu, więc spadający Tenki-jin wzbił tumany kurzu). Następnie chłopak użył kilkudziesięciu pocisków Ki, aby zbombardować leżącego przeciwnika. Po chwili z kurzawy wyłonił się przeciwnik.
- Prawie jak kiedyś.-wysapał.-Mój dawny przeciwnik też nie miał sobie równych wśród moich współziomków. Ale oni nie dysponowali moją mocą!
Uformował w dłoniach małą kulkę, którą rzucił w Gotena. Ten zablokował ją skrzyżowanymi ramionami, a następnie przyłożył obie dłonie do jednego boku, lekko się schylając.
- Pora kończyć!-krzyknął.-KA-ME-HA-ME!
Przybysz wyciągnął rękę w kierunku Saiya-jina, po czym ułożył dłoń prostopadle do ramienia. Wytworzył w rozwartych palcach kulę Ki wielkości głowy.
- Tenki Beam!-krzyknął.
- HA!-zawtórował mu Goten.
Promienie wściekle się ze sobą zderzyły. Siłowali się tak chwilę, aż między wiązkami Ki zebrała się pokaźna (kilkunastometrowa) kula energii. Nikt nie przeważał. Widząc to Goten transformował się w SSJ, ale w tym stanie wytrzymał tylko czas potrzebny na mrugnięcie okiem."Co jest?"-pomyślał chłopak. Tymczasem rywal chwycił się w łokciu drugą ręką, bo odczuł już znużenie. Gotenowi zaczęło brakować sił, kula zbliżała sie do niego coraz bardziej.
- Cholera...-wycharczał.-Potrzebuję.. więcej... Ki...
Wytworzył bezbarwną poświatę i na moment oddalił widmo porażki. W pewnym momencie jednak energia przestała mu wypływać z rąk i kula z wielkim hukiem rozbiła się o niego. Wybuch zburzył wszystko w promieniu stu metrów, zalewając wszystko krystalicznym blaskiem. Gdy promienie słoneczne przedostały się przez barierę kurzu, Tenki-jin stał nadal, ciężko dysząc i trzymając się lewą ręką za prawy łokieć. Nieopodal leżał nieprzytomny Goten. Chłopak miał rozdartą koszulę i liczne, krwawiące zadrapania na torsie, rękach i głowie.
- 1:0 dla mnie.-stwierdził, wzbił się w powietrze i odleciał w nieznanym kierunku.
Na szczęście dla Gotena, przeciwnik nie pofatygował się sprawdzić, czy chłopak żyje. po parunastu sekundach syn Goku odzyskał przytomność, ale nie był w stanie wstać. Chwycił się za obolały bok i wyszeptał:
- Gohan... co cię zatrzymało...

+ + +

Tenki-jin zadowolony z siebie leciał beztrosko nad skalną pustynią (podobną do miejsca rozegrania Cell Game). W pewnym momencie stanął przed nim fioletowowłosy chłopak.
- Kim jesteś?-spytał groźnie.
- Następny Saiya-jin...-wyszeptał wróg.
- Następny?-zdziwił się Trunks.
- Jednego ju załatwiłem.-pochwalił się przeciwnik.
- To następny załatwi ciebie!-odparł syn Vegety.

Odc. #04 - "Złowieszcze Tenki Beam"

Podobnie jak Goten tak i Trunks początkowo nie miał problemów z przybyszem. Jednakże syn Vegety szedł na całość i po chwili zmasakrowany serią pocisków Ki Tenki-jin ledwo stał na ziemi. Trunks wylądował. Rywal szeroko stanął na nogach, by się nie wywrócić.
- O żesz ty...-warknął.
Wytworzył białą poświatę i ruszył w kierunku Saiya-jina. Trunks zatrzymał go kopniakiem, następnie zaczął boksować po brzuchu, kolanem wzbił go w górę, a potem wbił w ziemię uderzając go złączonymi poprzez splecenie palców pięściami w plecy. Po chwili Tenki-jin wrócił na górę. Ciężko dyszał i trzymał się za wystawiony bark. Szarpnął ręką i ramię wróciło na swoje miejsce. Z nosa cienką strużką ciekła mu krew, oczy płonęły nienawiścią.
- saiya-jin...-wyszeptał- Saiya-jin...
powstała wokół niego fioletowa aura, która pokryła jego rany i wyleczyła je. Po chwili oczy zaczęły świecić, a sylwetka nieco się 'napompowała'.
- Nieprawdopodobna moc.-powiedział do siebie Trunks.
Przeciwnik bezzwłocznie zbliżył się do niego.
- Tym razem ci nie popuszczę.-zapewnił.
- To nie wyglądało na zabawę.-wycedził Trunks- Jeśli jeszcze nie walczyłeś z Saiya-jinem lepiej zabieraj się z Ziemi.
- Poprzedni też tak mówił.-wydrwił go wróg- Nie chwal dnia przed zachodem Słońca.
- W walce nie jesteś tak dobry jak w dyskusji.-stwierdził Trunks.
I ruszili ku sobie. Ciosy wzajemnie blokowali, nie było zwycięzcy ani pokonanego. Pociski Ki wybuchały od zderzeń czyniąc wiele kraterów w podłożu. W końcu zaczęli kumulować energię. Trunks szybko przemykał dłońmi przed klatką piersiową, po czym z krzykiem:
- Burning Attack!-wystrzelił w przeciwnika.
Tenki-jin znów wyciągnął rękę przed siebie.
- Tenki Beam!
Zderzeniu promieni towarzyszyło pęknięcie ziemi, a pojedyncze odłamki skalne zaczęły unosić się w górę. Po chwili Trunksa zaczęły opuszczać siły.
- Muszę bardziej się postarać.-stwierdził.
Spróbował transformować się w SSJ, ale tylko ulamek sekundy wytrzymał w tym stadium.
- Ha! Ha! Ha! Z moim Tenki Beam nikt nie ma szans! Przerabia ona twoją energię na moją, dzięki czemu wyzwalam tylko połowę potrzebnej Ki. Drugą mam od ciebie! Za pare chwil padniesz nieprzytomny.-poinformował przeciwnika Tenki-jin.
- Nie masz szans!-krzyknął Trunks i wyzwolił całe pokłady pozostałej energii.
Fala uderzeniowa urosła w średnicy ponad dwukrotnie, mimo to chłopak nie osiągnął żadnej przewagi.
- Już po tobie!-krzyknął wróg i w tym momencie pocisk Ki wybuchłnął mu na plecach.
Trunks wycieńczony opadł na ziemie- obaj przestali emitować energię do swoich ataków. Tenki-jin obrócił się.
- Jeszcze żyjesz?-zdziwił się na widok Gotena.
Syn goku podleciał do Trunksa. Pomógł przyjacielowi wstać, potem skierowali wzrok ku przybyszowi.
- Nie jest zły.-rzekł Trunks do Gotena, patrząc na rywala.
- No, zaskoczył mnie tym swoim atakiem. Musimy na to uważać.-stwierdził jego przyjaciel.
- Nie bawmy się z nim.-zawyrokował rok starszy, fioletowowłosy chłopak.- Nie mam sił na transformację w Super Saiya-jina. Musimy dokonać fuzji.
- Zgadzam się.-rzekł Goten.
Odskoczyli o sześć kroków od siebie.
- Fuuu-zja!!!HA!!!-krzyknęli naraz podczas Fusion Dance.
Dwadzieścia jeden lat starszy gotenks ukazał się wrogowi otocziony białą poświatą. Miał sylwetkę chłopaków (Trunksa i Gotena), i czarne, a po bokach fioletowe włosy. Oniemiały wróg przyglądał się temu niebywałemu zjawisku.
- Fuzja...-wyszeptał- Fuzja...
Jednakże po chwili odzyskał rezon. Przyjął gardę i użył fioletowej aury.
- Zobaczymy, kto jest silniejszy!-z tym krzykiem rzucił się na Gotenksa, który beztrosko podpierał dłonie o biodra.

Odc. #05 - "Blisko zwycięstwa"

Chłopak bezproblemowo, błyskawicznie unikał szybkich ciosów wroga. Kiedy przeszedł do ofensywy, rywal równie blokował nogi i ręce Gotenksa lub umykał przed nimi. Mieli dokładnie równą moc! Chwilę potem zaczęli nawzajem bombardować się pociskami Ki, które widowiskowo wybuchały w kontakcie z kulami przeciwnika. Pięć minut po dokonaniu fuzji obaj przeciwnicy wznieśli się w powietrze.
- Walczyłem z lepszymi.-rzekł Gotenks.
- Ja też.-odparł tamten,po czym dodał z uśmiechem:- I wygrywałem.
- Nie mam czasu na bezowocne przepychanki.-stwierdził scaleniec.
Goten i Trunks dorośli, więc i Gotenks stał się mniej skory do zabawy, a bardziej do bitki. Rozchylił ręce i transformował się w SSJ. Wróg szeroko otworzył oczy ze zdumienia.
- Co to?-wyrwało mu się.
- Super Saiya-jin. -oświadczył z dumą Gotenks.
- Jak to się... -niedowierzał Tenki-jin.
- To proste. Saiya-jinowie to najpotężniejsza rasa we wszechświecie. A ja jestem kwintesencją ich potęgi. Wybacz, szkoda mi czasu.- zakończył Gotenks, po czym ruszył na przeciwnika.
Po otrzymaniu kiljku ciosów w twarz i kopniaka z kolana w brzuch wróg splunął krwią. Następny cios z półobrotu (prawie jak Chuck Norris;) powalił go na ziemię po uprzednim kilkumetrowym locie. Gotenks zaczął miotać w przeciwnika pociskami Ki, wzbijając tumany kurzu. Chwilę potem wytworzył w dłoniach kulkę naładowaną energia. Kurz opadł, wróg powoli wstawał, ale nie widział Gotenksa gotującego się do ataku.
- Cholera... -wymamrotał- żeby taki wojownik jak ja...
Nie dokończył. Promień Ki uderzył go prosto w korpus i odrzucił do tyłu. Ułamek sekundy później rozbił w pył jeden głaz i zatrzyamł się na drugim. Gotenks SSJ podleciał do niego. przeciwnik w pozie ukrzyżowanego nie zdradzał oznaków życia.
- Hej, żyjesz? -chłopak szturchnął w bark nieprzytomnego rywala. Ten powoli otworzył oczy i spojrzał na niego. uwolnił ręce ze skalnej ściany i wzleciał w powietrze. Gotenks, pewny siebie, cofnął się nieco, by zrobić mu miejsce.
- Super Saiya-jin. -szepnął wróg z pogardą.- Ty masz moc tych dwóch chłystków...- tu splunął ordynarnie- A ja mogę przywołać cała potęgę mej rasy.
- Nie mów głupot. -odparł Gotenks- Nikt nie potrafi posiąść mocy całej swej rasy.
- A jednak. -rzucił tamten.
Uniósł ręce w górę i rozbłysnął białą aurą. Po chwili pojawiła się nad nim kilkumetrowej średnicy kula.
- Tenki-jinowie! -wrzasnął- Wasz syn prosi o moc, aby pomścić waszą śmierć! Dajcie mi energię swych dusz!
Gotenks otrząsnął się z osłupienia, po czym miotnął pociskiem Ki we wroga. Bezskutecznie. Przypatrywał się więc z szeroko otwartymi oczami i ustami, jak wróg pochłania kulę dłońmi. Muskulatura rosła i rosła, aż osiągnął sylwetkę Ultra Super Saiya-jina. Z barków na wzór naramienników wyrosły białe, ostro zakończone kostne narośle. Na torsie pojawił się napierśnik wrośnięty w skórę. Ręce i głowa pozostały fioletowe. Skały dokoła nich uniosły się w górę. Wróg osiągnął poziom Ultimate Tenki-jina.
- Możemy zaczynać. -rzucił do Gotenksa.
Gotenks kalkulował w myślach strategię walki. Po chwili podleciał do przeciwnika, zadał kilka ciosów pięścią; teleportował się za niego, kopnął między łopatki; i znów przed niego, by uderzyć kolanem w podbródek. Przeciwnik tylko się uśmiechnął. Chwycił Gotenksa za włosy lewą ręką, a prawa uderzył go kilka razy w głowę i brzuch; potem wziął szeroki zamach i rzucił go na ziemię. Młodzieniec odbił się od powierzchni parę razy, ale w mig wrócił na nogi. "Tak go nie pokonam."-pomyślał, po czym spróbował transformacji w SSJ3, ale niemal od razu włosy wróciły do dawnej długości.
- Cholera, mam za mało Ki. -zaklął.
Rywal lewitował kilkanaście metrów nad nim. Gotenks postanowił pójść na całość.
- Hej! Ty tam! -zakrzyknął- Gotuj się na śmierć!
- Czekam na nią od dawna. -odparł tamten.

Odc. #06 - "Nadchodzi zemsta"

Do końca fuzji pozostało tylko dziesięć minut. Gotenks nie mógł transformować się w SSJ3, więc nadął policzki i wypuścił kilkanaście duszków. Powyżej pasa wyglądały jak ich twórca, zamiast nóg zaś miały smugę mgły.
- Przyjaciele, do ataku! -krzyknął, po czym wskazał ręką wroga.
Tenki-jin został otoczony przez duchy. Zaczęły szybko wirować wokół niego, tak iż sprawiły wrażenie białej kuli, która zaczęła zaciskać się powoli. W końcu kolejne upiory zaczęły wybuchać w kontakcie z wrogiem. Gotenks odbił się mocno od ziemi i z wielką szybkością uderzył przeciwnika prawicą w przeponę, składając sie jak Goku do Dragon Fist'a (smok, rzecz jasna, nie pojawił się). Gdy dym od wybuchów się rozwiał, Ultimate Tenki-jin lewitował niewzruszenie w tym samym miejscu co wcześniej, a Gotenks SSJ bezskutecznie napierał na niego. Wykorzystując tę pozę chłopaka, wróg uderzył go kolanem w brzuch, a zaraz potem chwycił go za włosy i runął z nim w dół. Zaczął lecieć równolegle do powierzchni, jednocześnie szorując bezwładnym Saiya-jinem po ziemi. W tej chwili Trunks i Goten rozdzielili się, turlając z rozpędu. Chłopaki wstali, przeciwnik wylądował kilka metrów przed nimi.
- Co za moc... -wysapał Trunks.
- Nadspodziewanie wysoka... -dodał Goten- Gdzie, do cholery jest Gohan?
- Nie mam siły na transformację w Super Saiya-jina. -oświadczył syn Vegety- Na fuzję też. Goten, musimy się na niego rzucić.
Młodszy przyjaciel przytaknął i obaj ruszyli na wroga. Okładali go pięściami i kopniakami, bombardowali pociskami Ki, ale wróg cały czas tylko szyderczo się uśmiechał. W pewnym momencie chwycił obu za ręce i zderzył jednego z drugim, a potem rzucił w dal. Młodzieńcy nieprzytomni sunęli po ziemi. Przeciwnik napawał się swym triumfem. Uformował w dłoniach dwie kulki, którymi rzucił w leżących i nieprzytomnych Trunksa i Gotena. Dwa cienie uniosły ich jednak i pociski nikomu nie wyrządziły krzywdy. Synów Goku i Vegety złożyły na kamienistej półce i wstały. Gohan i Pan.
- Gohan... -wyszeptał trunks.
- Jesteś już... -wtórował mu Goten.
Pan przykucnęła przy nich i pomogła im usiąść. Ranni ciężko odetchnęli, po czym głos zabrał Goten.
- Co cię zatrzymało?
Gohan uśmiechnął się.
- Son Gogito. -wycedził, po czym widząc pytające spojrzenia przyjaciół, dodał:- Mam syna.
Goten i Trunks uśmiechneli sie nieco sztucznie. W tej chwili Gohan odwrócił się i odbił w dal pocisk wystrzelony przez przeciwnika.
- Hej, wy tam! -ryknął na nich z góry- Spotkanie rodzinne przerwane!
Gohan rozluźnił krawat i zdjął marynarkę (był w niebieskim garniturze noszonym podczas serii GT).
- Pan, pilnuj ich. -przykazał córce.
- Uważaj bracie. -przestrzegł Goten- Gotenks SSJ sobie z nimi nie poradził.
- Będę o tym pamiętał. -zapewnił Gohan.
Pogłaskał córkę po głowie i zrównał się wysokością z przybyszem.
- Co tu robisz?! -groźnie warknął chłopak.
- Szukam zemsty. -wycedził tamten- A ty nie pozwoliłeś mi jej zaspokoić.
- I nie pozwolę. -rzekł Gohan.
- Będziesz tylko kolejną przystawką. -zapewnił przybysz.
- Przed kim? -spytał syn Goku.
- Przede mną. -rozległ się trzeci głos- Frodli, nie myślałem, że przeżyjesz mój Final Flash.
- Czekałem na ciebie. -odezwał się Tenki-jin- I opłaciło się... Vegeta...
Gohan przyglądał się w osłupieniu tej scenie. Oczywiście znał przeszłość Vegety, ale nie spodziewał się, że najdumniejszy z Saiya-jinów daruje komuś życie.
- Widzę, że trenowałeś. -zauważył z nutą szyderstwa w głosie Vegeta.
- Jestem w życiowej formie. -zapewnił Frodli.
- Ja też nie próżnowałem. -odparł Vegeta, po czym przemienił się w Super Saiya-jina.
Gohan zniżył się do brata, córki i Trunksa.
- Raz już z nim wygrał. -rzucił Goten- Oby i teraz mu się udało.
Pozostali przytakneli z nadzieją.

Odc. #07 - "Ultimate Tenki-jn vs. Super Saiya-jin"

- Nie imponuje mi to. -rzekł Frodli po ujrzeniu Vegety SSJ- Już jednego Super Saiya-jina zmiotłem. -po czym wskazał na półlezących Trunksa i Gotena- Wasza fuzja jest gówno warta. -stwierdził.
- Szkoda, że nie ma Kakarotto. Wtedy byś poznał potegę fuzji. Ale sam też sobie z tobą poradzę. -westchnął Vegeta.
- Trzydzieści lat czekałem na tą chwilę. -Frodli zaczął zacierać ręce.
Vegeta wytworzył złotą aurę, Frodli fioletową; i ruszyli ku sobie. Frodli z łatwościa radził sobie z ciosami Vegety. Żaden kopniak czy pięść nie wyrządziły mu krzywdy- albo trafiały w powietrze, albo były parowane. W końcu zdenerwowany Saiya-jin zaczął miotać we wroga pociskami Ki, nie powodując nawet zadrasnięcia na pancerzu Frodliego.
- Nie jesteś godnym przeciwnikiem. -wyszydził go Tenki-jin.
Vegeta spróbował jeszcze raz kopnąć przeciwnika z rozpędu, ale ten chwycił go za nogę, błyskawicznie kropnął łokciem w brzuch i pięścia w podbródek, wziął nim zamach i niczym wrestlingowiec upadł na ziemię uderzając głowa Vegety o podłoże. Saiya-jin nie zdołał uwolnić się, bo wciąż trzymając go za nogę Frodli uderzał nim o ziemię. Włosy Vegety zrobiły się czarne, bluzka cała się poszarpała, z ust wypłynęła krew. Po paru uderzeniach Frodli podrzucił go w górę, wzleciał powyżej niego i łokciem uderzył Saiya-jina między łopatki tak mocno, iż Vegeta z wielką szybkością wbił się w glebę, czyniąc dokoła siebie spory krater. Frodli wylądował na ziemi. Książę Saiya-jinów wstał powoli, macając się po prwym bicepsie.
- Poza kolorem włosów nic się w tobie nie zmieniło. -stwierdził Tenki-jin.
- Ależ ty się mylisz. -odparł Vegeta.
Rozchylił ręce, zgiął je w łokciach i napiął mocno mięśnie. Zaczęła bić od niego moc. Pojawiły się wyładowania elektryczne i Vegeta transformował się w SSJ2.
- Wciąż jesteś pewny siebie, ale nawet mnie nie dotknąłeś. -rzucił tamten.
W tej chwili Vegeta momentalnie znalazł się przy nim i zaczął okładać go po torsie, a potem kopem z półobrotu obalił na ziemię. Następnie wyciagnął rękę przed siebie.
- Big Bang Attack! -krzyknął i wystrzelił w leżącego wroga.
Pocisk wzbił tumany kurzu, z których wyłoniła się cieka wiązka Ki. Vegeta w porę odskoczył, ale strumień energii rozciał mu skórę na prawym ramieniu. Obaj walczący wzlecieli w powietrze i ruszyli ku sobie. Zderzyli się prawymi pięściami, ze zranionej ręki Vegety chlusnęła krew, a wojownik z krzykiem cofnął ramię. W tym momencie Frodli kopnął Saiya-jina w dołek, uderzył kilka razy w brzuch, podrzucił go wyżej i z obrotu kopnął w krzyż, kierując bezwładnego Vegetę w kierunku ziemi. Następnie wyprzedził go i zatrzymał łokciem. Pozwolił nieprzytomnemu wojownikowi spaść na ziemię.

+ + +

Gohan z resztą przygladali się nierównej walce Vegety z Frodlim.
- Trzeba być Super Saiya-jinem 2, żeby toczyć z nim wyrównaną walkę. -zauważył Trunks.
- Pomogę Vegecie. -oświadczył Gohan.
- A potrafisz dać z siebie wszystko? -zwątpił jego brat.
Gohan napiął mieśnie i transformował się w SSJ, ale dalej nie dał już rady.
- Sflaczałeś, bracie. Nie pomożesz mu.
- Jestem w pełni sił. -zaoponował Gohan- Może jakoś mi pójdzie. Muszę tylko się rozgrzać.
- Uważaj na siebie. -przestrzegli go naraz Trunks, Goten i Pan.
- Spokojnie. -ojciec pogłaskał córkę po głowie, poklepał przyjaciół po ramionach i odleciał w kierunku walczących.

+ + +

Frodli właśnie formował kulę mającą zabić Vegetę. Wyciągnął ręce przed siebie, tworząc bombę Ki o średnicy dochodzacej do pięciu metrów.
- He he he... Nareszcie cię mam! -krzyknął do Vegety.
Saiya-jin cały obolały dźwignął się na nogi, trzymając za zraniony bark.
- Nig.. dy... -wycharczał.
- Giń! -ryknął Frodli, puszczając kulę przed siebie.
Vegeta zaparł się nogami o ziemię i spróbował powstrzyamć kulę. Sytuacja stawała się krytyczna. W tej chwili Frodli wyciągnał przed siebie jedną rękę.
- Tenki Beam! -krzyknął, wystrzeliwując pocisk.

Odc. #08 - "Nowa nadzieja"

Tenki Beam dobiłby Vegetę, ale Gohan w porę dotarł do walczących i skonfrontował Masenko z promieniem Frodliego. Tymczasem Trunks i Goten pomogli Vegecie w siłowaniu się z Tenki Death Ball.
- Głupcy...-wyszeptał do nich.-Zginiemy wszyscy...
Mimo braku sił cała trójka dzielnie walczyła, chociaż żaden z nich nie był w stanie transformować się w SSJ. Gohan tymczasem uwalniał coraz więcej energi, ale Tenki Beam ją wysysała. W końcu nie wytrzymał i przyjął formę SSJ.
- Jesteś ostatni.-zauważył Frodli.-Zabiję cię najszybciej!
- Jest jeszcze mój ojciec.-westchnął Gohan.-On cię zniszczy...
Nagle usłyszał krzyk całej trójki:
- Gohan, odsuń się! Odbijamy kulę!
Syn Goku uskoczył i w tym momencie kula Frodliego pchana przez Kamehameha, Final Flash i Burning Attack odbiła na bok Tenki Beam i wybuchła na swym twórcy. W dole Gohan dostrzegł trzech Super Saiya-jinów, których włosy natychmiast straciły złoty kolor, a wojownicy padli na ziemię. Oczywiście Death Ball nawet nie musnął Frodliego.
- Cholera... Zostałem sam.-zaklął Gohan.
- Tylko ty i ja.-usłyszał z ust przeciwnika.
'Vegeta i Gotenks nie dali sobie rady'-pomyślał-'To może mi się uda.' Ruszył w kierunku przeciwnika, z ogromną szybkością uderzając go pięścią w twarz. Wróg wygiął głowę w tył, ale nawet nie ruszył się z miejsca. Frodli uderzył go pięścią w brzuch, na skutek czego Super Saiya-jin zgiął się wpół. Na szczęście przed nastepną serią ciosów zdołał si ustrzec- umykał lub blokował, ale nie ripostował. Następnie Gohan wielokrotnie się teleportując, ciskał w oponenta pociskami Ki, czym powodował tylko irytację rywala. W pewnej chwili Frodli teleportował się w tym samym momencie, kiedy Gohan, i uderzył go w twarz. Następnie kolanem rąbnął syna Goku w brzuch, a potem chwycił za nogi i po paru obrotach dokoła własnej osi, cisnął nim w kamieniste podłoże. Ogłuszony Gohan rozpędem wyżłobił szeroki i głęboki rów, kończąc podróż na wielkim głazie. Zmęczony, zdołał tylko przewrocić się na plecy. Wzdłuż brzucha biegła krwawiąca rana, z kącika ust wypływała strużka krwi wymieszanej ze śliną.
Frodli tymczasem uformował naładowana energią kulę, którą cisnął w leżącego Gohana.
- Zawiodłem was...-wyszeptał Gohan.-Vegeta...Goten...Trunks...Pan...Pan!!!-krzyknął na widok córki, która przecięła tor lotu pocisku i odbiła go we wroga, który wchłonął kulę w dłoń.
Gohan zerwał się na równe nogi, nie bacząc na ból podleciał do córki.
- Pan, uciekaj!-huknął na nią.
- Nie pozwolę ci zginąć!-odkrzyknęła ze łzami.
W tym momencie Frodli złapał ich w obręcze przyciskające nadgarstki do bioder dzięki ciśnięciu w nich dwóch kulek Ki. Tenki-jin podleciał do nich.
- To twoja córeczka?-spytał z pogardą.-Saiya-jińskie szczenię!-warknął, po czym spoliczkował ją. Potem chwycił Pan za koszulkę na plecach i podniósł na wysokość wzroku Gohana.
- Pożegnaj się z tatusiem.-wymamrotał.
- Tato...-załkała.- Zabij go...
W tej chwili Frodli podrzucił Pan w górę i strzelił w nią Tenki Beam. Na krótki moment nastała światłość, potem Gohan ujrzał strzępki spodni, bluzki i chustki Pan. Frodli zaniósł się śmiechem.
- Ha! Trafiona-zatopiona!-krzyknął.
- Pan...-wyszeptał Gohan.Do oczu napłynęły mu łzy.-Moje dziecko...
Nastała złowroga cisza. Gohan zaczął się krztusić od nadmiaru energii, otoczyły go małe błyskawice, oczy robiły się na przemian czarne i niebieskie. Zaczął krzyczeć, włosy zrobiły się złote, wydłużyły się nieco i stanęły w półpionowej pozycji. Otoczyła go złoto-elektryczna aura, moc biła od seledynowych oczu. Pod naporem takiej potęgi pękła krępująca go obręcz. Głupawy uśmieszek zniknął z ust Frodliego. Gohan transformował się w SSJ2.
- Zabiję...-wyszeptał i ruszył do ataku.

Odc. #09 - "Ku zwycięstwu"

Pierwszy cios był tak silny, że pęknął pancerz na torsie Frodliego. Przeciwnik krzyknął i aż splunął z bólu. Następnie Gohan kilka razy uderzył go w twarz, poprawił z półobrotu, a następnie przerzucił przez siebie miotając nim w kierunku ziemi. Przeciwnik wyhamował jednak przed zderzeniem i wrócił na wysokośc Gohana.
- Polepszyłeś się.-zadrwił.-Ale nie masz ze mną szans.
- Nie pozwolę ci już nikogo zabić.-rzekł syn Goku.
Następna seryjka Saiya-jina przyprawiła Frodliego o wgniecenia pancerza i sińce na całym ciele (których nie było widać bo Frodli ma fioletową skórę). Po ostatnim ciosie Gohan rzucił kilkoma kulami Ki, które całkowicie odsłoniły tors przeciwnika. Oszołomiony Tenki-jin przyjął jeszcze rebla na czoło i półobrót w bok, tuż pod żebra. Chłopak okopał go jeszcze trochę, po czym wycofał się, by ujrzeć efekt swej pracy.
Frodli lewitował w miejscu, ciężko dyszał i opuścił ręce wzdłuż nagiego tułowia. Skrzela były zalepione przez strupy, prawe oko było półprzymknięte i ropiało. Splunął krwią i zagadał do Gohana.
- To było boskie. Serio.-rzucił.-Nawet Vegeta mnie tak nie okopał trzydzieści lat temu.
- Bo nie był jeszcze Super Saiya-jinem.-odparł Gohan.-Teraz zaś patrzysz w oczy śmierci. Przyjrzyj się dobrze, bo to ostatnie, co widzisz.
- Dwa razy już mieliśmy się spróbować.-przypomniał Frodli.-Najpierw przerwał nam Vegeta, później mój Death Ball. Teraz możemy bez przeszkód porównać swe umiejętności.
- Świetny pomysł.-lekki uśmiech skrzywił usta Gohana.
Złożył ręce przy boku.
- KA!
Frodli wyciągnął przed siebie ręce i utworzył nich dwie małe (wielkości pięści) kule Ki.
- ME!!
W tym momencie w rękach Gohana powstała kula wielkości futbolówki, która promieniowała złotą poświatą zmieszaną z małymi błyskawicami. Frodli szeroko otworzył oczy.
- Co za moc...-wyszeptał.-Moje podwójne Tenki Beam nie poradzi sobie.
- HA!!!
Frodli zwarł ze sobą nadgarstki (jak Vegeta do Final Flasha) i złączył kule w dłoniach.
- Uwolnię moc Tenki-jinów...Poznasz, że ze mną nie ma żartów.
Kula zaczęła się powiększać. Po chwili zasłoniła Frodliego przed Gohanem, a finalnie osiągnęła 10 metrów średnicy.
- ME!!!!
Ładunek zgromadzony przez Gohana zaczął puszczać promyki zmieniające położenie jakby kula wirowała mu w dłoniach. Frodli skurczył kulę Tenki-jinów do średnicy półtora matra.
- Gotuj się na śmierć!-ryknął.
'Jeszcze nie teraz'-pomyślał Gohan, po czym krzyknął:
-HAAA!!!!!
Wyprostował ręce przed sobą, kula skumulowanej energii przybrała rozmiary swego twórcy, wystrzelił z niej promień o podobnej średnicy.
Frodli krzyknął:
- Tenki Cannon!-po czym z jego rąk wyzwoliła się wiązka Ki rozmiarów Kamehameha Gohana.
Energie uwolnione przez walczących starły sie ze sobą i po chwili uzbierał się między nimi pokaźny ładunek. Obaj zlali się potem, wytworzyli poświaty aby wyzwolić z siebie więcej Ki. Na szczęście dla Gohana Tenki Cannon nie absorbował jego energii, jednakże był o wiele potężniejszy.
- Muszę...wygrać...-wycharczał Gohan.
- Jesteś mój...-odparł pewny siebie Frodli.-Ostatni pionek na mojej drodze.
- To jeszcze nie koniec.-rzekł Saiya-jin.
Cały czas utrzymywał się remis, choć na mniej zmęczonego wyglądał Frodli. Poniważ byli w powietrzu, musieli też przeciwstawiać się sile odrzutu własnych ataków, co zabierało im mnóstwo sił. Obaj czuli, że oto zbliża się rozstrzygnięcie...

Odc. #10 - "Zwycięstwo?!"

Na skórze Goahana powychodziły żyły, mięśnie były napięte, zęby kurczowo zaciśnięte. Frodliemu pot perlił się na czole, usta przepuszczały powietrze z sykiem, oczy łypały złowieszczo. Uwolniona energia poczęla unosił pomniejsze kamienie w powietrze i obudziła nieprzytomnych wojowników. Vegeta dźwignął się na kolana, trzymając lewą rękę na prawym boku.
- Gohan... -wyszeptał.
Trunks i Goten wstali, podpierając się wzajemnie.
- Przypomina mi to pojedynek z Cellem. -przemówił książę Saiya-jinów- Gohan zrobił Kamehameha jedną ręką; przy pomocy Tenshinhana, Yamchy, Piccolo, Kuririna i mojej pokonał potwora. Ty Trunks byłes jeszcze mały, ale obecny był przy tym twój odpowiednik z alternatywnej przyszłości. Ciebie Goten nie było jeszcze na świecie. Ale Satan ma gdzieś na video filmy z tej walki, pokaże je wam, jeśli poprosicie. Jest tak popularny, bo przypisał sobie nasze zwycięstwo. Co za tchórz!
Goten z podziwem spojrzał na Gohana.
- Bracie...
- Goten... musimy mu pomóc. -zaproponował Trunks.
- Nie uda nam się dokonac fuzji. -stwierdził syn Goku.
W tej chwili spojrzał na nich Gohan.
- Przyjaciele! -krzyknął- Potrzebuję waszej pomocy! Sam sobie nie poradzę!
- Jesteśmy zbyt wycieńczeni! -odparł Vegeta.
W tym momencie twarz Gohana zmieniła się- spoważniała, przez oczy przebiegł zimny blask.
- On zabił Pan. -wycedził, po czym na nowo podjął próby przełamania ataku Frodliego.
Otępiali wojownicy spojrzeli po sobie. Vegeta nie dał nic po sobie poznać, w Trunksie złość mieszała się z niedowierzaniem, w Gotenie zakotłował gniew. trunks przypomniał sobie chwile podróży przez galaktykę w poszukiwaniu smoczych Kul: przekomarzanki z nią, jej napady złości i chwile smutku. Ogarnął go wewnętrzny szał. Żyły wystąpiły mu ze skroni, oczy pojaśniał, włosy stały się złote. Goten zaczął głośno krzyczeć z gniewu i rozpaczy. Transformował się w Super Saiya-jina. Vegeta rozważał wszystko w myślach.
- Pan... to była twoja wnuczka, Kakarotto. Trzeba ją pomścić. -po czym dołączył do chłopaków, stając się SSJ.
Zaczęli kumulować energię do swych sztandarowych ataków.
- Stójcie! -powstrzymał ich Gohan- nie dacie rady! Unieście ręce ku mnie i uwolnijcie swoją energię!
Posłuchali go i po chwili trzy złote strugi Ki zaczęły powoli sunąć w kierunku Gohana. Gdy dotarły do niego, utworzyły nad nim wir i objęły go. Po chwili ukazł im się Gohan USSJ2. Włosy wspaniale błyszczące falowały pod wpływem aury, na potężnie umięśnionym ciele nie było ani jednego z wcześniejszych zadrapań. Pozostali Saiya-jinowie oddali mu resztę swej energii i teraz mogli tylko przyglądać się walce. uwolniona przez Gohana energia zepchnęła Frodliego do obrony.
- Co jest? -zdziwił się Tenki-jin- Nie możesz być silniejszy ode mnie. Nie ma takiego!
Spróbował znów objąć przewagę, ale nie zdołał wykrzesać z siebie większych sił.
- Muszę zwyciężyć... -wydukał Gohan- Dla ciebie, Pan... Dla was, przyjaciele...
Po czym z krzykiem wytworzył aurę oślepiającą dla każdego z patrzących, a Kamehameha przybrała rozmiary tunelu kolejowego. Frodli próbował wyzwoplić z siebie więcej siły, ale jego nikły opór został w mig przełamany i strumień Ki Gohana pokrył go w całości. Rozległ się jego krzyk, który po dłuższej chwili ucichł. Wtedy Gohan przestał emitować energię. Zredukował poziom do SSJ, ale nadal pozostał czujny. Istotnie, moment później Saiya-jin dojrzał zmasakrowane ciało Frodliego na podstawowym poziomie. Szybko podleciał niego. tenki-jin leżał na plecach ułożony na kształt krzyża. Gohan wyciągnął do niego rękę, tworząc w niej małą, naładowaną Ki kulę.
- Dalej...-wyszeptał Frodli- zabij mnie... Jesteś takim samym barbarzyńcą jak ja.
- Jestem cywilizowanym człowiekiem. -odparł Gohan- I nie zabijam dzieci.
- No właśnie... -podchwycił leżący- zabiłem twą córkę, masz prawo do zemsty.
- Istotnie. -odparł Gohan, po czym skupił energię do ataku.
- Jeśli mnie zabijesz, nigy już nie ujrzysz córki. -przerwał mu Frodli.
- Co? -zdumiał się Gohan.
- Mogę ją wskrzesić. Każdy Tenki-jin to potrafi. -zadeklamował leżący.
- Nie mam co do tego pewności. -zawahał się Saiya-jin.
- Nie jestem już groźny. -zapewnił frodli- Całą energię zmarnowałem na ostatni atak. A jakby co, top jesteś silniejszy ode mnie.
Gohan rozmyślał przez chwilę. W końcu opuścił rękę i chwycił przeciwnika za pas. Następnie uniósł się w powietrze.
- Dokąd mnie zabierasz? -zaniepokoił się Frodli.
- Zobaczysz. -tajemniczo rzucił Gohan.

C.D.N.

4788 Czytań | Drukuj